web analytics

«

»

Obchód tygodnia #31

Sexy sanitariuszka...

Witajcie w kolejnej odsłonie Obchodu! Dziś będzie trochę nietypowo. Nie tylko, tradycyjnie, zapytamy Was w co zamierzacie zagrać, ale przybliżymy wam pewną rodzimą produkcję, którą nie boję się nazwać absolutnym skandalem, który nie powinien w ogóle trafić na dyski twarde naszych pecetów.

No to mamy weekend. Za oknem ciemno i wieje. Znaczy, że można w komfortowych warunkach odpalić nasze ukochane pecety, lub konsole. W ubiegłym tygodniu żaliłem się trochę, iż nie radzę sobie zbyt dobrze w Dark Souls. Niestety mój „skill” przez ostatnie dni wzrósł tylko trochę i na razie po prostu się poddałem. Wersja konsolowa trafiła na półkę, ale dorwałem pecetowego DS’a. Kto wie? Może pójdzie mi lepiej (naiwny jestem wiem…). Dziś natomiast miałem przyjemność obcowania z najnowszą, rodzimą produkcją. O jaką grę chodzi? Oczywiście o Uprising44.

Kojarzycie Uprising44 od DMD Enterprise? To gra, której perypetie śledzą polscy fani elektronicznej rozrywki od dobrych kilku miesięcy. Tytuł opowiadający historię Powstania warszawskiego nie miał jakoś szczęścia. Miał to być RTS, a potem bodajże pierwszoosobowa strzelanina. Ostatecznie dostaliśmy grę TPP. W naszym pięknym kraju Uprising44 wzięła pod swoje skrzydła Cenega, a potem pod koniec sierpnia grę miał dystrybuować LEM. Obydwie firmy wycofały się rakiem – tajemnicą poliszynela jest fakt, że na niezbyt entuzjastyczne podejście wydawców do tego tytułu miała wpływ  „jakość” tej produkcji. W tym przypadku cudzysłów jest jak najbardziej zamierzony.

Ostatecznie, na dzień dzisiejszy w Uprising44, który dorobił się podtytułu The Silent Shadows trafił  tylko do cyfrowej dystrybucji i można go nabyć ot choćby na Gamersgate za marne 11 ojro i 99 eurocentów. Wydaje się wam, że to atrakcyjna oferta? Po kilku godzinach spędzonych z Uprising44: The Silent Shadows muszę stwierdzić, że absolutnie… NIE.

Od razu zaznaczam nie kupiłem tego – nazwijmy rzecz po imieniu – badziewia. Z grą obcowałem u mojego kolegi, fana militariów i fascynata historii II wojny światowej. Nie muszę chyba pisać, że znajomy był bardzo napalony na ten tytuł. W końcu jest to pierwsza próba zmierzenia się gry  komputerowej z trudnym tematem Powstania. Czy panowie z DMD Enterprise podołali zadaniu? Niestety nie!

Ba! Jest nawet gorzej. Twórcy tej SKANDALICZNIE beznadziejnej gry polegli na każdym z frontów. Nie dość, że The Silent Shadows wygląda jak gra sprzed co najmniej dekady to w dodatku zawodzi pod względem narracyjnym. Powstanie warszawskie to jedna z najtragiczniejszych kart naszej historii, a mimo to grając w Uprising44 co chwilę parskałem śmiechem, albo czułem się zażenowany. Przed moimi oczami rysował się nie dramat umierającej stolicy, ale żenujący kabarecik naszpikowany humorem godnym nagrody Wielkiego Suchara.

W Uprising44: The Silent Shadows wcielamy się w jednego z legendarnych  Cichociemnych, czyli żołnierza Polskich Sił Zbrojnych, który zostaje zrzucony na tereny okupowanej przez Niemców Polski. Tego wszystkiego dowiadujemy się z całkiem niezłej introdukcji. Niestety potem jest tylko gorzej.

Naszego bohatera, czyli Jimmy’ego(!) poznajemy w chwili, gdy ogłuszony podnosi się z ziemi w jakiejś bliżej niezidentyfikowanej kamienicy. Chwytamy za broń, poprawiamy kaszkiet i ruszamy na paskudnych niemiaszków. Po kilku nudnych starciach udaje nam się wydostać „na miasto”. Spotykamy tam hmm… naszego przełożonego, innego Cichociemnego. Ubranego w szary garniak majora o jakże uroczej ksywie „Smooth Smithie” czy jakoś tak. Na naszego drodze pojawi się także urocza sanitariuszka do której przystawia się nasz towarzysz John (Jasiek). Do tej menażerii dołączy jeszcze inna barwna postać – snajper, zamaskowany koleś w masce i pelerynce komicznie udający BARDZO-MROCZNEGO-TWARDZIELA.

No dobrze! Dosyć tego opisu. Jak już wcześniej pisałem. Uprising44 to naprawdę żenujący kabarecik. Tak pod względem fabularnym jak i niestety technicznym. Wizualnie The Silent Shadows przypomina gry sprzed co najmniej dekady. Niestety (tak! Niestety!!) gra naszpikowana jest animowanymi przerywnikami, które w bezwzględny sposób obnażają niedoróbki graficzne tytułu od DMD. Trudno nie parsknąć śmiechem widząc naszego szefa, czyli Smooth Smith’iego (no shit!) wymachującego kulasami. Animacja postaci jet potworna. Tak w przerywnikach jak i podczas samej gry. Nasz bohater chowa się za przeszkodami kucając w sposób, który jednoznacznie sugeruje, że zatrzymał się tam za potrzebą i to za tą ekhem… poważniejszą. Natomiast animacji biegu naszej postaci nie jestem w stanie nawet opisać – to tak jakby połączyć drgawki paralityka z chodem Terminatora T-800 i to wszystko w przyspieszonym tempie.

Samej mechanice rozgrywki najbliżej jest do takiego Gears of War. Ot chowamy się za murkami, pudłami, skrzyniami itd. Strzelamy zza zasłony i tak dalej. Oczywiście nie bierzcie sobie za bardzo do serca tego porównania z dziełem Epic Games. Bo to tak jakby porównywać syrenkę z wypasionym merolem.

Mówiąc bez owijania w bawełnę. Uprising44: The Silent Shadows to jeden wielki skandal, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Co ciekawe (jak na razie) gra nie doczekała się pełnej, polskiej wersji językowej, a tylko żenującą angielską lokalizację. Oczywiście powstańcy czasem rzucą jakimś tekstem w naszym języku, ale wtedy no cóż… robi się jeszcze bardziej tragicznie.

Co gorsza Uprising44 wpisuje się w typowy dla gier wideo o II wojnie światowej trend. O czym mowa? Otóż… Powstańcy nie walczą z Niemcami. Powstańcy walczą z… NAZISTAMI. Kiedy pierwszy raz dzielna sanitariuszka krzyknęła do mnie, że cytuję: atakują nas naziści to miałem ochotę rzucić klawiaturą w monitor, a kiedy wychodząc na ulice Warszawy ujrzałem na jednym z budynków flagę na której NIE widniał hakenkreuz tylko niezidentyfikowane „coś” moja cierpliwość się wyczerpała i siarczyście sobie zakląłem.

Ja rozumiem, że panowie z DMD chcą ten swój badziew sprzedać jak najszerszej widowni i umieszczenie, mówiąc ogólnie „nazistowskiej symboliki” sprawiłoby, że U44 nie mógłby być dystrybuowany na kilku lukratywnych rynkach Starego Kontynentu, ale na litość boską! DLACZEGO rodzimi twórcy gier muszą wpisywać się trend, który od pewnego czasu w masowej (pop)kulturze przybrał formę epidemii zamieniającej Niemców w bliżej niezidentyfikowanych „nazistów”? Tego zrozumieć po prostu nie jestem w stanie. Czy za jakieś dwie, trzy dekady w podręcznikach historii przeczytam na wstępie, że II wojnę światową wywołali Naziści, którzy omotali biedny naród germański? Tak się powolutku rozmywa odpowiedzialność. Tak tworzy się półprawdy i doprowadza do relatywizacji historii.

Mój Boże… brzmię jak jakiś szalony prawicowy publicysta! Dobra dosyć tego. Dość powiedzieć, że Uprising44: The Silent Shadows to absolutna kompromitacja. Gra, która w skandaliczny sposób pokazuję jeden z najtragiczniejszych epizodów naszej historii. U44 jest obraźliwym paszkwilem, który powinien sczeznąć w odmętach naszej niepamięci. Już nawet nie będę dobijał twórców mizerykordią i nie napiszę, że w hmmm… angielskiej nomenklaturze Cichociemnych nie tłumaczy się jako „Silent Shadows”. Och na Boga! Litości…

Tak właśnie spędziłem piątkowe popołudnie. Na kilka godzin wcieliłem się w Cichociemnego kretyna w kaszkietówce, który wykonując polecenia „Smooth Smith’iego” na każdym kroku sprawiał, że chciałem zwymiotować, a nie grać dalej.

Najgorsze jest jednak to, że ten syf, badziew i totalna kompromitacja jest dla zachodniego odbiorcy najbardziej atrakcyjną, a może raczej najłatwiej przyswajalną wiedzą o prawdziwym Powstaniu warszawskim.

I to jest właśnie ZGROZA!

Dobrze, że teraz będę mógł sobie odpocząć od Uprising44. A wy? Jakie macie plany na weekend? Tylko nie mówcie, że będziecie grać w jakąś drugowojenną strzelankę?

PS. Jedyna w miarę dobra rzecz w U44 to muzyka.

 

  • hall41

    W poniedziałek początek roku akademickiego i będzie znacznie mniej godzin wolnego. Oznacza to, że teraz trzeba próbować pospać, a na pewno trzeba ograniczyć granie do późna w nocy. Także gdy pogram, to pewnie tylko w Bastion, który naprawdę mi się podoba – porządna grafika, dobierany przez gracza poziom trudności i do tego narrator, który w niektórych przypadkach dobrze buduje napięcie. 

    Poza tym będę kontynuował powolne zapoznawanie się z “Elantris” Sandersona. Na początku było bardzo spokojnie, dużo opisów i tym podobnych, dopiero teraz, w połowie, zaczyna być bardziej interesująco. 

    Powracając do gier, tym razem tej, której opis znajduje się powyżej – prawdopodobnie prezentujesz złe podejście, ponieważ ona naprawdę dobrze bawi, nie tylko mnie – osoba, która przygotowała film też nie była znudzona, np. tym, że trzeba przejść przez budynek, w którym każde piętro jest prawie identyczne. Przecież to poruszanie się na boki przy osłonie, ten bieg, to czysta poezja.

    Przyznam, że nie obejrzałem od początku do końca bez zatrzymywania, ponieważ naprawdę wszystko ma pewne granice…

    Poprzednio tak dobrze bawiłem się, oglądając ten film:
    http://www.youtube.com/watch?v=dbfze5chrwY&feature=player_embedded#!

    Spokojnego wolnego wszystkim.

  • kornick

    Wiedziałem, że ten Uprising 44 to gó**o, ale nie wiedziałem że aż tak bardzo z tym źle. To po prostu straszne bo temat na grę naprawdę gdyby go ktoś ogarnął byłby ciekawy.  Hm a czemu ci naziści wam przeszkadzają?

    Ta sexi sanitariuszka ma cokolwiek koński ryj ;)

    W weekend planuję ognisko a w co pogram nie wiem. Może w Battlefield 3.

  • Jolo

    U mnie w weekend zapanują Psychonauci. Popycham do przodu i wciąż nieźle się bawię. Mam nadzieję zakończyć zabawę właśnie w ten weekend bo jestem gdzieś tak chyba  w połowie gry. Poza tym – oczywiście World of Tanks z nowym patchem. Nie ma to jak skakanie i driftowanie czołgiem. Gra naprawdę nabrała wyrazu, poprawiona grafa i dźwięki + bardzo dobra optymalizacja sprawiają że gra to czysta przyjemność. I czołgi jakieś takie bardziej czołgowe :)

    Poza tym w planach (niestety) pisanie Planu Rozwoju Zawodowego (wiwat awans na dyplomowanego) + edycja Programu Nauczania w klasach pierwszych + Kryteria Oceniania – jednym słowem, jeden potężny rzyg biurokratyczny… Ale to dopiero jutro od rana – dziś nie zamierzam się zbliżać nawet do tego gówna…

    A, no i właśnie mi się przypomniało, że jeszcze mam stos klasówek do sprawdzenia (może dziś wieczór sprawdzę choć część jednej?!). Ech, jak dobrze, że nauczyciele to kurna nic nie robią – 18h pracy w tygodniu i wakacje :)

    Czytelniczo – “Boże Igrzysko” Normana Daviesa (do poduchy) i “Sługa Reliktu” R.A. Salvatore czytane w środkach transportu :)

    Miłego weekendu!

  • Khedron68

    Wiedziałem że z ta gra jest nie najlepiej ale że to aż takie dno to nie przypuszczałem.Wypuszczając to coś niechybnie komuś zabrakło poczucia odpowiedzialność o rozumie nie wspominając.Chęć zysku znów wzięła górę.Mam nadzieję że DMD na tym popłynie i tak raz a dobrze.Ja na twoim miejscu po skończonym kontakcie z ty czymś chyba bym się schlał.A alkohol piję tylko od święta i to w śladowych ilościach.
    A co do grania to dwie bety i MoP.

  • JakupW_Quatrix

    Ja skończyłem ogrywać do recenzji F1 2012 i już raczej do tej gry nie wrócę. Niby czasem przynosi frajdę, ale 90% czasu spędzonego w grze to raczej męczenie się w idiotycznym modelem jazdy. Oprócz tego nowy patch do WoT więc śmigam sobie czasem po jednym czołgu. Żadnej nowej gry nie zaczynam, bo za kilka dni NBA 2K13 i Dishonored! I to będą jedyne dwie nowe gry które do końca tego roku zakupię (oby). 

    Z seriali – zacząłem oglądać Six Feet Under – pilot mnie bardzo zachęcił do dalszych części, ale wybrałem najgorszy moment do oglądania nowego serialu – przecież teraz premiery nowych odcinków… Dexter, Big Bang Theory, Mentalista, Walking Dead…

    No i w końcu zasadziłem sobie kopa w dupsko i zacząłem spowrotem czytać Lśnienie. Muszę to skończyć…

  • ash_22

    Uprising 44, już za miesiąc w każdym markecie za 10 złotych! Ale tak jak mówiłem, szacunek się należy, jeszcze tylko zmyć carnage posmak Jasiem Wędrowniczkiem i wracaj do normalnych gier.

    Na razie skończyłem System Shock 2 z nowym patchem. Na jednym z francuskich for pojawił się znienacka razem z łatką do Thiefa 2. Dodają one mnóstwo rzeczy i bez problemu chodzą na Win7. Polecam.

    Na razie zrobię replay Dead Space 2, później zaczynam zabawę w odświeżonego Thiefa.
    I partyjka w Borderlands 2 z kaplusem, gra jest naprawdę lepsza od jedynki. Więcej detali, bardziej rozległe mapy, krótki czas doczytywania. Specyficzny humor nadal jest obecny, wracają starzy bohaterowie. Jedyne co mnie odrobinę denerwuje to nowy interfejs, ale w końcu się przyzwyczaję.

    Z książek Paragraf 22 J. Hellera.

  • MaxGolonko

    Co za kaszana w najdzikszych snach nie przypuszczałem, że to będzie aż tak słabe :/