web analytics

«

»

Po co mi taki Xbox 720?

Znowu Kinect?

Od jakiegoś czasu po sieci krąży pewna prezentacja, która rzekomo wyciekła z Microsoftu. Kilkudziesięciostronicowy dokumencik przedstawia plany giganta z Redmond dotyczącej nowej konsoli. Do premiery Xboksa 720 jeszcze co najmniej rok, a ja już wiem, że nie jestem nim zainteresowany.

Wypada zaznaczyć, że ciągle nie wiadomo czy ta prezentacja to real deal. Istnieje taka możliwość, że to zwykła podróbka i czyjś dowcip, ale musi być w tym spore ziarnko prawdy patrząc na to, jak poważnie do sprawy podszedł Microsoft. Prawnicy MS ścigają strony, które trzymają na swoich serwerach słynny dokument. W Redmond starają się ze wszystkich sił by wymazać go z sieci. Ale wszyscy wiemy, że w Internecie nic nie ginie. A szkoda, bo gdyby te felerne slajdy szybko wyparowały, nie miałbym (jeszcze) na co narzekać. Mleko się jednak rozlało, a ja mam dwa powody, dla których Xboksowi 720 mówię stanowcze STOP!

… a on odpowiada mi „hande hoch!”. Innymi słowy – po pierwsze Kinect. A właściwie Kinect 2, bo gdy nowa konsola zadebiutuje w 2013 roku, razem z nią na rynek ma trafić także ulepszona wersja kamerki. Będzie miała różniaste bajery, obsługę jednocześnie nawet 4 graczy, poprawiony mikrofon, lepsze wyczuwanie głębi przestrzeni. Gra ma być też możliwa w mniejszych pomieszczeniach (będą dodawać siekierę do skracania rąk? — przyp. Coppertop). Do tego w 2014 mają się pojawić okulary Fortaleza, urządzenie w jakiś sposób łączące w sobie zalety googlowskiego Project Glass i Kinecta. Super – dobrze, że Microsoft rozwija swoją flagową technologię. Ale jeżeli to jest jednym z głównych punktów prezentacji omawiającej X720, to znaczy, że tak jak przez ostatnie 2 lata w przypadku Trzystasześćdziesiątki, to właśnie kamerka z czujnikiem ruchu będzie clou programu. A ja już mam dość. Wybaczcie bezpośredniość, ale rzygam Kinectem. Rzygam tym, że najważniejszą cechą każdej nowej gry zapowiadanej na Iksa jest to, że można zrobić hande hoch i cośtam się stanie. Albo że można krzyknąć do wbudowanego w kamerkę mikrofonu i stanie się jeszcze co innego. Nie chcę też więcej tanecznych Gwiezdnych Wojen (w ogóle nie chcę Gwiezdnych Wojen, bo ich nie cierpię, a co dopiero z jakimiś wygibasami!) i innych Kinectimals. Wiem, to stara śpiewka, ale cóż poradzę, że cały ten szał na motion control zupełnie mnie omija? Widziałem, sprawdzałem, nie bawi mnie to. Dawać mi pada (a ja wolę klawiaturę… — przyp. Coppertop).

O to posunięcie jednak do Microsoftu nie mam pretensji. Ja mogę sobie na kinectowe badziewia narzekać, ale pomysł ewidentnie chwycił. To się sprzedaje. Kinect to bardzo udany projekt i absolutnie nie może dziwić, że Ballmer i spółka ciągną to dalej i stawiają motion control w centrum uwagi. Dlatego zdecydowanie bardziej bulwersująca jest dla mnie sprawa grania w chmurze, o której też trochę napisano w tej nieszczęsnej prezentacji. Otóż okazuje się, ze MS chce by Xbox 720 był już ich ostatnią konsolą. Albo przynajmniej jedyną na kolejną dekadę. Żadnych więcej drogich upgrade’ów sprzętu, kupowania nowych maszyn za setki dolarów. W zamyśle super, ale ze zrealizowaniem tego zamysłu już tak super nie będzie. Chodzi bowiem o to, by do 2015 roku wszystkie najważniejsze usługi, a więc także gry, przenieść do chmury. I nagle to „nigdy więcej zakupów sprzętu” przestaje wyglądać tak różowo. I owszem, sprzętu nie kupię. W ogóle. Bo nie będę miał jak na nim grać.

Sprawa jest prosta. W Polsce nie ma infrastruktury sieciowej na to, żeby cloud gaming miał sens. I na pewno nie będzie jej jeszcze za 3 lata. To samo na dobrą sprawę tyczy się większości Europy. Nawet jeśli na zachodzie telekomunikacja ma się lepiej, to nie na tyle, by przeciętny obywatel mógł sobie streamować grę nowej generacji w Full HD w 60 klatkach na sekundę. W Stanach Zjednoczonych na dzień dzisiejszy też nie jest z infrastrukturą sieciową różowo, ale to się może szybko zmienić, bo niedawno ruszyła rządowa inicjatywa US Ignite. Wielkie korporacje IT, ponad setka start-upów, administracja lokalna – wszyscy łączą siły by kraj Wuja Sama, hamburgerów i kurczaków z Kentucky stał się także krajem błyskawicznego Internetu. Czyli nowy Xbox będzie jeszcze bardziej nastawiony na lokalny rynek. Cóż, najwyraźniej nie dla psa kiełbasa, ale może chociaż do 2015 roku wyjdziemy z grupy na jakimś piłkarskim turnieju?

Teraz rozumiem. To zielone to nie symbol on/off, tylko środkowy palec, pokazany mi przez MS (fot. Wiki Commons)

Dwa powyższe problemy, jak dla mnie, nowy sprzęt z Redmond dyskwalifikują, ale jeśli wam nie przeszkadzają, to macie powody do mruczenia, bo cała reszta prezentuje się bardzo smakowicie. X720 ma być od swojego poprzednika przynajmniej sześciokrotnie mocniejszy. Do tego powinien zostać wyposażony w Blu-ray, wspierać rozdzielczość 1080p i 3D. Do tego Microsoft chce uczynić z nowego Iksa prawdziwe domowe centrum rozrywki. Jedyny sprzęt, jakiego poza telewizorem będziecie potrzebować w salonie. Pełna integracja z Windowsem 8 i jego mobilną wersją. Netfliksy i inne bajery (tak, tak, też tylko dla USA, ale w końcu musi trafić też do Europy!). Streaming multimediów pomiędzy własnymi urządzeniami i od usług zewnętrznych. Microsoft projektuje cały ekosystem i temu pomysłowi można jedynie przyklasnąć.

I to wszystko za 299 dolarów. Elegancko… mogło być. Ale może jednak zdarzy się cud i zapowiedzą na to jakieś gry, których głównym ficzerem nie będzie współpraca z Kinectem? Czekam.