web analytics

«

Godzina z Valor Mortis – Cysorz to ma klawe życie!

Valor Mortis to kolejne – dodajmy od razu, że bardzo miłe – zaskoczenie tej jesieni. Nie czekałem za bardzo na nową grę twórców Ghostrunnera, ale chłopaki ze studia ONE MORE LEVEL, mówiąc wprost – po prostu dowieźli!

Valor Mortis to przede wszystkim (dla mnie) bardzo intrygujące uniwersum. Ot mamy początek XIX wieku, alternatywną historię wojen napoleońskich. Świat pełen paskudnych stworzeń, tajemniczych zjawisk i magii. W grze wcielamy się w Wiliama Dowseta, ochotnika w służbie Jego Cesarskiej Mości Napoleona Bonapartego, który porwany charyzmą „Małego kaprala” postanowił bić się za trójkolorowy sztandar. Niestety nasz protagonista skończył marnie, bo… no zginęło biedaczysko na froncie. Leży teraz w błocie na zapomnianym polu bitwy. Na szczęście to nie koniec. Nasz protagonista zostaje wskrzeszony, a w głowie huczą mu słowa Napoleona i nie są to wspomnienia. Bonaparte naprawdę przemawia do Williama dodając kurażu i dając wskazówki. Niezły ten Cesarz-telepata!

War…war never changes…

Chwytamy zatem za szabelkę i przedzieramy się przez hordy nieumarłych wałęsających się na polu bitwy. Tak zaczyna się nasza przygoda.

Jak na razie przeszedłem pierwszy rozdział i bawię się świetnie. Miałem wątpliwości, czy połączenie pierwszoosobowej perspektywy (FPP) z „elementami gier Soulslike” przypadnie mi do gustu, ale okazało się, że jak najbardziej tak! Wywijanie szabelką daje sporo satysfakcji. Możemy parować, unikać, korzystamy też z mocy transmutacji (magia). Podpalenie zombiaka i szybka dekapitacja paskudy ostrzem daje sporo satysfakcji!

Jakich jeszcze „soulsowych” elementów doświadczymy w Valor Mortis? To przede wszystkim sama mechanika rozgrywki. Poza wspomnianą walką to także zapalanie latarni przy których odradzamy się po śmierci jak przy Dark Soulsowym ognisku. Oczywiście przeciwnicy również powracają z piekieł, aby nas gnębić. Jakżeby inaczej!

Generalnie bawię się wyśmienicie. Bardzo zaskoczyło mnie też, że poziom trudności wcale nie jest wyśrubowany i jak na razie radzę sobie w miarę dobrze. Choć przyznam, że kilka razy zginąłem. W tym dwa razy z własnej winy – zbyt blisko rzuciłem granat. Cóż, taki los zwykłego żołnierza.

Burn baby!

Pod względem wizualnym jest całkiem nieźle. Unreal Engine 5 robi robotę. Ja grałem w wersję na PlayStation 5 (na moim PROsiaku). Gra działa naprawdę dobrze.

Valor Mortis to jedna z tych gier, które przywracają mi trochę wiary w „branżunie”, „giereczkowo” zwał , jak zwał. To skromna, a dodatkowo bardzo nisko wyceniona (około 160 złociszy) gra. Gra, która pokazuje, że nie potrzebujemy rozdętych, drogich tytułów AAA, aby dobrze się bawić.

Polecam. Acha! No i Vincent Cassel w roli Napoleona sprawdził się wyśmienicie.