web analytics

«

Godzina z Assassin’s Creed Black Flag Resynced – do abordażu kamraci!

Czas na kolejny, blogowy wpis z cyklu „Godzina z…”, czyli takie nasze pierwsze wrażenia na gorąco. Dziś otwieramy butelkę rumu, cumujemy w porcie i sprzedajemy łupy. Ahoj piracka przygodo!

Zacznę ten tekst od niezbyt fortunnego stwierdzenia, że nie jestem wielkim fanem serii Assassin’s Creed. W pewnym momencie seria mi się po prostu przejadła, a „reset” i zmiany zapoczątkowane przez Origins tylko trochę poprawiły ten stan. Stare „Asasyny”? W pewnym momencie miałem dość tej samej formuły. Niemniej jednak czwarta odsłona serii wydana w roku pańskim 2013 była dla mnie miłym zaskoczeniem. No, a teraz dostaliśmy remake w postaci AC: Black Flag Resynced. A, że mamy wakacje to postanowiłem wybrać się na Karaiby w roku 1715.

Jak na razie – i wbrew tytułowi naszego blogowego wpisu – mam za sobą kilka godzin zabawy. W grze wcielamy się w Edwarda Kenwaya trudniącego się (niezbyt) zacnym, pirackim fachem, który no cóż… ma kłopoty. Nie będę zdradzał za bardzo fabuły, ale mamy tu uroczą historyjkę „od zera do bohatera”, a w dodatku nieopatrznie nasz protagonista na własne życzenie władował się w nie lada kłopoty. Po niezbyt fortunnych wydarzeniach na pirackiej krypie i lądowaniu na plaży. Spotykamy i uśmiercamy zdradzieckiego Asasyna Duncana Walpole’a. Przejmujemy jego tożsamość (i łupy!) po czym udajemy się Do Hawany, aby wycyganić jakąś nagrodę od samego gubernatora za dostarczenie tajemniczego artefaktu. Biedny Edward, którego jedyną motywacją jest wzbogacenie się nie ma pojęcia, że wpakował się w niezłą kabałę i sam środek sporu między Asasynami a Templariuszami. A to dopiero początek przygody!

Tańcz, głupia tańcz… ;)

Jak na razie zwiedziłem tętniącą życiem Hawanę i dotarłem do prawdziwego pirackiego gniazda, czyli Nassau na wyspie New Providence. Jak na razie bawię się zaskakująco dobrze.

Okay, ale jak wiele mamy zmian względem oryginału z 2013 roku? Usprawnień i subtelnych różnic jest całkiem sporo, ale to nadal „stary, dobry Asasyn” tylko nieco przypudrowany i dostosowany do czasów współczesnych. Warto to podkreślić i od razu dodać, że jeśli komuś nie przypadła do gustu odsłona sprzed lat to i Resynced może mu się nie spodobać.

Nie będę robił nudnej wyliczanki, ale napiszę tylko, że: dodano nowe przerywniki animowane*, historie niektóre postaci zostały rozszerzone i mają więcej „czasu ekranowego”. Dostaliśmy też zmienioną/usprawnioną mechanikę samej rozgrywki – przede wszystkim walki (skupienie się na parowaniu). Dodano nowe szanty i zadania poboczne. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, że Ubisoft kontynuuje trend rugowania z gry elementów, a raczej etapów ze współczesnego świata. Słowem w Tej odsłonie Black Flag nie biegamy już po siedzibie Abstergo. Bardzo dobrze! Nigdy nie znosiłem w AC Animusa…

Elegancik…

Pod względem wizualnym jest zaskakująco dobrze. Ja grałem na konsoli PlayStation 5 pro na której dostępne są trzy tryby graficzne. Jeden w którym możemy grać w 60 klatkach na sekundę, drugi traktujący priorytetowo wizualia, ale kosztem płynności (tylko 30 fpsów) oraz dostępny tylko na PROsiaku tryb „Zrównoważony” – 40 kl/sec. Grałem w tym ostatnim i wszystko działa naprawdę wyśmienicie. Oczywiście mamy obsługę PSSR 2.0 oraz RT. Oczywiście gra wykorzystuje też dobrodziejstwa kontrolera DualSense.

No dobra kamraci piraci! Ja wracam na pokład mojego statku. Czas złupić jakąś karawelę. Ahoj!

*Niestety animowane przerywniki działają w 30 klatkach.