web analytics

«

»

Wskrzeszanie herosów sprzed lat? – nie, dziękuję!

Max Payne 3

Nie taki Max fajny jak go malują…

Przez ponad trzydzieści lat branża gier komputerowych doczekała się tytułów dziś określanych kultowymi lub legendarnymi. Wśród nich mamy sporo takich, które zapisując się złotymi zgłoskami wprowadziły do wirtualnego świata wyrazistych, charakterystycznych bohaterów –   Guybrush Threepwood, Lara Croft, milczący Gordon Freeman, Sam Fisher, Marcus Fenix czy Max Payne – to tylko niektórzy z nich. Każdy rasowy gracz zna te nazwiska, zna te postaci. Choćby w kilku słowach jest w stanie określić kim są i jakie przeżyły przygody. Każda z nich to nie tylko jakaś tam wirtualna postać, to marka – czasem warta setki tysięcy czy nawet miliony dolarów potencjalnego zysku. I tu leży problem, bo któżby się nie skusił na stos worków pełnych szeleszczących martwych prezydentów?

Część z wymienionych wyżej bohaterów jest stale obecna na rynku, regularnie trafiając na nasze komputery/konsole w kolejnych odsłonach swoich serii. Część zaś znana sprzed lat czeka na to aż przypomną sobie o nich ludzie z branży i zaspokoją oczekiwania stęsknionych fanów. Jednak bardzo często powroty naszych herosów sprzed lat okazują się błędem. Bolesnym dla wydawcy, samej postaci i przede wszystkim dla nas – graczy.

Przekonałem się o tym całkiem niedawno kiedy sięgnąłem po trzecią odsłonę Maxa Payne’a. Pierwsze dwie części wprost zachwyciły mnie swoją mroczną, osobistą historią gliniarza pragnącego zemsty po śmierci żony i dziecka. Historia choć niektórzy mogliby ją nazwać banalną była świetnie opowiedziana, a głębia charakteru Maxa wręcz zaskakująca. Kilkukrotnie w moich felietonach przywoływałem scenę, która wryła mi się w pamięć – tą z płaczącym dzieckiem w mroku i krwawą ścieżką, którą bohater podąża w narkotykowym widzie. Ten przejmujący płacz do dziś robi wrażenie. Fabuła Maxa z pierwszej części była przejmująca. W drugiej twórcom udało się stanąć na wysokości zadania i stworzyć równie dobrą i równie osobistą historię, a związek nowojorskiego gliny z zabójczynią Moną Sax wywoływał emocje u każdego kto grał w tą grę. Po świetnych dwóch częściach nastąpił jednak moment przerwy. Dość długi, bo 9-letni. I kiedy spragniony tej fantastycznej historii sprzed lat zagrałem w część trzecią… poczułem się oszukany.

Ale po kolei. Nie chcę powiedzieć, że Max Payne 3 jest grą złą. Bynajmniej. To całkiem dobra, może nawet bardzo dobra strzelanka, która… nie powinna się jednak nazywać Max Payne. Z jednego prostego powodu – choć główny bohater pozostał ten sam nie uświadczymy zbyt wiele Maxa w Maxie… Jasne, jest historia gliniarza z problemami, zdołowanego, nadużywającego alkoholu i painkillerów, ale to już nie jego historia. Główne wydarzenia toczą się niejako obok Maxa, który tylko został w to wszystko wplątany. Brakuje, potwornie brakuje tego osobistego dramatu bohatera, tak atrakcyjnego w pierwszych dwóch częściach. Nie uświadczymy też charakterystycznych komiksowych przerywników. Nawet bullet time – flagowy znak rozpoznawczy serii został zredukowany na rzecz walki zza osłon. Stary dobry rzut szczupakiem w 6 na 10 przypadkach kończył się moim szybkim zgonem. Za to osłony działały wyśmienicie. Czułem się jakbym grał w kolejną część Gearsów.

Grę skończyłem, do samego końca w sumie bawiłem się całkiem nieźle (gra nie jest zresztą zbyt długa – i dobrze). Pozostał jednak niesmak, bo czułem się jakby ktoś odebrał mi MOJEGO Maxa sprzed lat i sprzedał mi produkt zastępczy, tani zamiennik, który choć powinien mieć cechy oryginalnego produktu jednak nim nie jest. Jest jego podróbką. Podobną, ale smakującą zdecydowanie gorzej. Gdzieś zginęła magia, ten niesamowity, klaustrofobiczny wręcz klimat noir. Nie przeżywałem tej historii, byłem tylko biernym widzem, a to przecież właśnie pierwsze dwie części przygód nowojorskiego gliny były tak angażujące emocjonalnie. Może nawet najbardziej z tytułów, w które grałem?

Czy zatem wskrzeszanie Maxa było opłacalne? Finansowo – pewnie tak. Ale ile podobnych do mnie osób poczuło zawód czy wręcz złość, że odebrano im bohatera z młodości? Nie pierwszy to przypadek i pewnie nie ostatni. Wystarczy wspomnieć problemy związane z kolejnymi odsłonami przygód Sama Fishera, żeby uświadomić sobie, że takich błędów twórcy popełniają znacznie więcej. Czasem zawodzi bohater, czasem uproszczona mechanika gry, a czasem porzucenie „ducha” oryginału. Tak czy siak na mecie czeka nas rozczarowanie. Są oczywiście chlubne wyjątki, przykłady dobrych powrotów marek sprzed lat – Deus Ex 3 i X:COM (tu nasza recenzja) pokazały, że da się wrócić w glorii i chwale. Żaden jednak z tych tytułów nie wracał ze starym bohaterem. I to takie właśnie powroty tytułów, w których kluczową pozycję odgrywa postać są najtrudniejsze i najbardziej bolesne (w przypadku porażki).

Czy warto zatem wskrzeszać dawnych herosów tylko dlatego, że dziesięć czy nawet więcej lat temu byli oni na ustach wszystkich graczy? Po sesji z Max Payne 3 mam co do tego poważne wątpliwości…

  • http://Antyweb.pl Grzegorz Marczak

    IMO – gra jest beznadziejna, przeszedłem i byłem potężnie rozczarowany – z całego klimatu został pył..i to widoczny tylko w pewnych fragmentach.. Zrobili z tego głupią strzelankę z idiotyczną fabułą (o ile można tak powiedzieć)

    • Kaplus

      Beznadziejna może nie jest, ale od roku powtarzam, że nie powinna nazywać się Max Payne. To taka Rockstarowa strzelanka i tyle. Chociaż o fabułę się nie będę kłócić, bo musiałbym tę grę po prostu przejść :( Mimo wszystko biorąc pod uwagę te fragmenty, które widziałem to z klimatu rzeczywiście pozostał tylko pył rozrzucony we wszystkie strony świata.

      Za dużo Hollywoodu i za mało Maxa.

      Z Jolem się w pełni zgadzam, niektórych bohaterów nie powinno się wskrzeszać. Powinni umrzeć w pełnej chwale i być zapamiętani jako totalne badassy.

      • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

        Takich przykładów jest niestety więcej i nie tyczą się one tylko i wyłącznie czasów współczesnych. Gdy przypomnę sobie choćby, co zrobiono ze wspomnianym w tekście Guybrushem Treepwoodem, to otwiera mi się w kieszeni przysłowiowy nóż, a przecież trzecia, czwarta (i ile tam ich jeszcze było) część Małpiej Wyspy ukazały się lata temu.

        Problem polega na braku pomysłu. Markę należy odświeżyć, żeby gracze o niej całkiem nie zapomnieli, to jasne; tylko jakoś zawsze brakuje inwencji.

        • ash_22

           http://i.imgur.com/2yFrJ4A.jpg

          Nie zapominajmy o przepięknym 3d które docenią absolwenci ASP :D. Chciałem jeszcze wkleić jeszcze trzecią część przygód Szymona Czarodzieja, ale to już byłoby zbyt okrutne. Zdecydowanie są to dwa mocne głosy na tak dla tezy felietonu.

          • wujo444

            Ale Simon 3D zawodził bardziej grafiką i gameplayem, niż zmianą postaci. Główny bohater jest tym samym złośliwym, tchórzliwym gówniarzem co w poprzednich częściach. Natomiast 4 to kastracja postaci, która robi się miła, uczynna i ratuje świat. Nowy producent zupełnie nie zrozumiał, co świetnego jest w Simonie.

    • kornick

      Dokładnie zero klimatu orginalnych jedynki i dwójki.

      Bajtheway mój Koń i ja chętnie by ten tekst zobaczyli na Aw ;)

      Siedzę na koniu i nagabywuję! ;)

  • Henio

    Mógłbym się podpisać pod tym artykułem. 

    To dobra gra, ale kiepska kontynuacja serii (podobnie jak ostatni X-Com). W MP3 podobała mi się grafika, strzelało się też przyzwoicie. Zachowano też poziom trudności (grę przechodziłem na normalu i ginąłem dość często). 

    Gra niezbyt przypomina pierwsze 2 części. To nie Bullet Time, ale ich klimat był dla mnie najważniejszym elementem. Te filozoficzne i pseudofilozoficzne gadki Maxa sprawiały, że o grze pamiętam do dzisiaj i co kilka lat oba Maxy ponownie przechodzę. Grze towarzyszył też  surrealistyczny, komiksowy nastrój, np. gdy musieliśmy ochraniać człowieka przebranego w strój rodem z komiksu, albo gdy musieliśmy przebijać się przez wesołe miasteczko. Kilka cytatów znam na pamięć, od prostego “have no fear, Vlad is here” po “Logic was telling me that someone heard the gunshots and called the cops. Logic is such a liar” (ten cytat może nie jest 100 % dokładny, ale oddaje istotę wypowiedzi).

    Tego tutaj nie ma, Max jest alkoholikiem, wplątanym w brazylijską aferę polityczno – biznesową, która jest pretekstem do pokazania jakichś ciekawych lokalizacji. Gra niewątpliwie ładna, ale trochę zbyt… realistyczna (przy przedstawianiu świata, bo historia jest kiepska).

     Ta gra powinna była się po prostu ukazać pod innym tytułem. 

  • JakupW_Quatrix

    Ja się absolutnie nie zgadzam. Gra jest świetna w każdym calu. Fabuła w tej serii nigdy nie była jakoś wybitnie skomplikowana czy głęboka. Trójka jest… inna. Ale czy to znaczy, że zła?  Każde naruszenie skostniałej serii (właśnie MP, czy opisywane wcześniej DMC), każda zmiana budzi krytykę ludzi. Bo było inaczej, bo się zmieniło i fe nie chcę tego. 

    “Nowy Max” to dalej człowiek toną problemów, niepogodzony z losem jaki spotkał jego rodzinę. Alkoholizm i tabletki są świetne powiązane z montażem scen przerywnikowych w grze i przemyśleniami bohatera – swoją drogą, kilka cytatów z gry to perełki :) Jest także sporo nawiązań do poprzednich części, przenosimy się też do USA – ganiamy po dachach, po cmentarzu… 

    System osłon sprawuje się bardzo dobrze, a w połączeniu z bullet time daje niezłe efekty. Swoją drogą, 1 i 2 to też były trudne gry – poziom w metrze czy walka z Vladem potrafiły potężnie wk***** :D 

    Wiadomo, nie będę nikomu narzucał swojego zdania, co kto lubi. Mi się nowy Maks spodobał równie jak poprzednie części :) 

    Polecam też ciekawy tekst z Imperium Gier, prezentujący całkowicie odmienny punkt widzenia od felietonu tego Łosia (:D) –  http://gry.wp.pl/artykul/felieton,najciekawsze-gry-2012-max-payne-3,6676,1.html?ticket=2261324014765828fmerA%2FEZB1RbdT4SO%2B5xAs2dw5ATg7WSY9%2Bush98vgd3%2FhQCy9e41ZkSr4MeRM5pO0zI%2FmfAPNgVxxzRP7lGsAosc7ZrVKd4I3GsmMw5ldD4thKNQeZ6qBPLUlYhx98Re%2FWdEkuo9DxevAGgFQiMXQ%3D%3D

  • historyk_76

    Witam
    Dla mnie Max 3 jest świetny i genialny,  może dlatego, że nie grałem w 1 i 2.
    Pozdrawiam

    • kornick

      No właśnie gra podoba się mniej tym ktorzy grali w 1 i 2

      • ash_22

        Tak samo jest z Falloutem 3, ale na to niestety się nic nie poradzi. Perspektywa izometryczna odstrasza “znawców” RPG.

        • Henio

          Tu fan Falloutów 1 i 2. Fallout 3 był kiepski, pograłem w to kilkanaście godzin, w końcu ugrzązłem gdzieś w tunelach metra, wszystkie wyglądały tak samo i nie mogłem dotrzeć do znacznika misji (inna sprawa, że moja motywacja zbyt wysoka nie była). Była tam jedna fajna misja dotycząca robota, który myślał, że jest człowiekiem (P.K. Dick mi się przypomniał). Ostatecznie F3 nigdy nie ukończyłem. New Vegas natomiast jest fantastyczne, gra klimatem przypomina stare Fallouty, jest tam masa humoru, ciekawe historie w schronach, które odwiedzamy, nietypowe misje, zwłaszcza jeśli gra się po stronie Cezara (jedna przypomina granie w Hitmana). Bugów za to nie uświadczyłem, bo grałem kilka miesięcy po jej wydaniu (choć grę kupiłem praktycznie na premierze). Kupiłem też wszystkie DLC zaraz po ich wydaniu, przechodziłem je kilkakrotnie.

          Chciałbym, żeby to Obsidian zrobił F4.

          • ash_22

             Wielkie umysły myślą podobnie ;), mógłbym się pod tym podpisać wszystkimi kończynami. Bethesda nie potrafiła potraktować Fallouta z szacunkiem dla serii. Dostaliśmy wejście do cyrku w którym atrakcje z poprzednich części zamieniły się we własne karykatury (przykład – ghoul Harold). Były ciekawe pojedyncze questy (np. w Tennpenny Towers) ale gra niedomagała na poziomie mechaniki, respawny orków, o przepraszam super mutantów. A wszystko dobijały właśnie linie metra robione za pomocą kombinacji kopiuj-wklej. Wiem, że pewnie tak to wygląda w rzeczywistości ale w końcu do kroćset to gra. Mody nic tak naprawdę nie poprawiają, a tylko bardziej uwidaczniają, jak bardzo Fallout 3 przypomina Frankensteina, monstrum które nie powinno nigdy być powołane do życia. Jedynie za co można podziękować, to to że Obsidian zrobił FNV. Świetne nawiązania do dwójki, trochę muzyki Morgana, kapitalne DLC (Dead Money, Chris Avellone jak zwykle w formie), klimat Kalifornii który tak lubiałem w dwójce. Ok, starczy tego lania miodu, na czwórkę mimo wszystko czekam bo jestem ciekaw. Skyrim udowodnił mimo wszystko że po skopanym Oblivionie potrafią przyjąć krytykę do serca. Zobaczymy jak będzie wyglądał ten postnuklearny Boston, zobaczymy…

  • kornick

    Hell yea dokładnie to samo można pewnie będzie powiedzieć o nowym Tomb Raiderze. Jakoś mi nie przypomina przygód Lary. Pewnie będzie dobra gra, ale czy to Tomb Raider z cycatą Larą, która jęczała robiąc szpagat nad przepaścią :P?
    Nie!

    Ps
    Zauważyłem, po tekstach, że doktor Jolo i Carnage mają niemal w 100% taki sam gust growy. Co jest panowie ? :D

    • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

      Akurat na Larę bardzo liczę. Ta seria została już tak krańcowo wyeksploatowana, że trzeba coś radykalnie zmienić – albo się spodoba, albo będzie sedes. Nie ma innego wyjścia, bo dalsze “ciągnięcie flaka” na identycznej zasadzie jak dotychczas jest skazane całkowicie na porażkę.

    • Jolo

      Ten sam gust, nieee… to prawda, że częściowo się on pokrywa, ale w wielu kwestiach się z Carnasiem nie zgadzamy – ja byłem zachwycony wieśmakiem, a on z tego co pamiętam mocno marudził. Zresztą on tyka się takich gier, których ja nawet nie zamierzam odpalać – on ma większą skłonność do eksperymentowania. No i z tego co wiem Carnie w ogóle nie łyka symulatorów, a ja owszem – bardzo lubię wszelakie. Więc nie jest tak jednolicie choć na pewno w części ocen się ze sobą zgadzamy.

      • kornick

        Tylko coś mało ostatnio tych symulatorów chyba ze mówisz o SIMach znaczy simcity?

        • Jolo

           No ostatnio simy niestety leżą odłogiem, choć kupiłem sobie jakiś czas temu (ale nie zaintalowałem jeszcze) Wings of Prey. Na razie czeka w kolejce na kupce wstydu.

      • CarnAge

        Często się zgadzamy i faktycznie w jakichś… hmm 80% no 70% na ogół mamy takie same wnioski co do gier. Co do MP3 to w 100% zreszta gadaliśmy o tym jakiś czas temu i chyba kopyrajt o tym, że  w MP3 gra się jak w Gears of War należy do mnie ;)

        Różnice no ja lubie konsole… ;)

  • ash_22

    Temat trochę zdominował sam Max, a mniej ogólna degrengolada herosów minionych epok którzy powinni móc odejść z godnością. Ale molochy wydawnicze nigdy nie przestaną szukać w przepastnych szafach czegoś co może przynieść potencjalny zysk.

    Max Payne 3 – bardziej by pasował Max on Fire, grzanie wódy i chowanie się jak Marcus Fenix za zasłonami. WTF? Z tego co wiem od brazylijskich braci Rockstar realistycznie odwzorował wiele rzeczy, inne ponaginał i przejaskrawił ale generalnie postarali się pod tym względem. Niestety to nie jest “Zimny dzień w piekle” a bardziej rozpierducha a la Gta w klimatach latynoskich. Grało się przyjemnie, ale sama mechanika rozgrywki upodobniła MP3 do wielu innych tytułów. A świecące słoneczko i fawele to jednak nie Nowy Jork. Najbardziej oczywiście mi się podobał etap w New Jersey, cała gra mogłaby się tam rozgrywać, czuć było odrobinę starego Maxa. No i brak Sama Lake’a, bez niego nie widzę kompletnie tej serii.

    Duke Nukem – nawet najbardziej gorące bliźniaczki i striptizerki nie zmienią faktu że Duke to cień samego siebie. Grzebanie w toalecie w celu szukania nie powiem czego. Nawet Jon St. John (swoją drogą – co za imię i nazwisko) nie uratował tej gry. Klozetowy humor dla nastolatków i małpowanie Half Life’a to po prostu żenada. Zobaczymy co Gearbox zrobi z serią. Podobno premiera Duke Nukem Forever 2 zbiegnie się z Half Life 3, tak więc zobaczymy ;).

    Leon Kennedy – w Re6 nie zmienił się pod względem wyglądu tak diametralnie jak ukochany emo-Dante ale zachowuje się jakby ktoś przeprowadził na nim nieudaną lobotomię. Brawa dla Capcom!

    Sam i Max – rzadki przypadek, gdy postacie ze starej gry wracają odświeżone i utrzymują poziom oryginalnej produkcji LucasArts. Telltale potrafiło wybrnąć z niepewnej sytuacji i pokazać, że patrzą także na wiecznie niezadowolonych malkontentów. Bardzo dobry voice acting, i kreskówkowa trójwymiarowa kreska, choć nie jest pod względem trudności aż tak wysoko jak w przypadku pierwowzoru.

    Prince of Persia z roku 2008 – kloszard z osiołkiem wyrusza na niekończącą się przygodę, zbierając magiczne gwiazdki. Poziom trudności nie istnieje. Rzadki przypadek kiedy pominąłem jedną część zaliczając resztę. Ale Ubisoft się udało.

    Garret – zobaczymy po premierze czwartej części.

    I szkoda że nie będzie Bloodrayne 3, Rayne była fajną postacią, przy odrobinie chęci mogłaby nawet wystąpić w VtM:Bloodlines.

    • kornick

      no prince of persia 2008  końska zenada

  • CarnAge

    a mni sięw PoPa 2008 grało całkiem smacznie…

    • wujo444

      Mnie tak gdzieś przez 3h. Potem była nuuuuuuda.

  • kornick

    ale za to książe miał osiołka :P

  • CarnAge

    Obejrzyjcie koniecznie :D
    http://youtu.be/VG9A4tbHbbw

    • Henio

      Ęgri Dżoła to ja oglądam od dawna, chłop sporo serca wkłada w te recenzje. Ta też jest fajna.

  • pitoo

    Kupilem Maxa3 za grosze :)