web analytics

«

»

Prawdziwy powrót do przeszłości

Nie ma to jak zapuścić sobie muzykę z taśmy magnetofonowej, albo odpalić starą gierkę na mydelniczce. Cudowne technologie rodem z lat 80, które bawiło pokolenie obecnych 30+ latków haniebnie odchodzą w zapomnienie. Nie pozwólmy na to! Jeśli nie wiesz co to mydelniczka to czytaj dalej.

Jestem stary. Dotarło to do mnie nie dlatego, że rozłożyło mnie lumbago, albo atak korzonków. Wzrok mam sokoli i nie dostaję zadyszki podczas biegu z zakupami po schodach. Czuję się staro z powodu syna kuzynki, który kilka dni temu zapytał mnie: wujku, a co to jest? Młodzian zaaferowany trzymał w dłoni kasetę wideo i manipulował nią na wszystkie strony. Muszę z żalem przyznać, że moją pierwszą myślą było „ależ on durny”, ale po chwili dotarło do mnie, że dzieciak faktycznie nigdy nie widział magnetowidu, kasety wideo i innych jakże oczywistych dla mnie i mojego pokolenia zdobyczy techniki cudownych lat 80* i początku 90.

Kiedy rozmarzonym głosem wyjaśniałem ileż to radości w czasach PRL’u dawało oglądanie pirackich (jakżeby inaczej) filmów – z Ninjasami i Brucem Lee – zauważyłem jak pobłażliwie przedstawiciel ekhem… młodszego pokolenia patrzy na mnie. Był to ten sam wyraz twarzy, który udzielał się mnie, kiedy jako szczeniak słuchałem obciachowych opowieści starszych członków familii jak to piękne były czasy ich młodości. Najwidoczniej każdy musi przeżyć takie upokorzenie i poczuć się jak, za przeproszeniem, leśny dziadek.

Postanowiłem jednak robić dobrą minę do złej gry i brnąłem dalej. Zabrałem szczeniaka na stryszek i… nie, nie! Nie wlałem mu pasem. Broń Boże! Jeszcze by mnie jakaś telewizyjna „Superniania” dopadła i byłby problem.

O wybaczcie, ale to mi wyskoczyło w YT po wpisaniu „superniania”. Nieważne… Na strychu w zakurzonych pudłach trzymam najcenniejsze sprzęty mojego dzieciństwa. Czego tam nie ma? Magnetowid SANYO po który jechałem z całą rodziną jakieś 50 kilometrów od miejsca naszego zamieszkania ponieważ znajomy dał nam „cynk”, że w miejscowości X do Pewexu rzucili „wideła Sanjo”. Choć byłem wtedy małym szkrabem to pamiętam tę wielką kolejkę po magnetowidy i wyraz twarzy szczęśliwców, którym udało się kupić wymarzony Hi-Tec ;). Zagłębiając się coraz bardziej w mroki stryszku odkryłem jeszcze tor wyścigowy Scalextric, Do dziś nie zapomnę jak wpadłem niemal w histerię kiedy na lotnisku Benghazi-Benima celnik z surową miną oświadczył, że ogromne pudło z moją ukochaną zabawką nie poleci ze mną do Polski ponieważ jest „nieprzepisowe”. Na szczęście w przytomności umysłu moja rodzicielka zwróciła się do opiekuna naszej grupy (czyli oficera politycznego reżimu Kaddafiego) o interwencję – nigdy w życiu nie widziałem, aby ktoś tak szybko zmienił zdanie jak wyżej wymieniony urzędnik. Dość powiedzieć, że chyba łamiąc wszelkie przepisy zabawka trafiła ostatecznie na pokład samolotu Libyan Airlines. Do dziś zastanawiam się, czy nie złamałem zawodowej kariery biednemu człowiekowi.

Co jeszcze? Pod oknem walały się pudełka z konsolami. „Drewniane” Atari 2600 i jej nowsza, plastikowa wersja. Sega Master System. Kilka konsol Nintendo. Zbiór komputerów w tym mój pierwszy, czyli dzielny ZX Spectrum+ z „międzymordziem” Kempston (to do podłączenia joysticków). No i same joye – para kultowych Quickshot  SVI 318-102 i parę innych, nowszych. Choć i tak wolę te na blaszki, a nie na mikrostyki   (chyba wiecie o czym mówię?). Pod oknem kurzył się Atari Lynx i odrapany Gameboy. Kudy PS Vicie do tych wspaniałych urządzeń do zabawy!

Kiedy z nabożną czcią i łezką w oku wyciągałem te cudowne sprzęty, które definiowały elektroniczną rozrywkę lat 80 i 90 usłyszałem z tyłu chrząknięcie i znudzony głos: co to za śmieszne rzeczy wujku? Naprawdę w cichości ducha zacząłem kląć i zgrzytać zębami pomstując na młode pokolenie ignorantów pozbawionych szacunku dla rzeczy WIELKICH. Przypomniałem sobie jednak rady Superniani i uspokoiłem nerwy.

Wpadłem na pomysł, że najlepszym sposobem zainteresowania zblazowanego młodziana będzie odpalenie jakiejś gierki. Odkurzyłem zatem Atari 800XL i jedną z kaset. Podpiąłem Quickshota i odpaliłem Zorro. No i znowu wyraz politowania na twarzy młodzieńca… Nie poddałem się jednak. Postanowiłem zaatakować Segą i Hang-On’em, a na dobitkę podłączyć pistolet świetlny i Operation Wolf. Ciosem ostatecznym było jednak NES i niezawodny Marian hydraulik, którego dzieciak na szczęście kojarzył. Co za sukces.

Po kilku godzinach syn kuzynki sam zaczął buszować w pudłach. Odkrył Shadow of the Beast i Lotus Esprit na Amigę. Nie mógł się oderwać od Xenona na Atari ST. Choć wcześniej musiałem mu wyjaśnić, że to co trzyma w dłoni to 3,5 calowa dyskietka.

Tak to właśnie było. Technologia zmienia się jak w kalejdoskopie.  Dzisiejsza dzieciarnia, a nawet młodzież nie kojarzy już praktycznie kaset magnetofonowych. Nie wie co to kultowy Kasprzak. Magnetofonu szpulowego zapewne nie potrafiłyby opisać. Wiem, że się teraz wpadnę w nieco sentymentalne tony, ale jestem cholernie szczęśliwy, że moje dzieciństwo przypadło akurat na lata 80. Czasy pionierskie dla gier wideo i całej, szeroko pojętej branży elektronicznej rozrywki. Miałem ten przywilej obserwowania niemal wszystkich etapów jej rozwoju. Choć oczywiście moje doświadczenie byłoby zapewne pełniejsze gdybym nie urodził się w „demoludach”, ale na tak zwanym „zgniłym zachodzie”.

Od Jumping Jacka poprzez Another World, aż do gier obecnej generacji. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dane mi było doświadczyć ich wszystkich, a szeroka perspektywa, którą posiadłem zaczynając mój flirt z grami w zamierzchłej przeszłości jest czymś co bardzo sobie cenię.

Kilka godzin później Grzesiu z czerwonymi od wpatrywania się w starego Rubina ślepiami (Rubin to taki wybuchowy, radziecki telewizor) wrócił do świata żywych ściskając w dłoni tę samą kasetę wideo i nieśmiało zagaił: wujku, a kto to jest ten Bruce Lee?

Nie powiem, że nie trafił mnie szlag…

*Tak wiem, że VCR to lata 70, ale boom nastąpił w początkach lat 80 – u nas nieco później.

  • Siergiej

    Zastanawia mnie, czy dzieciaki urodzone w nowym miellenium będą za 10-15 lat z takim samym rozrzewnieniem wspominały PS2 czy X360 jak dziś Carnage, Jolo i Digital wspominają Amigę i Atari, a ja Pegasusa?

    • CarnAge

      Myślę, że nie. Wtedy to nie zmieniało się tak szybko jak teraz… zauważ np. ile lat trwał “kult” komputerów takich jak C64 itd. To była hmm dekada niemalże. I żeby nie było -  banialuki w stylu “kiedyś było lepiej” to nie dla mnie. Wtedy było inaczej, patrzyło się na to z perspektywy dziecka i tak dalej. No i to co napisałem – wtedy to były czasy pionierskie, a nie  potężny przemysł rozrywkowy

       

    • kornick

      też miałem Pegasusa :)

    • polo_tuc

      A mnie zastanawia czy wogóle będa grały.

    • polo_tuc

      A ty zachwycałeś sie gramofonem Bambino? Co ja sie o tym gównie nasłuchałem od starego, do dzisiaj mnie otrząsa jak o tym słyszę…

      Mnie zastanawia czy dzieciaki nowego milenium będą wogóle grały.

  • wujo444

    Dzięki Karnaś, po lekturze poczułem się piękny i młody :D

  • kornick

    Gracjan Roztocki make my day :D W ogóle super się czytało. Carnaś gawędziarz. Weź ty więcej pisz leniu koński! I może kur…… recenzje obiecane daj!

    To wideo z dzieciakami też niezłe. Zabawne jak ta dziewczyna próbuje uruchomić magnetofon 2kasetowy.
     Ja tam magnetofonu szpulowego też w życiu nie widziałem na oczy :)

    To w Libii takie zabawki były? W ogóle co ty robiłeś w tej Libii?

    Siedzę na koniu!

    • CarnAge

      kornick tak w Libii takie zabawki były. Samochód zdalnie sterowany też tam kupiłem. Co tam robiłem? Jak niżej napisał polo-tuc wtedy masa ludzi z Polski pracowała w Libii. Budowalismy tam drogi (swojądrogą miliard razy porządniejsze niż w kraju), zakłady chemiczne, fabryki itd… tak mój ojciec (i niemal wszyscy piloci z wsk) był tam na kilkuletnim kontrakcie jako pilot-instruktor. Szkolili Namibijczyków. Byłem tam dwa razy po dwa miesiące. Po prostu tak mieli ludzie w kontrakcie, że raz na rok przylatywały rodziny… Za pierwszym razem mieszkaliśmy w hotelu w Benghazi i najbardziej pamiętam ze wszystkiego cotygodniowe demonstracje poparcia dla Muamara Kaddafiego przed hotelem.

      Wszystkie dzieciaki z Polski chciały się wydostać z hotelu czym doprowadzaliśmy do szału nasze matki, a do apopleksji i rozstroju żołądka naszych libijskich “opiekunów” (zapewne z ichniej bezpieki) bo tam tuż przed hotelem był wielki plac i na tych demonstracjach to często z kałaszy w niebo strzelali, jeździły półciężarówki z Kaemami, ludzie wrzeszczeli i palili amerykańskie flagi. dla nas to było super widowisko.

      Pamiętam, że przez taką”Akcję” pierwszy raz w życiu dostałem za przeproszeniem w dupę  i mocno nadwyrężono moje lewe ucho bo razem z dwoma kolegami siedzieliśmy sobie podczas takiej jednej demonstracji na wysokim murku i udawaliśmy, że wrzeszczymy razem z tłumem. W pewnym momencie koledze ktoś tam dał jakiś transparent  którym zaczął wymachiwać :Doczywiście od razu znalazła się przy nas reżimowa ekipa telewizyjna. Ciekawe czy potem w ichniej TV poszedł obraz grubego blondynka i dwóch innych kolesi o słowiańskiej proweniencji protestujacy przeciwko zachodowi (do dziś mnie intryguje co było na tym transparencie) :D Tego nigdy się nie dowiem. Anyway po wszystkim w hotelu dostałem w dupę pasem (raz!) pierwszy raz w życiu. Ale za to zostaliśmy pupilami obsługi hotelowej :D

      No i można było swobodnie biegać po mieście, a przynajmniej w okolicach hotelu no i biegaliśmy np do restauracyjki takiej gdzie zawsze piekła się na rożnie koza :), albo po cukierki ręcznie robione, których zakazywały nam kupować matki, a które i tak kupowalismy za ich plecami. Pewnie wam trudno uwierzyć, ale tak było – czuliśmy się absolutnie bezpieczni. W takich wojażach nie towarzyrzył nam żaden “opiekun” z prostej przyczyny – Libijczycy mają tak przyjazny stosunek do dzieci, że gdyby ktoś nas na ulicy zaczepił/próbował skrzywdzić  etc. to marny byłby jego los ze strony przechodniów. W sumie iirytowało mnie tylko to, że każdy chciał mnie klepać po głowie – to pewnie przez blond włosy :D

      Za drugim razem mieszkaliśmy… na pustyni w barakach, choć dobrze wyposażonych. Po prostu nasi ojcowie chcieli mieć rodziny blisko, a nie gdzieś tam w hotelu w mieście. To był dopiero raj. Baraki… wielka stołówka,a pod barakami w cieniu skorpiony. Jeden Arab łapał je i zatapiał w wosku. twardziel :)

      w sumie to chyba wtedy się narodziła moja fascynacja Bliskim Wschodem w ogóle….

      Na załączonej fotce osiołek, Cyrena oraz wyżej wspomniane baraki na kołach na pustyni libijskiej

      • kornick

        Kurcze  ciekawe masz życie to ty na tych zdjęciach tak?

  • Jolo

    Ech Karnaś dwoma rencyma się podpisuję pod zadowoleniem z mlodości w latach 80-tych. Obserwacja rozwoju gier to coś absolutnie niesamowitego. A dziś jak ktoś się odwołuje do korzeni serii/gatunku ja z uśmiechem na niego spoglądam, kiwam głową i mówię… grałem grałem :) Uwielbiam to uczucie.
    Moja córa (4.5 roku) ostatnio pytała mnie “co to” widząc na zdjęciu kasetę magnetofonową. I moja pierwsza reakcja była podobna – “no jak to co to?!” ale potem skojarzyłem, że ona faktycznie NIGDY nie widziała kasety, tylko płyty.

    A szpulowy magnetofon miałem nawet w domu – tzn. moi rodzice mieli. I umiałem go obsługiwać! HA!

    Dzięki za tą time machine jaką stał się dla mnie ten tekst :)

    Dobra to czas na mnie żebym coś napisał bo już mi wszyscy wiercą dziurę w brzuchu :D

  • polo_tuc

    Imho ta nasza nostalgia nie dotyczy tego czy innego sprzętu, kaseciaka czy innego Atari. Rozczulamy się nad czasami kiedy mieliśmy czas i ochotę rozkminiać całymi dniami jak zgrać Dooma z trzech dyskietek posługując się komendami dosa odczytywanymi z 280 stronicowej  instrukcji dołączonej do wersji 6.22, i nie wiedząc że jest spakowany…(udało się,been there, got t-shirt) Albo jak przegrać na kasetę magnetofonową program, który jest nagrany na taśmie magnetofonu szpulowego, który to wcześniej był nagrany przy pomocy mikrofonu z radia. (rozwiązanie? znowu mikrofon!) Satysfakcja z ostatecznego „wgrania się” gry była gigantyczna, ale nawet nie to było najważniejsze. To jeszcze dzisiejsza gimbaza może jakoś tam zrozumieć. Nie rozumieją natomiast ani w ząb, że dawno temu, jeżeli ktoś nie miał kasy, ani jego starzy nie mieli kasy i nie miał szans na żadną „mydelniczkę” ani nawet na magnetofon (tak! wiem o czym mówię, nie każdy miał wujka w erefenie lub starych na kontrakcie w LibiiJ) to mógł wysilając mózgownicę zdobyć szacunek i możliwość grania w co się chce, jeżeli potrafił sobie poradzić z wyżej opisanymi „problemami” Teraz jak nie masz swojego sprzętu, swojego łącza i swojej karty kredytowej do płacenia on-line nie jesteś dopuszczony do dyskusji ani nawet do towarzystwa.
    Tak, Panowie, kiedyś podziwiano nasze umiejętności i wiedzę związane z magicznymi „komputerami osobistymi” czy programowaniem w „beziku” albo chociaż przejście całego Prince of Persja bez jednego cofnięcia się. Teraz  już nie, to se newrati.
    Ale czy to źle?

    • CarnAge

      polo ja te sprzęty zbierałem przez lata. nie miałem od razu “w **uj” elektroniki. Moim pierwszym sprzętem był ZX Spectrum i tylko to miałem przez długi czas.

       Potem z determinacją kombinowałem - Atari 800XL nabyłem od ciotecznego brata, że tak powiemw formie barterowej. miał mi na 2 miesiące wakacyjne pożyczyć, ale że w międzyczasie jego brat rodzony dostał na komunię Komodę64 więc… Ataryna została u mnie.

      Kosztowało mnie to moje chomikowane przez rok, czy dłużej w prawdziwej śwince-skarbonce 10 dolarów (a raczej bonów - kto pamięta te cudaki) za które kupiłem dla niego trzy paski gumy balonowej Donald i sporo batonów Raider. Do tego dorzuciłem rower Wigry 5. Chciał jeszcze moje komiksy z Kajkiem i Kokoszem, ale tego nie oddałbym za nic.

      Oczywiście handelek wymienny był tylko między nami i byłem z tego bardzo happy aż do momentu kiedy rodzina zaczęła wypytywać o mój zielony rower… Wyobraźcie sobie ile wysiłku włożyłem w pzekonanie, że Atari lepsze jest od jednośladu.

      Oczywiście potem poskarżyłem się dziadkowi, że nie mam roweru na co był autentycznie oburzony bo sam był zapalonym rowerzystą :D zanim doszedł prawdy śmigałem na dziadkowym Wigry 3 :D

      Satysfakcja z wgrania się gry… o Jezu tak tak różne rzeczy się robiło. Wstrzymywało oddech, wychodziło z pokoju. Poza tym te pielgrzymki do “kumpli na komputer”. Zbierała się nas cała brygada i graliśmy np. u mnie albo u kogoś innego.

      PS. Baton Raider to dzisiejszy Twix (wujowa nazwa swoją drogą ten Twix)

      • polo_tuc

        no jasne, nie chodzi mi o to co kto miał czy nie miał, tylko o to, że jak potrafiłeś coś z tym zrobić to byłeś gość.

        A co do handlu barterowego: ja kiedys poszedłem z kolegą do zoo (przez płot, więc bezinwestycyjnie) i znalazłem tam zegarek (7 melodyjek!) następnie zamieniłem go na 3 przedwojenne polskie banknoty. W skupie filatelistycznym mnie wysmiali jak chciałem je sprzedać (jakies popularne sztuki)więc zamieniłem je na niemieckie naklejki i spora kolekcję puszek po piwe, tworzącą scianę mniej więcej 3×2 metry, która parę lat zdobiła mój pokój, mimo, że wtedy nawet bałem sie spróbowac alkoholu :D

        • CarnAge

          o stary zegarek z 7 melodyjkami to było coś… hit i marzenie. Jak dziś no ja wiem… Ajpad czy coś.

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Zegarek z 7 melodyjkami to pryszcz. Prawdziwym cudem był zegarek z KALKULATOREM!.

          • Coppertop

            Ja mam taki do dzisiaj. Ale nie Casio, które stanowiły chyba sporą większość, a Sharpa (czy prawdziwego czy tylko z napisu, nie wiem).

            Co ciekawe, ma nie tylko z kalkulator, ale z cały organizer, do którego można wpisywać notatki, spotkania itd. Niemal jak w dzisiejszych komórkach, a to jest rzecz z lat 90-tych noszona na nadgarstku.Nie dość, że skurczybyk nadal działa (a przynajmniej działał jak go ostatni raz z pudła wyciągałem), to jeszcze był naprawdę bardzo praktyczny.

            Tak wygląda. A właściwie to jest trochę ładniejszy od tego ze zdjęcia, bo wymieniona wiele lat temu koperta i przyciski całkiem nieźle wytrzymały próbę czasu. Zawsze go lubiłem i jako dzieciak zawsze się czułem jak w filmie SF nosząc go ;D.

            http://www.caban.pl/zdjecia/Sharp_02.jpg

          • kornick

            ale lans :) Retro stajl!

  • Siergiej

    Carnage – fakt, dzisiaj jest gigantyczny zalew informacji, dzieje się mnóstwo, wszystko pędzi naprzód. Z drugiej strony, dla mnie najbardziej “magicznym” okresem w historii mojej jako gracza, był nie Pegasus, od którego się na dobre zaczęło i którego wspominam ze łzą w oku, a a pierwsze PlayStation – a wtedy już przecież machina dziś największego rynku rozrywkowego na świecie na dobre się rozpędzała. Jest więc może nadzieja dla dzisiejszych dzieci, że poznają uczucie nostalgii za starymi grami :P

    • CarnAge

      No każdy ma swój magiczny czas :)

  • JakupW_Quatrix

    Marudzenie starego pryka :P Ale w sumie ciekawe, bo część rzeczy o których mówisz zdecydowanie pamiętam, mimo, że pochodzę z pokolenia którym tak gardzisz :> 

    • CarnAge

      Gdzież tam gardzę? :) Poza tym ty nie jesteś z pokolenia nastolatków (12-16) i dzieci młodszych o których piszę i które wystepuja ot choćby w tym filmiku na końcu :P

      • Jolo

         Jak to nie, przecież Quatrix to kryptogimbaza i chiński farmer! :D

  • MaxGolonko

    Aż się łezka w oczku kręci :) super duper wpis!