web analytics

«

»

Bańka cloud gamingowa

Cloud gaming. Impresja. (Eric Constantineau - Flickr)

Granie w chmurze to na terenie naszego szpitala bardzo wdzięczny temat. Jak się okazało w ostatnich dniach, o cloud gamingu znacznie lepiej się mówi i pisze niż robi na nim pieniądze. Mamy już pierwszą ofiarę tego biznesu.

Internet ostatnio wrze od zapowiedzi „drugiej bańki”. Nastroje są ponure nie bez powodu. Akcje Facebooka i Zyngi idą na łeb na szyję, najwięksi inwestorzy masowo wyprzedają udziały w Grouponie, deweloperzy najchętniej ukrzyżowaliby zarząd Twittera, a Google+ nikogo nie obchodzi. Źle dzieje się także na styku światów sieci i gier wideo.

Pamiętam jeszcze z forum Valhalli, jak pierwsze informacje o OnLive potrafiły rozruszać ludzi. Kiedy Steve Perlman pokazał nową usługę w 2009 roku zrobiło się gorąco. W komentarzach prześcigano się z pięknymi wizjami. O jak ten OnLive miał zmienić życie graczy. Nigdy więcej nowych konsol, nigdy więcej nowych pecetów. Parafrazując klasyka, jeden OnLive by wszystkimi rządzić, jeden by wszystko zjednoczyć. Nie brakowało też sceptyków, chłodzących nastroje. Bo internet za wolny, bo serwery trzeba mieć blisko żeby lagów uniknąć, bo producenci konsol nie dadzą się zrobić na szaro nowej technologii. Tak czy siak, oczekiwania były spore, a dyskusje szalały. Bez perypetii się nie obyło, premiera miała miejsce później niż zakładano i, jak możecie łatwo zaobserwować rozglądając się nawet niezbyt bacznie, świata ten OnLive do góry kopytami nie wywrócił. Niemniej jednak takiej klęski nikt się nie spodziewał.

Pod koniec ubiegłego tygodnia OnLive wywalił na bruk całą załogę. Okazało się, że firma straciła płynność finansową. Ponoć wydali niedawno mnóstwo pieniędzy na nową infrastrukturę. Niestety baza użytkowników wzrastała stanowczo zbyt wolno by pokryć koszty i wreszcie gotówka się skończyła. Jeśli korzystacie z OnLive zapewne nic nie zauważyliście, bo usługa ciągle działa. Uratowała ją firma Lauder Partners, jeden z pierwotnych inwestorów. To między innymi za ich pieniądze Perlman w ogóle mógł stworzyć swoją platformę.

Niewiele brakło, a użytkownicy OnLive zamiast takiego obrazka oglądaliby cyferki "404"

Cały majątek OnLive został kupiony przez nową firmę, która nazywa się… uwaga, to będzie dobre: także OnLive. Lauder Partners znowu jest głównym inwestorem. Usługa ma zachować pełną ciągłość w działaniu, choć inwestorów którzy utopili pieniądze w starym OnLive (pierwsze z brzegu HTC już odpisało 40 milionów dolarów) pewnie to nie satysfakcjonuje. Cała operacja przebiega w ramach mechanizmu cesji generalnej, tudzież assignment for the benefit of creditors. Nie będziemy się zagłębiać w prawne szczegóły, tym bardziej że wolałbym nie ryzykować wprowadzenia nikogo w błąd. Fakty są takie, że pierwotny byt o nazwie OnLive poszedł do piachu i drugi zastąpił go dlatego, że Lauder Partners zdecydowało się ciągle na niego łożyć, wierząc że wpompowana w cloud gaming kasa wreszcie się zwróci. Pożyjemy zobaczymy.

Co to oznacza dla szeroko pojętej branży? Plany na nową generację są już z pewnością od dawna gotowe i nikt nie będzie ich diametralnie zmieniał bo jednej firmie skończyły się fundusze, ale Sony i Microsoft powinny potraktować to jako poważne ostrzeżenie. O nowym Xboksie od jakiegoś czasu mówi się sporo. Jeżeli dokumenty które wyciekły z MS są prawdziwe, to od 2015 roku gigant z Redmond chce oprzeć właśnie na chmurze sprzedaż produktów na X720, tudzież Durango. A to oznacza bardzo odważne postawienie na cloud gaming. Sony natomiast niedawno kupiło GaiKai, dając tym samym początek fali spekulacji. Czy nowe PlayStation będzie oferowało gry w chmurze? Jestem pewien że tak. Do tego w przyszłym roku ze swoją platformą do cloud gamingu ma zamiar ruszyć GameStop. Może się więc tego szybko namnożyć, a jak pokazał OnLive, popyt nie jest jakiś potworny w stosunku do kosztów, jakie zabawa w ten biznes generuje. Przy 2.5 miliona subskrybentów usługa nie tyle popadła w tarapaty finansowe, co błyskawicznie wyczerpała zapasy gotówki. Pozostali wymienieni gracze na pewno mają znacznie więcej pieniędzy – pytanie czy nie napompują nimi „bańki w chmurze”, która pęknie przy pierwszej lepszej okazji.

Od OnLive szał na granie w chmurze się zaczął. Czy także na OnLive przyjdzie mu się przedwcześnie zakończyć?

P. S.

Żeby nie było zbyt pesymistycznie, dorzucam klasyk dla wszystkich miłośników EA. O ile tacy są.