web analytics

«

»

Komandor Shepard na badaniach

Plan był taki, żeby do premiery trzeciej części unikać wszystkiego, co ma Mass Effect w nazwie. Przez długi czas nawet dzielnie się trzymałem w swoich desperackich próbach omijania czegokolwiek, co mogło by okazać się spoilerem. Ale w końcu pękłem, zobaczyłem trailer „Take Earth Back” i nie było siły – musiałem ściągnąć demo.

Pierwsze wrażenie jest w najlepszym razie ponure. Singlową część dema otwiera fragment z samego początku gry. Żniwiarze atakują Ziemię. Ludzkość zostaje złapana z z ręką w nocniku, kompletna katastrofa, masakra, oględnie rzecz ujmując – całkowita rozpierducha. Innymi słowy, dzieje się dokładnie to, co na wspomnianym trailerze. Tylko, że „Take Earth Back” to Hollywood jak się patrzy. BioWare trochę zrobiło sobie krzywdę tym filmikiem, bo to klasa sama dla siebie. Animacja co prawda jest aż ciężka od patosu, ale taka już specyfika Mass Effect. Przede wszystkim jednak jest świetnie zrealizowana. Jest klimat, jest Shepard, są Żniwiarze, jest wojna i walka o przetrwanie – rewelacja! Tylko jak potem człowiek ogląda to samo na silniku gry, to wygląda tak drętwo, że aż w oczy szczypie. I w ogóle jakoś nie czuć tego, że na naszych oczach świat się kończy. Ot, przylecieli, postrzelali, coś tam wybuchło, nic specjalnego. Końcówka pierwszego ME albo scena otwierająca drugiego prezentowały się znacznie lepiej, niż początek ostatniej części trylogii. No i do pogrania wiele tu nie ma. Początek dema to raczej interaktywne intro. Trzeba tylko biec do przodu, oglądać co się dzieje i pod koniec trochę postrzelać zza osłony do nowych przeciwników – Kanibali. Bez szału.

Na szczęście później akcja się rozkręca. W drugim etapie demo rzuca nas do punktu znacznie dalszego w fabule i od razu spotykamy plejadę znanych i lubianych. Są tutaj Wrex, Garrus, Liara i Mordin – nie sposób się nie uśmiechnąć. Ta część jest znacznie przyjemniejsza. Znalazło się miejsce na kilka niezłych dialogów, ale przede wszystkim biegamy po salariańskiej bazie i strzelamy do atakujących ją najemników Cerberusa. Szczegóły misji nie są do końca jasne, ale można się zorientować, że Shepard stara się dla sprawy Ziemian pozyskać wsparcie Krogan i Salarian – jeśli ktoś choć odrobinę pamięta historię świata Mass Effect, to już powinno być dla niego jasne, że będzie ciekawie.

Akcji jest w tej drugiej części sporo. Ci, którym podobała się decyzja BioWare o pójściu z ME 2 bardziej w stronę strzelanki będą w siódmym niebie. Twórcy trzymają się obranego wcześniej kursu i to z coraz lepszym skutkiem. Sam system rozgrywki nie uległ znaczącym zmianom – ciągle chowamy się za osłonami i używamy rozmaitych mocy Sheparda oraz członków drużyny by zdobyć przewagę nad szturmującymi przeciwnikami. BioWare jednak znacznie poszło naprzód w temacie sztucznej inteligencji. Wrogowie są bardzo agresywni, dużo się przemieszczają, potrafią zrobić niezły użytek nie tylko z karabinów, ale też z granatów. Członkowie drużyny co prawda ciągle służą głównie jako mięso armatnie, ale ich umiejętności specjalne potrafią się bardzo przydać. W każdym razie strzela się całkiem przyjemnie i elementy akcji na pewno będą mocną stroną Mass Effect 3.

Dla miłośników ciągnięcia za spust twórcy mają jeszcze coś więcej, niż zwykły tryb dla pojedynczego gracza. ME 3, jako pierwsze w historii serii, będzie miało multiplayer, którego przedsmak dostaliśmy już w wersji demonstracyjnej. To właściwie klasyczny, kooperacyjny survival, na wzór Hordy z Gears of War 2. Zadaniem graczy jest odpierać kolejne, coraz mocniejsze fale wrogów. Od czasu do czasu pojawia się jakaś misja dodatkowa. A to trzeba jakieś cele zlikwidować, a to dostać się do kilku checkpointów na mapie. Po zakończeniu partii otrzymujemy punkty doświadczenia i kredyty, dzięki którym można ulepszać (i upiększać!) naszą postać. Ameryki BioWare tym nie odkrywa, ale da się w to pograć bez bólu. Szczególnie ciekawie robi się na wyższych poziomach trudności, które potrafią być naprawdę sporym wyzwaniem – przeciwnicy nadciągają ze wszystkich stron i cisną niemiłosiernie, a niektóre zadania mają limit czasowy. Natomiast na niższych stopniach nawet początkujący gracze szybko zaczną przebijać się przez kolejne fale z zamkniętymi oczami, więc błyskawicznie zrobi się nudno. Multi to miły, kooperacyjny dodatek, ale ma raczej małe szanse, by na dłużej przyciągnąć wielkie rzesze graczy.

Demo Mass Effect 3 pozostawia trochę niedosyt. W porównaniu z poprzednią częścią, początek jest czerstwy jak przedwczorajszy chleb, ale fragment jednego z dalszych etapów wypada już całkiem obiecująco. Ciągle jednak obstaję przy opinii, że ME 3 będzie grą roku. Nie wyobrażam sobie, by miało być inaczej. Nie spartaczcie tego, BioWare, bo w przeciwnym razie doktor Siergiej będzie musiał sięgnąć po skalpel i przejść się do waszej siedziby. I nawet kanadyjskie mrozy go wtedy nie powstrzymają!