web analytics

«

»

Piecyk kontra Sleeping Dogs

Jakby nie patrzeć... Sleeping Dog(s) !

Doktor Rzeźnik postanowił zaprosić na kozetkę do swojego gabinetu Śpiące Psiaki. Najwyższa pora zbadać pacjenta od Square Enix. Na początku były lekkie problemy z porozumieniem się z pacjentem (natury lingwistycznej), ale ostatecznie wszystko się udało. Zapraszamy do naszego mini-testu gry Sleeping Dogs.

Muszę się do czegoś przyznać. Ilekroć w moim napędzie DVD ląduje nowa, pecetowa produkcja moją pierwszą myślą jest: czy mój szalony piecyk da jeszcze radę? Moje obawy są raczej zasadne – od dawna nie zainwestowałem w mój komputer jakiejś poważnej sumy pieniędzy i mówiąc szczerze nie miałem ochoty tego robić. Kiedy jednak w moje łapki trafiła pecetowa wersja Sleeping Dogs byłem gotowy na wysupłanie z sakiewki niebagatelnej sumy circa about 1400 pln na zakup nowej karty graficznej GF GTX 660Ti i może lepszego procesora… itp. Wszystko uzależniłem od tego jak na moim piecyku będą działać „Śpiące Psiaki”.

Pełne zaskoczenie

Na początek warto wspomnieć, że miałem też przyjemność zobaczyć Sleeping Dogs w wersji na konsolę Sony Playstation 3 i muszę przyznać, że absolutnie nie umywa się do pecetowego portu. Twórcy gry, czyli studio United Front Games postanowiło „dopieścić” PC-graczy i w komputerowej wersji „Psiaki” mają kilka ficzerów niedostępnych w wersjach konsolowych. To cieszy, szczególnie, że ostatnimi czasy panuje trend traktowania pececiarzy – mówiąc delikatnie – po macoszemu.

Z przyjemnością muszę stwierdzić, że w ustawieniach Sleeping Dogs można sobie za przeproszeniem „podłubać”. No, ale co ja będę strzępił język (klawiaturę?). Zobaczcie to na własne oczy.

Opcje ustawień 3D, rozmycie, oświetlenie SSAO, mnogość wyboru stawień antyaliasingu. Mówiąc krótko – jest dobrze! Od zawsze lubiłem bawić się ustawieniami opcji graficznych tak, aby na moim konkretnym sprzęcie wycisnąć ile się da. To miłe, że Sleeping Dogs na to pozwala. Szczególnie, że gra posiada wbudowany benchmark, który wygląda tak.

Przelot kamery ulicami Hong Kongu robi spore wrażenie. Jeszcze raz wielkie brawa dla twórców. Za co? Za to, że im się po prostu CHCIAŁO!

Czas na mały teścik

Zanim odpalimy wspomniany przed momentem benchmark i przetestujemy kilka ustawień warto wspomnieć, że Sleeping Dogs korzysta z infrastruktury Steam’a. Aby zainstalować grę potrzebujemy niecałe 6 gigabajtów wolnej przestrzeni na dysku twardym plus… 3,5 gigabajta na HD Texture Pack, który można, a nawet należy zassać w usłudze od Valve. Śpiące Psiaki testowałem na moim wysłużonym blaszaku wyposażonym w 8 GB pamięci operacyjnej RAM. Na pokładzie znalazł się również leciwy procesor Phenom II X4 945 taktowany zegarem 3GHz. Moja karta graficzna to fabrycznie kręcony GeForce GTX 460 Cyclone 1GB. Rozdzielczość w której gram to oczywiście 1920×1080.

Od razu warto wspomnieć o dwóch sprawach. Z tego co wyczytałem w necie Sleeping Dogs lubi procesory 4-rdzeniowe. A druga – paczka z teksturami HD działa tylko na kartach graficznych wyposażonych w jeden lub więcej gigabajtów pamięci RAM.

No dobrze czas na kilka testów… A nie! Trzeba jeszcze wspomnieć o piątkowej, premierowej wpadce. Śpiące Psiaki zostały u nas wydane w tak zwanej „kinowej wersji językowej”. Niestety ubiegłotygodniowy patch sprawił, że napisy PL były niedostępne. Cenega, czyli rodzimy dystrybutor swoim zwyczajem schował głowę w piasek i nie reagował na głosy zirytowanych graczy (dopiero po kilku dniach coś tam odburknęli na FB). Dość powiedzieć, że polskie napisy wróciły dopiero we wtorkowy wieczór. Cześć i ekhem… chwała Cenedze! No, ale przejdźmy do konkretów.

Na początek postanowiłem nie zmieniać standardowych ustawień, czyli Medium. Jak wypadł test? Wyniki macie poniżej. W nawiasie benchmark z włączonym HD Texture Pack.

  • Avg: 52,9 (53,3) FPS
  • Max: 101,8 (101) FPS
  • Min: 32,3 (33,2) FPS

Jak widać tekstury HD nie wpływają na wydajność gry, a dają bardzo dużo. Sleeping Dogs naprawdę zyskuje wizualnie po potraktowaniu tą 3,5 gigabajtową łatką. Uradowany faktem, iż gierka działa na moim sprzęcie nadzwyczaj dobrze – w końcu średnio prawie 53 klatki/sec to całkiem nieźle postanowiłem pójść na całość i potraktować mojego piecyka ustawieniami EXTREME (duże litery być muszą!).

  • Avg: 15,1 FPS
  • Max: 22,2 FPS
  • Min: 9,1 FPS

Ojojoj biedny piecyk rozkraczył się niczym tania portowa dziwka przed chutliwym marynarzem. Wywiesił białą flagę. Krzyknął kończ waść…

Trochę zmartwił mnie fakt, że w maksymalnych ustawieniach Śpiące Psiaki naprawdę posnęły i stały się absolutnie niegrywalne. Nie będę już was męczył benchmarkiem w standardowych ustawieniach „High”, ale podam wynik z ustawienia niestandardowego (czyli takiego w którym gram w SD).

Każdy sobie dłubie

Po kilku benchmarkach zorientowałem się, że winowajcą, który w tak haniebny sposób poniżył mojego piecyka w benchmarku z ustawieniami Extreme było SSAA, czyli Super-sampling antyaliasing. Tak więc w opcjach graficznych pozostawiłem tylko „tanie” FXAA, włączyłem wysoką jakość cieni oraz wysokie ich filtrowanie, World density (gęstość świata ;) ) także ustawiłem na maksa. SSAO pozostawiłem na poziomie „Normal”. Jakie wyniki?

  • Avg: 51,6 (46,9) [45,5] FPS
  • Max: 99,4 (76,3) [74,4] FPS
  • Min: 33,1 (29,4) [25,1] FPS

Jak widać miałem średnio 51,6 kl/sec. Z ciekawości włączyłem jeszcze SSAO na maksa. Wynik macie w nawiasie. W nawiasie kwadratowym macie natomiast wynik z ustawieniem SSAA na średnie, ale z SSAO tak jak w pierwszym benchmarku – czyli opcja „normalne”, a nie maksymalne. Nie pogubiliście się jeszcze? No to dobrze.

Podsumowanie

Jeśli jeszcze nie dostaliście kociokwiku od tych wyników i mnogości opcji graficznych do wyboru to na koniec powiem tylko, że warto poświęcić trochę czasu i ustawić Sleeping Dogs „pod siebie”. Spójrzcie na ostatnie wyniki – sami zdecydujcie, czy chcecie mieć włączone SSAO, a może jednak SSAA? Wszystko zależy od sprzętu jaki posiadacie.

I to jest właśnie piękne w pecetowych grach. Tych dobrze zrobionych, gdzie twórcy dają nam możliwość i narzędzia do grzebania w opcjach. A potem. Potem już tylko czysta przyjemność i bieganie po Hong Kongu w samych slipkach. Nie wierzycie? No to oglądajcie!