
Pierwszy HoL był całkiem udaną, wesołą strzelanką. Dwójka podąża tą utartą ścieżką, ale dodaje coś nowego. I nie! Nie jest to możliwość pogłaskania Homo sapiens w kosmicznym Zoo!
Klawo być kosmicznym łowcą nagród! Sława, pieniądze, wywiady i laseczki. Taką drogę kariery wybrał nasz protagonista. W dodatku jest (jesteśmy!) na fali, bo wszyscy kosmici nas podziwiają. Niestety wszystko to trafi szlag. A wszystko to przez naszą wyszczekaną, durną siostrę – cholerne Aktywiszcze i w dodatku eko(?)-terrorystkę pragnącą uwolnić… no uwolnić ludzi. Ludzi, którzy nie są zbyt dobrze traktowani przez UFOLską, farmaceutyczną korporację, która chce nas przerobić na jakieś cholerne pigułki!
Tego wszystkiego dowiemy się już w pierwszej godzinie zabawy. Zwiedzimy wspomniane już Zoo, zaprzepaścimy koncertowo naszą obiecującą karierę łowcy nagród, ale za to zyskamy deskorolkę. Choć nie wiem, czy to uczciwa zamiana. Trafimy też do „Ruchu oporu” (cudzysłów zamierzony) prowadzonym przez naszą durną siostrunię.
Tak! Pierwsze chwile z High on Life 2 są dość intensywne i napakowane akcją i humorem. Jest gadająca broń (nożyk rządzi!), absurdalne kwestie dialogowe i generalnie gra się nawet przyjemnie. Nowy gadżet, czyli deskorolka doskonale urozmaica rozgrywkę.
Ja ogrywałem HoL 2 na Xbox Series X. Gra dostępna jest w usłudze Game Pass. No dobra, czas kończyć, bo trzeba powstrzymać ten cholerny, kosmiczny koncern farmaceutyczny!
PS. Wizualnie jest całkiem nieźle, ale miejscami widać, że XsX nie radzi sobie z Unreal Engine 5 za dobrze…

Subskrybuj kanał GRAstroskopia.pl