web analytics

«

Gramy we Flesh Made Fear – bij zombiaka!

Lubicie gry z gatunku survival horror? Skakało wam ciśnienie przy stareńkim Alone in the Dark, Rule of Rose, Siren, Silent Hill, czy klasycznym Resident Evil? W takim razie Flesh Made Fear to produkcja, która powinna przypaść wam do gustu!

Niedawno dostałem kodzik na grę Flesh Made Fear, a że miałem od dawna ten tytuł na oku to z przyjemnością odpaliłem konsolę i pozwoliłem zalać się falą nostalgii. Czym w ogóle jest FMF? To survival horror w stylu retro. Największą inspiracją dla tej gry jest pierwsza odsłona Resident Evil. Jeśli w 1996 roku będąc szczeniakiem – za przeproszeniem – lałeś w gacie ze strachu przy grze Capcomu to Flesh Made Fear wywoła u Ciebie uśmiech na twarzy.

We Flesh Made Fear mamy wszystkie elementy klasycznych survival horrorów: statyczną kamerę, pokraczny schemat „czołgowego” sterowania (Tank Controls) no i ta stylizowana grafika retro! Żyć nie umierać! Acha no i oczywiście jest tu jeszcze jeden element z RE, czyli nie można strzelać i poruszać się jednocześnie. Tutaj, aby ustrzelić paskudnego potwora musimy się zatrzymać i spokojnie wycelować. Nawet zarządzanie ekwipunkiem to wypisz, wymaluj Resident Evil.

No dobrze, ale w ogóle o czym jest Flesh Made Fear? W grze wcielamy się w jednego z komandosów oddziału R.I.P, czyli Reaper Intervention Platoon Chrisa Redfielda i Jill Valentine… o pardon! W Jacka Richardsa i Natalie Lewis. Wybór między dwoma protagonistami ma nie tylko znaczenie estetyczne. Jack i Natalie różnią się statystykami, a także mają odmienne ścieżki fabularne. Ot choćby do niektórych pomieszczeń może się dostać tylko jedna z postaci. Różnice te sprawiają, że rozgrywka może być diametralnie różna w zależności od naszego początkowego wyboru, a więc mamy w sumie „podwójną” zabawę. Brawo!

Zombie w toalecie!

Fabuła? Nasza ekipa R.I.P zmierza do tajemniczego miasteczka Rotwood, gdzie groteskowe eksperymenty naukowe zmieszane z okultyzmem przeprowadza szalony naukowiec i były agent CIA Victor „The Dripper” Ripper, który wbrew pozorom nie jest żadnym raperem ;) tylko regularnym psycholem.

Tak więc wałęsamy się po mrocznej mieścinie, strzelamy, lub siekamy na plasterki hordy nieumarłych i innych paskudnych potworów. Jest dużo pikselowej juchy i tak dalej. Do tego puzzle w stylu Resident Evil… Hmm… ile już razy wspomniałem w tym tekście o Residencie? Nic nie poradzę – Flesh Made Fear to „RE wannabe” pełną gębą. W retro opakowaniu.

Pod względem wizualnym jest całkiem nieźle. Stylizowana oprawa graficzna, której moim zdaniem bliżej do tej z PlayStation 2 niż PSX’a, robi robotę i nadaje temu tytułowi specyficzny sznyt.

Jack…

Odpalając wersję na PlayStation 5 nie oczekiwałem, że gra wciągnie mnie jak bagno. Bawiłem się wyśmienicie. Choć muszę przyznać, że poziom trudności Flesh Made Fear, ku mojemu zaskoczeniu jest zdecydowanie zbyt niski. Spodziewałem się hardkorowej rozgrywki, a dostałem niemalże spacerek po parku. Owszem są trudniejsze „momenty”, a hordy zombiaków potrafią czasem utrudnić nam życie, ale generalnie jest stanowczo zbyt łatwo.

Podsumowując powiem tak: jeśli lubicie klasyczne survival horrory to musicie zagrać we Flesh Made Fear. Nie pożałujecie!