web analytics

«

Godzina z Resident Evil Requiem

Przeszedłem Resident Evil Requiem. Jak to? JA przeszedłem grę? Przecież jestem znany z tego, że tytuły piętrzą mi się na przysłowiowej kupce wstydu. Tak jest w istocie i nie sądziłem, że dam radę z dziewiątą odsłoną Residenta.

Dałem radę. Po pierwsze dlatego, że zmusili mnie koledzy z którymi nagrywam podcast PoGRAduszki – wydanie extra poświęcone nowemu RE pojawi się na dniach, link do kanału YT znajdziecie TU – a po drugie… Sam nie wiem, jakoś ta część Resident Evil „gładko mi weszła”. W przeciwieństwie do np. części poprzedniej, czyli ósemki (z RE7 miałem podobny problem).

Tak więc gra ukończona, ale poniższy tekst powstał kilka dni temu. Tak na gorąco po zaledwie kilku godzinach rozgrywki. Swoją drogą całość zajęła mi jakieś 16 godzin.

Nie sądziłem, że na 30 lecie marki Resident Evil Capcom uraczy nas tak dobrą, nową odsłoną. Jak już wspomniałem do części 7 i 8, czyli Village mam ambiwalentny stosunek. Przede wszystkim jestem tradycjonalistą. Dla mnie Rezydenty to tryb TPP, a nie First Person Perspective. Nie jestem fanem widoku z oczu bohatera. Twórcy Requiem postanowili wyjść naprzeciw takim starym dziadom, malkontentom jak JA i teraz możemy sobie dowolnie wybierać perspektywę – choć Capcom zaleca, aby jako Grace grać „z oczu”, a podczas rozgrywki Leonem tradycyjnie.

Nie będę zagłębiał się w szczegóły, bo grę całościowo omówiliśmy na wspomnianym podkaście, ale muszę podkreślić kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze technikalia. Gram na PlayStation 5 pro i w końcu czuję, że zamiana zwykłego Pleyaka 5 na PROsiaka miała sens. Resident Evil Requiem na „tej lepszej” PS5 wygląda po prostu lepiej – obsługuje PSSR 2 (jako pierwsza gra!), jest też obsługa RT. Oczywiście na dobrym PC wygląda to lepiej, ale i tak jest bardzo spoko. Swoją drogą bardzo cieszy mnie fakt, że niedawno zepsuł mi się telewizor i musiałem kupić nowego OLEDa. W końcu czerń wygląda jak czerń!

No dobrze, a te początkowe wrażenia z rozgrywki? Całkiem pozytywne, choć pierwsza godzina rozgrywki to preludium, zawiązanie fabuły. Wcielamy się Grace (choć jest też krótki epizod z Leonem), badamy miejsce zbrodni. Jest kilka „strasznych momentów” i w ogóle. Chwilę później trafiamy do Centrum Opieki Chorób Przewlekłych Rhodes Hill i to w tym gmaszysku spędzimy całkiem sporo czasu.

Warto też dodać, że fabuła Requiem spina (jako-tako) klamrą wszystkie poprzednie części. Co samo w sobie już jest godne pochwały – medal z kartofla temu kto zna na pamięć CAŁY za przeproszeniem „lore” Resident Evil ze wszystkimi jego dziwacznymi twistami i tak dalej.

Generalnie w Resident Evil Requiem bawiłem się bardzo dobrze, choć gra nie jest pozbawiona wad. No, ale o tym to już powiem na podkaście! Tymczasem obejrzyjcie sobie pierwszą godzinę z rozgrywki.