web analytics

«

»

Już nie skaczę!

Oj skaczą!

Uwielbiam nowy sprzęt. Każdą nowinkę przyjmuję z otwartymi ramionami. Tak było do momentu pojawienia się Kinecta od Microsoftu. Ta zabawka zupełnie do mnie nie przemawiała i nie czułem potrzeby jej posiadania. Co innego z Playstation Move. I tu zaczęły się kłopoty.

Pamiętacie jeszcze pierwsze reklamy Kinecta? Te skaczące rodziny przed telewizorem? Ta wspaniała, „casualowa” zabawa w czochranie tygrysa w Kinectimals? Ja pamiętam i do dziś robi mi się od tego niedobrze.Takie podejście do mnie – klienta – automatycznie skreśliło „K” z mojej listy zakupów. Przez chwilę czułem się dumny, że nie dałem się wciągnąć do wagonu skaczących przed kamerką, ale moje zadowolenie nie trwało długo. Dlaczego? Ponieważ w sferze moich zainteresowań zaczęło krążyć inne urządzenie – Playstation Move.

Muszę uczciwie przyznać, że dałem się nabrać. Sony obiecywało COŚ dla każdego. Playstation Move miał być idealnym kontrolerem dla gracza „niedzielnego”. Ot takiego co to chce sobie poskakać przed telewizorem w salonie z jakąś prostą grą sportową, logiczną etc. w czytniku konsoli. To jednak nie wszystko. Move miał być nową jakością także dla hardkorowych fanów elektronicznej rozrywki, a gry, ot choćby te z gatunku First Person Shooter miały nabrać nowej hmm… głębi.

Uwierzyłem Sony na słowo. Kupiłem kontroler główny, czyli różdzkę, lub jak mówią niektórzy – dildo. Chwilę potem wyposażyłem się w Navi-sticka (operowanie Dualshockiem jedną ręką nie jest zbyt wygodne). Ba! Kilka miesięcy później na fali zainteresowania trzecią odsłoną Killzone wspierającą PS Move skusiłem się na zakup plastikowego karabinu Sharp Shooter. Prawie dwieście złotych za plastikową nakładkę na kontrolery ruchy wydawało mi się w tamtym czasie rozsądną inwestycję.

Dziś, z perspektywy czasu z przykrością stwierdzam, że wyrzuciłem pieniądze w błoto. Nie mówię tylko o tym przeklętym, różowym karabinie, ale o samy Playstation Move. Od czasu zakupu Move’a zagrałem na nim dosłownie kilka razy.

Manipulowałem klockami w minigierce Tumble, poskakałem uroczym szczurkiem w Funky Lab Rat. Nadwyrężyłem nadgarstek w Sports Champions i tak dalej. Wreszcie nadszedł Killzone 3 i naiwnie sądziłem, że w końcu znajdę zastosowanie Move w jakiejś normalnej grze. Nic bardziej mylnego. Owszem obsługa Move w KZ3 jest całkiem w porządku, ale kontrolery ruchowe przeszkadzały mi w… chłonięciu atmosfery gry. Po prostu ciężko było mi skupić się na rozgrywce (i fabule) stojąc na środku salonu z plastikowym karabinem przyciśniętym do policzka. Po kilku etapach gry zrezygnowałem z Move na rzecz tradycyjnego kontrolera.

No dobrze, a co z innymi, dodajmy niezbyt licznymi produkcjami na Move? Aragorn Quest odrzucił mnie swoim prostactwem, z ciekawością przyjrzałem się działaniu kontrolera ruchowego w Heavy Rain i muszę przyznać, że ta „interaktywna opowieść” od Quantic Dreams naprawdę wiele zyskała dzięki PS Move. No! W końcu jakiś pozytyw. Z ostatnich gier wykorzystujących „dildo”, które miałem przyjemność widzieć wymienić muszę jeszcze Resistance 3. Niestety w przygody Josepha C. dość kiepsko gra się na Move. Mówiąc krótko – kolejna porażka.

Co dalej? Sony ogłosiło niedawno, że na sklepowe półki trafiło już 10,5 miliona urządzeń Move. Ja czekam na jakieś porządne gry. Jedną z nich jest Bioshock Infinite, który ma wspierać kontrolery ruchu.

To ostatnia szansa. Jeśli w najnowszej grze Kena Levine obsługa „dildo” nie będzie idealna to Move skończy na dnie szafy.

Nawet nasza GRAstro-psinka ma Playstation Move w głębokim poważaniu. Nie wierzycie? Poniżej dowód.