web analytics

«

»

Nie czekam na Diabła

 

Od dłuższego już czasu czuje się zmęczony. Zmęczony Blizzardem i jego polityką wydawniczą. Z World of Warcraft zerwałem hmm… stosunki kilka lat temu i nie mam zamiaru wrócić do tego nałogu. Wielkim fanem gier za gatunku RTS nigdy nie byłem, ale z radością przyjąłem w 2010 roku premierę StarCraft II.

Dlaczego? Ponieważ COŚ się w końcu zaczęło dziać. No nareszcie zajmą się trzecim Diabłem – pomyślałem sobie odrobinę naiwnie, ale od razu uderzyła mnie myśl, że tak naprawdę nie czekam na Diablo III z wypiekami na twarzy tak jak to było w przypadku innych, wielkich hitów ostatnich lat.

Kiedy skończyłem pierwszą odsłonę Mass Effect ze złości zaciskałem zęby. Po prostu chciałem jak najszybciej poznać dalsze losy komandora Sheparda. To samo uczucie towarzyszy mi teraz – odliczam dni do marcowej premiery trójki. Ledwo wytrzymałem ciśnienie związane z premierą Grand Theft Auto IV, a na ubiegłoroczną premierę drugiego Wiedźmina czekałem jak przysłowiowa kania dżdżu. No, a co z Diablo III? Jakiś czas temu przestałem interesować się betą. Doniesienia o kolejnej obsuwie premiery (teraz ponoć zagramy w okolicach wakacji) przyjmuję ze stoickim spokojem, a fakt, że gra co chwila przechodzi jakieś zmiany jest dla mnie mało istotne. Trzeci Diaboł po prostu już mnie znudził i to jeszcze zanim przybył. Podobnie czułem się przez lata w przypadku męczących doniesień medialnych o Duke Nukem Forever. Ta jawna kpina z gracza trwa już zbyt długo.

Od premiery Diablo II minęła już grubo ponad dekada. Co ja mówię! W czerwcu dwójce stuknie nobliwe dwanaście lat. To w branży elektronicznej rozrywki całe wieki. Oczywiście wierzę, że Blizzardowi uda się stworzyć grę wyjątkową, wspaniałą i wycyzelowaną w najdrobniejszych szczegółach. Ta firma ma po prostu reputację przez duże „R”. Tylko, czy to wystarczy?

Ja sam mogę się chyba określić mianem „starego fana”. Pamiętam cudowne chwile z jedynką. Klimatyczną introdukcję z krukiem. Pierwsze logowanie do Battlenetu i te niezapomniane chwile w towarzystwie przyjaciół, kiedy „szliśmy na Butchera”. Nie zapomnę też pierwszego rachunku telefonicznego, który po miesięcznej sesji z Diablo pokazywał magiczną liczbę oscylującą w granicach tysiąca złotych. Cóż! Takie były czasy, a ja nie mogłem się oderwać od zabawy w sieci. W ogóle Diablo był pierwszą grą, którą w trybie dla pojedynczego gracza przeszedłem znacznie później niż powinienem – tak bardzo wciągnął mnie B-net.

Dwójka – co może dziwić – nie wzbudziła u mnie aż takiej ekscytacji. Oczywiście czekałem na premierę siedząc jak na szpilkach i kiedy wreszcie dostałem grę bawiłem się świetnie. Choć nie na tyle, aby nie dać drugiemu Diabłu, w jednym z najbardziej poczytnych wortali o grach tamtego okresu, oceny 7/10. Zdaje się, że była to jedna z najniższych not jakie przyznano tej produkcji. Dość powiedzieć, że otrzymałem wtedy sporo bardzo „miłych” e-maili. Cóż… ludzi jak widać bardzo ekscytowały cyferki. Na szczęście to były tak zamierzchłe czasy, że na wyżej wspomnianym wortalu nie było możliwości komentowania artykułów. W każdym razie niektóre liściki przechowuję do dziś. Są takie… urocze.

Od tamtych pięknych(?) chwil minęły lata. Lata oczekiwań na trzecią część gry. Zmieniał się rynek pojawiła się nowa generacja konsol (to naprawdę ważne) i nietrudno zauważyć, że nowe pokolenie graczy ma innych „idoli”. Wcale mnie nie dziwi, że znajomy 16 latek do zbliżającej się wielkimi krokami premiery DIII podchodzi bez entuzjazmu. Kiedy ja ganiałem za demonami w dwójce on biegał w piaskownicy i klepał łopatką baby z piasku. Kiedy mnie ganiał wściekły ojciec z potężnym rachunkiem za połączenie z Internetem wyżej wymieniony nastolatek ssał dopiero butelkę i robił w pampersy. On ma nieco inne spojrzenie na gry – ma swojego Masterchiefa, rozkminia Fable’a ratuje świat w Modern Warfare (1,2,3) i tak dalej.

Skoro mnie zmęczyło czekanie na trójkę to co ma powiedzieć młodsze pokolenie graczy?

I to jest właśnie problem z którym muszą sobie poradzić panowie z Blizzarda. Bo przecież musi być sukces… przede wszystkim finansowy.

Na deser posłuchajcie sobie diablowej muzyczki by Matt Uelmen.