web analytics

«

»

Zagrajmy w to jeszcze raz?

Chyba jednak nie...

Ewolucja gier jest faktem. Wraz z nimi ewoluuje gracz. Wynika to z jego zmieniającego się wieku, przyzwyczajeń czy nawet kontekstu kulturowego. Dziś gry wyglądają inaczej niż wyglądały jeszcze 5 czy 10 lat temu. I nie mówię tu o grafice. Wraz z tymi zmianami umierają pewne reguły, prawidła, które wcześniej wydawały się niezwykle istotne. Jedną z nich jest mityczne replayability.

Replayability – termin, który nigdy nie znalazł i wciąż nie znajduje uzasadnienia w moich oczach. Ale o tym za chwilę.

Dla tych którzy go nie znają (są tacy?!) – oznacza nic więcej, jak taką konstrukcję gry, aby zachęcała ona do powrotu i ponownej zabawy. Najprostszym i najczęściej stosowanym zabiegiem są alternatywne ścieżki rozwoju bohatera (różne klasy, umiejętności), system osiągnięć (słynne „acziki”), jak i „rozwidlenia” w fabule – oparte na wyborach w kluczowych momentach scenariusza. W ten sposób twórcy gry wymuszają na graczu powrót – aby poznać alternatywny przebieg opowiadanej historii powinien zagrać w dany tytuł jeszcze raz.

Tyle teoria. A jak jest w praktyce? Bardzo różnie. Na początku tekstu napisałem, że replability nigdy do mnie nie przemawiało. Owszem, gry starają się nas skłonić do powrotu, ale czy im się to udaje? Śmiem wątpić. W dobie coraz bardziej skracających się fabuł trudno mówić o przedłużaniu grywalności! Skoro gracz sam oczekuje od twórców, że gra będzie krótka, to na co mu replayability?! Oczywiście branża nadal zachowuje pewne pozory, wszak wciąż istnieje grupa graczy katujących jeden tytuł do znudzenia, mamy zatem „rozwidlenia”, różne zakończenia etc., ale w praktyce mało kto się na to nabiera. Daleko nie szukając – „Wiedźmin 2” – skądinąd pozycja, która naprawdę przypadła mi do gustu. Skończyłem ją wybierając ścieżkę Roche’a. Wciąż leży na dysku, bo obiecywałem sobie, że sprawdzę tą drugą. I co? Leży tak od pół roku. I czeka. I pewnie się nie doczeka, bo w dany tytuł gram zazwyczaj raz. Ograniczony czas jakim dysponuję, a przede wszystkim olbrzymia ilość tytułów jaka pojawia się na rynku na więcej mi nie pozwala. Pewnie, zdarza mi się wrócić do niektórych gier – ale to zjawisko niezwykle rzadkie i najczęściej wywołane koniecznością przypomnienia sobie fabuły i odtworzenia save’ów przed premierą kolejnej części (casus Mass Effect).

Oczywiście, może to być kwestia mojego charakteru, wszak moje podejście do książek jest bardzo podobne (rzadko wracam do raz przeczytanej lektury), ale wspomniana już rynkowa tendencja do skracania fabuły sugeruje co innego. Statystyczny gracz powoli zbliża się do 40-tki. To człowiek, który nie ma zbyt wiele czasu, ale ma najczęściej pieniądze. Po co więc zatrzymywać go przy jednym tytule na zbyt długo, kiedy pobudzając jego naturalną ciekawość i pęd do nowości, można sprzedać mu w tym czasie 10 kolejnych? Znów odnosząc się do własnego przykładu – dziś siadam do gry po to żeby ją skończyć i zabrać się za kolejną. Bardziej zaczyna to przypominać odhaczanie kolejnych pozycji na checkliście, niż katowanie do perfekcji Giana Sisters czy Boulderdasha.

Na koniec muszę zaznaczyć, że tendencja o której piszę odnosi się do tytułów stricte single playerowych. Zupełnie inne funkcje mają gry multi czy te, nastawione na kooperację. Tam głównym celem jest zatrzymanie gracza jak najdłużej, choć w dobie modelu F2P nawet tam wydaje się to coraz trudniejsze.

Czy zatem wciąż istnieje zasadność stosowania metody replayability w takiej postaci jak znamy ją z przeszłości? Czy faktycznie wracamy do gier, przechodzimy po kilka razy? A może raczej oszukujemy się (jak ja z Wiedźminem), że jeszcze kiedyś do nich wrócimy?

Zagrajmy w to jeszcze raz? Nie, dziękuję. Poproszę kolejną grę…

  • Henio

    W moim przypadku to zalezy od gry. Jesli fabula jest fajna i ma rozwidlenia to chetnie przechodze po raz drugi. Np. Spec-Ops Delajn przeszedlem 2 razy, zeby zobaczyc alternatywny rozwoj wydarzen. Albo Wiedzmina wlasnie, skorzystalem z obydwu sciezek. I w Deusa ostatniego, bo to swietna gra (zreszta jedynke, albo klasyke spod znaku Mafii np. tez przechodzilem wielokrotnie). Do tego dochodza strategie – Cywilizacje przeszedlem wiele razy, UFO, Hirolsow tez itd. Dragon Age’a tez przechodzilem 2 razy, zeby zobaczyc jak sie gra magiem i jakie sa te inne poczatki. A w wiele innych zagram raz i mam dosc, to prawda.

    Natomiast nie zgadzam sie z argumentacja. Piszesz, ze poniewaz gry sa krotkie, wiec gracze oczekuja ze beda krotkie i dlatego trzeba je krotkie robic? Nie, niech je robia dlugie i z rozwidleniami, dzieki temu kazdy spedzi nad gra tyle czasu ile chce.

    • Kaplus

      Jolo ma dużo racji jeśli chodzi o krótkie gry. Zmienił się model gry/gracza, więc nie robi się produkcji tak jak dawniej. Tworzenie krótkich gier jest po prostu bardziej opłacalne. Tak jak napisał Jolo: po co trzymać statystycznego gracza przy jednym tytule, skoro za ten czas można mu sprzedać 10 innych? To jest biznes, nie robi się takich produktów żeby dogodzić wszystkim i mniej zarobić, ale takie, żeby osiągnęły jak najlepszy stosunek zarobek/koszt produkcji. Bolesne, ale tak niestety jest. Tworzenie historii na długie godziny to teraz domena nielicznych, głównie erpegów.

      Ja tam też lubię wracać do niektórych gier. Nawet nie muszą mieć alternatywnych zakończeń. Jeśli jakaś pozycja jest dobra to fajnie czasami sobie ją odświeżyć. Jak jeszcze pojawią się możliwości wyboru, które coś zmieniają, to żyć nie umierać.

      • Henio

        Tzn. ja rozumiem bardzo dobrze, ze to sie wydawcom oplaca, wypuscic jedna gre na 5 godzin, tak aby klient po weekendzie byl gotowy na zakup kolejnej. Tylko nie rozumiem dlaczego to ma sie podobac nam, graczom.

        • Jolo

           Henio, powiem Ci tak – ostatnio u siebie obserwuję silne zniechęcenie do gier które trwają więcej niż 20-25h. Dlaczego? Bo przejście ich zajmuje mi miesiąc-dwa. Dlaczego? Bo mam cholernie mało czasu na granie kiedy pracuję, zajmuję się sprawami domowymi, dzieckiem etc. Dlatego gra optymalna teraz dla mnie to max 15h. Wtedy i mam radochę z gry i w miarę często (czyt. po miesiącu) sięgam po nowy tytuł – czyt. nie zanudzam się starym. Bolesne realia dorosłego człowieka posiadającego dziecko…

          • Henio

            No tak, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Można zrobić grę tak, aby np. główny wątek zajmował 10-15 h, ale żeby było tak dużo misji pobocznych i innych rzeczy do roboty, aby ci zainteresowani grą mogli włożyć w nią naprawdę dużo czasu. 

            I tak np. w New Vegas grałem, jak pokazuje Steam, 220 godzin (wielkosc troche zawyzona, bo zdarzylo mi sie zostawic kompa wlaczonego na noc ze 2 razy), AssCreed Brotherhood – 105 godzin, zrobiłem tam wyzwania, osiagniecia, no wszystko co sie dalo po prostu. Ale te gry mozna bylo ukonczyc i duzo szybciej, koncentrujac sie na glownym watku i konczac gre tylko raz (New Vegas mialo w zasadzie 4 rozne zakonczenia, choc roznice miedzy trzema z nich nie byly az tak wielkie, to czwarte sie znacznie od nich roznilo).

            I to jest moim zdaniem najlepsza droga. Niech developerzy nie rezygnuja z replayability, z dodawania rozwidlen, roznych zakonczen, questow pobocznych itd. Niech gracz sam decyduje ile czasu chce w gre wlozyc. Mnie na replayability zalezy.

            Wspomniałeś też tutaj o innym problemie dzisiejszych growych czasow – problemie Przesytu. Ale o tym może następnym razem.

          • CarnAge

            a ja obserwuję u siebie “zmeczenie materiału” podam konkretny pzykład właśnie wyszedłem ze Spec Ops the line żeby ten komentarz napisać… chyba już jestem przy końcu gry, ale od jakiejś godziny moja jedyna myśl jest taka cytuję: “KU*WA niech to już się skończy” mam już dość, jestem zmęczony, chcę zobaczyć napisy końcowe.

            Co ciekawe mimo wszystko gra mi się nawet podoba, ale już chcę żeby się skończyła. Według STEAMa gram od 10 godzin ( powoli bo robię screeny i notatki) i już nie mogę się doczekać happy(?) endu.

            Są też takie gry, które sprawaiają, że jestem smunty kiedy się kończą bo… chcę więcej… tak było np. z Fallout: New Vegas.

        • Kaplus

          Pamiętam, że w zamierzchłych czasach, które zapewne pamiętają jedynie pacjenci z oddziału bez klamek, była krótka dyskusja na temat długości gier. Coppertop poruszył wtedy jeszcze jeden dość ważny problem wynikający ze wspomnianego przez Jola braku czasu. Jeśli masz długą grę, a mało czasu to ciułając po godzinę dziennie, albo tylko w weekendy, możesz najzwyczajniej się pogubić i zapomnieć o co w niej tak naprawdę chodziło. Nie zdążysz się nawet znudzić, a cała rozgrywka się zepsuje. Taka krótka gra po prostu dostarczy takim graczom więcej rozrywki niż rozbudowane RPG na 160h, a przecież w końcu gra się dla zabawy.

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Ja również bardzo rzadko przechodzę daną kilka razy. Jeżeli już historia zostanie opowiedziana, to kolejne podejście do tematu jest dla mnie bardzo mało atrakcyjne, ponieważ rozmaite zakończenia to, jak pisał Jolo w innym felku, tylko kosmetyczna zmiana ułamku procenta fabuły. 

    Oczywiście są również pozycje które katowałem wielokrotnie. Np. wcześniej wspomniane UFO, Settlersi itd, ale to zupełnie inny typ rozrywki. 

  • CarnAge

    Mam tak samo jak koledzy – nie przechodzę gry więcej niż raz. Obojętnie od dróg wyboru. Ewentualnie, ale bardzo sporadycznie i z ciekawości  cofnę się do jakiegoś save’a sprzed jakiegoś ważnego wyboru, ale to także zdarza mi sie niezbyt często.

    Takie rzeczy jak achievementy, Trofea etc zupełnie mnie nie interesują

  • kafar

    Na palcach mógłbym pewnie policzyć tytuły, które przeszedłem więcej niż raz. Nawet jeśli obiecuję sobie, że jeszcze zagram, za drugim razem coś tam zmieniając, jakoś nic z tego nie wychodzi. Ostatnio miałem takie plany właśnie odnośnie DXHR i Wiedźmina 2. Tyle, że ja tak zawsze miałem, bo właściwie to czym się ta gra za drugim razem będzie różnić? Fabuła ta sama, dialogi, postacie, wydarzenia też. Pewnie, można inny styl rozgrywki przyjąć, inne kwestie w dialogach wybierać itd. Gier, w których to wszystko radykalnie odmieni obraz gry jest jednak znikoma ilość, a w większości wypadków cała nieliniowość jest jak dla mnie bardzo powierzchowna.

    • Henio

      Akurat w Wiedzminie 2 caly 2. rozdzial jest inny. A DX:HR mozna przejsc gre nie strzelajac w ogole, albo potraktowac ja wlasnie jak strzelanke.

      • kafar

        Nie mówię, że nie. Twierdzę, że takich gier jest jak na lekarswo

  • kornick

    Nie gram po kilka razy ewentualnie jeśli jest możliwość zostawiam sobie save’y w kluczowych miejscach i wracam do nich później, ale na ogół mi się nie chce :D

    Siedzę na koniu