web analytics

«

»

Metal Gear Rising: Revengeance – recenzja

RaidendoggPlatinum Games po raz kolejny dostarczyło niemalże perfekcyjną grę, mimo iż czuć obcas Konami i oddech Kojimy w pewnych momentach – Metal Gear Rising: Revengeance jest idealnym przykładem jak powinno się robić gry akcji. Szybkie tempo, dynamiczne pojedynki, mocna muzyka i system nagradzający za umiejętności.

Zapomnijcie o banalnej rozgrywce i nagrodach za wciśniecie jednego przycisku. Platinum Games wie jak sprawić by gra trzymała w napięciu cały czas a jednocześnie nie traktowała gracza jak biernego widza. Jeśli musiałbym podsumować Metal Gear Rising: Revengeance jednym słowem, było by ono : Akcja!

To ile tu się dzieje trudno opisać, od pierwszych minut rozgrywki czuć że chłopaki nie powstrzymywali się. Tempo jest niesamowite. Już na samym początku Raiden staje do walki z ogromnym Metal Gear Ray, by za kilka chwil wykonać szalony sprint po pociskach wystrzelonych w jego kierunku i na tym się nie kończy. Im dalej tym lepiej, więcej akcji, więcej szalonej walki, więcej wszystkiego. Tempo zwalnia jedynie w przerywnikach, ale tylko na chwilkę. Jednak najlepsze jest to że to My jesteśmy “reżyserami” tego się dzieje na ekranie przez większość czasu. Tylko w kilku momentach jesteśmy zmuszeni wykonać specyficzne kombinacje klawiszy widocznych na ekranie, przez resztę czasu to My decydujemy o rozwoju akcji.

Na plasterki!

Na plasterki!

Wszystko za sprawą prostego z pozoru, jednak dość złożonego systemu walki. Raiden ma do dyspozycji dwa ataki, szybki lecz słaby oraz wolny acz silny. Można je płynnie łączyć w wymyślne serie zabójczych ciosów. Przeszło trzydzieści zróżnicowanych ataków dla podstawowego oręża jakim jest katana. Do tego dochodzą dodatkowe kombinacje z wykorzystaniem opcjonalnych broni. Z pozoru wygląda że wystarczy bez opamiętania naciskać wszystkie przyciski, jednak to ma sens tylko na standardowym i niższym poziomie trudności. Nawet na normalu, po kilku starciach jasne staje się że lepiej jest przyswoić sobie kombinacje, aby wiedzieć jakie sekwencje ciosów wyprowadzać w danym momencie.

Kluczem do tego jest system parowania i nacisk jaki położono na jego specyfikę. Nie ma czegoś takiego jak blok, prawie każdy atak można jedynie sprarować. Zrobimy to zbyt wcześnie to unikniemy manta, jednak gdy wykonamy parowanie w odpowiednim momencie uzyskamy możliwość szybkiego i efektownego wykończenia przeciwnika jednym ciosem.

Jak by było mało mamy jeszcze do dyspozycji Ninja Run, który pozwala na unikniecie większości pocisków jakie są wystrzeliwane w naszym kierunku oraz Zandatsu. To specjalna umiejętność pozwalająca na swobodne cięcie mieczem w zwolnionym tempie. Ten kto to wymyślił jest geniuszem. Raiden po aktywacji tego trybu może ciąć przeciwników oraz elementy otoczenia na setki kawałków, dosłownie. Dodatkowo ten tryb użyty na osłabionych przeciwnikach służy do pozbawienia ich kończyn, oraz wyrwania ich kręgosłupa i tym samym regeneracji energii. Animacji jest sporo i za każdym razem wykończenia oponenta w ten sposób daje masę frajdy. Ogólnie cały system jest tak płynny i naturalny że każda walka jest inna i daje wiele satysfakcji.

Szczególnie przy akompaniamencie znakomitej ścieżki dźwiękowej. Jamie Christopherson stworzył genialne, dynamiczne utwory z masą gitarowych riffów, elektronicznego podkładu i domieszką dubstepu. Dzięki tym utworom każdy pojedynek aż kipi dynamiką jeszcze bardziej. Jest to specyficzny “kicz”, dodatkowo słowa wielu piosenek mają odniesienia do serii Metal Gear Solid oraz innych gier Kojimy. Szczególnie te towarzyszące starciom z bossami.

Wizualnie wszystko wygląda dobrze, a momentami nawet bardzo dobrze. Ma to miejsce za sprawą jasno określonego stylu oraz spójności. Wszystkie lokacje, mimo iż nie grzeszące oryginalnością prezentują się znakomicie. Nawet bezduszne korytarze biurowca czy kanały mają swój urok i nie wyglądają jak by były dorzucone na siłę, bo trzeba było mieć przynajmniej dwa levele więcej. Większość elementów otoczenia można zniszczyć przy pomocy miecza. Część z nich ma nawet znaczenie dla pojedynków. Przecięcie kolumny sprawi że podtrzymywany przez nią wiadukt zawali się, a wraz z nim przeciwnicy który na nim byli. Nie wprowadza to zbyt wielkiej strategii, jednak jest miłym akcentem. Szczególnie że można ciąć “na plasterki” przeszło 80% otoczenia, jeśli coś widzisz na ekranie – szansa że możesz to zniszczyć jest ogromna.

Wszystko śmiga w pełnych 60 klatkach, i nie zwalnia nawet na chwilę. Sporadycznie mogą się zdarzyć drobne spadki ilości klatek, jednak są one rzędu 4-6 klatek i tylko gdy pocięliśmy coś na naprawdę wiele drobnych kawałeczków. Biorąc pod uwagę ile się dzieje na ekranie można to spokojnie wybaczyć. Podobnie jak kamerę, które momentami ma spore problemy z śledzeniem akcji na ekranie. Często zdarza się jej ustawić tak że trudno zobaczyć skąd lecą ataki. Jednak można się do tego przyzwyczaić już po kilku pierwszych starciach.

Sama fabuła ma miejsce kilka lat po wydarzeniach mających miejsce w Metal Gear Solid 4. Nie chcę nic zdradzać, gdyż historia jest przepełniona odniesieniami do całej sagi Metal Gear ale można spokojnie zagłębić się w nią, bez potrzeby znania faktów z poprzednich gier. Jednak powiem że tak zgrabnie napisanych dialogów, które wręcz ociekają sarkazmem i subtelnym przytykami pod kątem tego się dzieje na świecie oraz rynku gier dawno nie słyszałem. Znalazło się także kilka żarcików odnośnie samego poziomu dialogów autorstwa Kojimy.

Na pochwałę zasługują także wszystkie smaczki oraz liczne ukłony w stronę fanów serii Metal Gear. Przy tym całym napchaniu Revengeance niesamowitą ilością akcji, znalazło się także miejsce na drobne elementy skradankowe. Nie są one zbyt wymyślne i należy je traktować z przymrużeniem oka. Jednak jest kartonowe pudło, które wszyscy fani z pełnością rozpoznają. Cyfrowe ramki (zamiast pisemek) odwracające uwagę. Rozmowy przez codek oraz wiele innych drobiazgów. Do tego można się zakradać i dokonywać cichego zabójstwa na niczego nieświadomych przeciwnikach. Niektóre etapy wręcz zachęcają by przedostać się z punktu A do punktu B niezauważonym.

Słynne pudło też jest!

Słynne pudło też jest!

Do tego wszystkiego mamy jeszcze 20 misji w wirtualnej rzeczywistości. Dzielą się one na kilka kategorii, począwszy od zwykłej eliminacji wrogów na czas po przez takie gdzie trzeba dostać się do celu jak najszybciej, lub niezauważonym na tych gdzie trzeba spełnić konkretne warunki. Niektóre z nich stanowią większe wyzwanie niż cały tryb Story razem wzięty. Skutecznie też wydłużają czas gry, gdyż Metal Gear Rising: Revengeance można ukończyć w niecałe 6 godzin. Nie jest to wiele, jednak tak jak wszystkie tego typu gry tak i Revengeance zostało stworzone z myślą o wielokrotnym ukończeniu. Zachętą do tego jest system rozbudowy głównego bohatera oraz nagrody za spełnienie pewnych warunków. Każda walka daje nam punkty, które możemy przeznaczyć na zakup nowych ciosów, ulepszenie broni czy zwiększenie energii Raidena. Do tego za ukończenie gry na wyższych poziomach trudności odblokujemy nowe kostiumy, galerię ilustracji oraz dodatkową broń. Tak jak za starych dobrych czasów. Choć DLC wkradło się i tutaj, na szczęście w nie aż tak irytującej formie jak to ma zazwyczaj miejsce.

Nie będę ukrywał jak bardzo podoba mi się ta gra. Platinum Games po raz kolejny udowodniło że utalentowany zespól i jasno określony kierunek jest kluczem do sukcesu. Walka jest dynamiczna i wymagająca, szczególnie na wyższych poziomach trudności. Postawienie na akcję było znakomitą decyzją. Praktycznie nie ma do czego się przyczepić, bledy jakie można napotkać są bolączką wszystkich innych gier. Jednak z dziennikarskiego obowiązku wypada wspomnieć że bonusowe bronie ograniczają garnitur ciosów, walki z bossami mają zbyt wiele przerywników, inteligencja przeciwników pozastawia wiele do życzenia a elementy skradankowe mogły by być lepiej przemyślane. Jednak to są drobiazgi, które przestają być istotne po kilku minutach gry. Gdyby nie problemy z kamerą była by dycha, a tak jest tylko w pełni zasłużona dziewiątka.

Autorem recenzji jest Malcolm Reynolds . Artykuł pochodzi z zaprzyjaźnionego z GS serwisu GamesDivision.info.  Zapraszamy także do obejrzenia galerii z gry Metal Gear Rising: Revengeance, którą znajdziecie pod TYM adresem.

 

  • Atmos

    Raiden kazał to przeczytałem. Gut stuff. Nie wiedzialem ze ta gra już wyszła. Trochę bayonette przypomina.

    • kornick

      no przypomina

  • kornick

    Fajnie się czytało i fajne to Gamesdivision. Fanem MGS nigdy nie bylem, ale w tego moze bym i zagrał na Xboxie.

    Siedzę na koniu!

  • kornick

    A Raiden na obrazku ma psa/kota/kuca?

  • Tymonn

    jedna z lepszych gier na Xboxa ostatnich miesięcy

  • Rapiru

    Niezły Slasher

  • ash_22
    • kornick

      mentos?