web analytics

«

»

Terapia grupowa, Battlefield 3

CZOŁEM ŻOŁNIERZE!

Jak pewnie zauważyliście z rozmów na shoucie, od jakiegoś czasu Grastro ogarnęło szaleństwo biegania (oraz jeżdżenia) po wirtualnym Polu Bitwy. Battlefield 3 okazał się chyba najbardziej powszechną z dotychczasowych terapii grupowych — do tego stopnia, że udało mu się nawet powiększyć grono bywalców Grastro. Ściągamy do grania posiłki spośród znajomych, bo przecież w kupie siła. Zwłaszcza kiedy po drugiej stronie no-life’y z levelem pierdylionowym i fetyszem nalotów dywanowych dokonywanych z wszelkiego rodzaju maszyn latających.

Co nie znaczy, że na lufach naszych wirtualnych karabinów nie ma odpowiedniej liczby nacięć. Nie dajemy się, zdejmujemy skalpy, kosimy punkty, pniemy się w żołnierskiej hierarchii i, co najważniejsze, odblokowujemy nowy sprzęt. Lepsza giwera, porządny celownik czy chociażby latający dron do rekonesansu na polu bitwy — to jest to, co lubimy najbardziej.

You've seen a lot of... combat? I've seen a little... in video games.

You’ve seen a lot of… combat? I’ve seen a little… in video games.

Bywa jednak, że chcemy postrzelać tylko do siebie na wzajem. Grastro kontra reszta świata to jedno, ale nic nie sprawia takiej frajdy jak wpakowanie koledze kulki między oczy. Zwłaszcza kiedy jest się snajperem, co nie, Jolo? Nawiasem mówiąc, nasz etatowy snajper musi czasem, z uwagi na kształt map, złapać za coś odpowiedniejszego na mały dystans, ale i wtedy jego celność pozostaje iście snajperska. Tymczasem etatowy choleryk z upodobaniem dosiada wszelkiego rodzaju pojazdów, po czym jeździ dookoła i trąbi na całą mapę… Nie muszę chyba mówić, że wtedy wszyscy z przeciwnej drużyny łapią za rakietnice i zaczynają regularne polowanie. Carnaś dziwnym człowiekiem jest i wszyscy się tylko zastanawiają dlaczego jego staty nie składają się wyłącznie ze zgonów… albo przypadków friendly fire. Jakoś udaje mu się zdjąć trochę wroga. Jakoś…

W celu postrzelania do siebie nawzajem, bez obaw o pojawienie się pro-gamerów, zaopatrzyliśmy się w prywatny, zahasłowany serwer. Było z nim na początku trochę problemów, ale teraz działa całkiem sprawnie. Ma niestety jedną wadę, którą jest brak rankingów. Nie nabijemy sobie na nim statów, niestety, bo polityka EA zabrania haseł na serwerach rankingowych. Ale to nic, przyjemność z biegania i strzelania we własnym gronie wynagradza nam to z nawiązką, a po punkty chodzimy na publiczne serwery gdzie siejemy popłoch i zniszczenie. No, powiedzmy ;).

Bo to co nas zabija, to się nazywa Hornet...

Bo to co nas zabija, to się nazywa Hornet…

Żeby zagrać potrzebujecie oczywiście Battlefielda 3 (co niestety oznacza instalację Orzygina…) oraz Dolby Axon, żebyśmy się wszyscy słyszeli. Serwer Grastro znajdziecie tutaj. Jak wspomniałem, do gry na serwerze potrzebne jest hasło, które otrzymacie kiedy połączycie się z nami Axonem (chociaż nie trudno się go domyślić ;)). Na granie, naturalnie, umawiamy się na shoucie i, również naturalnie, zwykle zaczynamy zabawę ok. 21.

Na koniec chciałbym przekazać Wam kilka słów otuchy od najsłynniejszego sierżanta szkoleniowca w historii kina: Najstraszniejszą bronią na świecie jest żołnierz GrastroPiechoty i jego karabin, rakietnica, czy z czym tam w danej chwili biega. Musicie dobrze wykorzystać Wasz morderczy instynkt, jeśli macie nadzieję zrobić 10 kroków na serwerze opanowanym przez „noobów” z Premium i poziomem 95. To, co (Was) zabija to 12-latkowie bez życia. Jeśli Wasz morderczy instynkt nie jest dość silny, zawahacie się w decydującej chwili, o ile w ogóle zdążycie się zawahać. I nie zabijecie. Zmartwicie i odrodzicie się za circa 20 sekund. I znajdziecie się w świecie gówna, bo GrastroŻolnierzom nie wolno umierać bez rozkazu! Rozumiecie, nooby?!

Czołgiem.

PS. Tym razem nie będzie filmiku z naszej rozgrywki, bo nikomu nie przyszło do głowy czegokolwiek nagrać :P