web analytics

«

»

Windowsie mój (nie)kochany

Win8LOL2

Dostałem kaflem prosto w twarz. Nie takim prawdziwym, ale wirtualnym Windowsowym. Tak oto kolejny raz z rzędu biedny JA musiałem się zmierzyć z potworem z Redmond. Okienkami, Wingrozą… Windowsem numer 8.

Uwielbiam nowinki techniczne, ale jednocześnie jestem dość konserwatywny w kwestii oprogramowania. Moja historia związana z systemem operacyjnym Microsoftu to opowieść o miłości i nienawiści. Chłodnej przyjaźni i ledwie udawanej akceptacji. Ot samo życie. Na początku była jednak gra o nazwie Virtua Fighter. W roku pańskim 1996 Sega wydała swoją bijatykę w wersji na komputery osobiste. Młody JA dostałem VF’a od Mikołaja. Niestety zmroziła mnie informacja widniejąca na pudełku – tytuł ten działał wyłącznie pod kontrolą systemu operacyjnego Microsoft Windows 95. Systemu, którego oczywiście nie posiadałem. Cóż było robić? Zrobiłem minę zbitego psiaka i poprosiłem dziadków (dziadkowie na ogół nie odmawiają wnusiowi) o zakup tego systemu operacyjnego. Jakich argumentów użyłem? Ba! Byłem chyba równie dobry co sam Ballmer prezentujący możliwości Windowsa 1.0.

Nie pamiętam, aby jednym z moich argumentów przemawiającym za zakupem „okienek” była możliwość graficznej edycji Ferrari z serialu Miami Vice, ale się udało i pachnące pudełko z Windows 95 kilka dni później wylądowało pod choinką. Mój kręcony na 90 MHz (zworki!) Pentium 75 z 8 megabajtami pamięci RAM na pokładzie poradził sobie z Wingrozą całkiem zacnie. W ostatecznym rozrachunku w Virtua Fightera i tak wolałem grać na Sedze Saturn. No, ale miałem W 95.

Moje stosunki z Windowsem 95 były raczej chłodne. Do dziś nie zapomnę próby instalacji sterowników do pierwszego akceleratora Voodoo. Nie jestem w stanie powiedzieć jak mi się to w końcu udało i mogłem zagrać w NIE kanciastego Tomb Raidera. Z pewnością bym pamiętał, ale próby bezowocnego zaklinania „okienek”, aby rozpoznały Heliosa 3D przetykane barwną „łaciną” na „k”, „ch” i jeszcze gorzej wyczerpały mój umysł do tego stopnia, że sam już nie wiem JAK to wszystko udało mi się doprowadzić do przysłowiowego ładu i składu.

Oczywiście nie byłem do końca niewdzięcznym bydlakiem. Doceniałem fakt, że w końcu człowiek (czytaj – gracz) nie musiał borykać się z przeklętym DOS’em, pamięcią EMS, XMS i tak dalej. Mimo to odpalając Windowsa 95, albo instalując jakiś program za każdym razem czułem, że coś się zaraz za przeproszeniem „spi****li”. Moje obawy nie okazały się płonne. Armageddon nadszedł w dniu instalacji gry Half-Life. Mniej więcej w połowie procesu przerzucania przygód Gordona Freemana na dysk twardy COŚ się stało i Okienka 95 powiedziały: Nie wstanę tak będę leżał.

Gdybyście wtedy byli w okolicy mojego domu mielibyście wrażenie, że tysiąc diabłów z Belzebubem na czele zaczęło wyć w potępieńczy sposób. Niestety to byłem tylko JA klnący na cały boży świat, Billa Gatesa i w ogóle! Zastanawiałem się, czy ktoś nie rzucił na mnie jakiejś klątwy, czy czegoś w ten deseń.

Kiedy już ustąpiły mi żyły na czole, z kącików ust przestała płynąć ślina i uspokoiłem oddech stwierdziłem, że czas na upgrade systemu operacyjnego. Wybór był oczywiście tylko jeden – Windows 98, a potem wersja SE. Muszę przyznać uczciwie, że 98 zapisał się w mojej pamięci raczej pozytywnie. Nie miałem problemów z instalacją kart graficznych (od Voodoo 2 poprzez Rivę TNT, aż po Geforce 2 i Radeona 8500). W tamtym okresie wymieniałem „bebechy” mojego peceta z częstotliwością opętanego maniaka gier, a Windows 98 dzielnie znosił te moje zakupowe wybryki.

Niestety jak mawiał Stanisław Jerzy Lec: Wszyscy bogowie byli nieśmiertelni! Także i panowanie Windowsa 98 (SE) w końcu musiało się skończyć. Wraz z totalną wymianą sprzętu komputerowego, którą zafundowałem sobie tuż przed przeprowadzką ze Wschodu na Północ zmieniłem także OS’a. Tak oto zaczęło się królowanie Windowsa XP. Warto wspomnieć, że było to w połowie roku 2003, a więc Win 98 bawił u mnie bardzo, ale to bardzo długo. Może nawet zbyt długo, ale jak napisałem na wstępie – jestem dość konserwatywnym userem.

Nikogo chyba nie zdziwię wyznaniem, że Ja i Windows XP pokochaliśmy się od razu. Nie byłem w tym uczuciu odosobniony. Do dziś sędziwy Xpek jest mile wspominany chyba przez 99 procent użytkowników. Tak więc w moim komputerze stacjonarnym harcował sobie dziarsko Windows XP, a moja opinia o Microsofcie znacznie się poprawiła. Tylko po to, aby legła w gruzach kilka lat później. Mowa oczywiście o Windows Vista.

Nie! Nie zainstalowałem „Viśty” w mojej blaszanej skrzynce. Owszem komputer służył mi przede wszystkim do grania, a w środku obudowy od dawna znajdowała się karta obsługująca DirectX 10, ale nie miałem ochoty wymieniać systemu operacyjnego na „V” z powodu dziesiątego DX’a. Kolejny raz postąpiłem tak jak… większość fanów elektronicznej rozrywki.

Nie ma jednak lekko. Windows Vista dopadła mnie w laptopie, którego potrzebowałem do pracy. A teraz zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie największy błąd jak popełniłem w stosunku do sprzętu elektronicznego w mojej karierze. Przechodząc z Wirtualnej Polski na stałe do Valhalli (łezka się w oku kręci) stwierdziłem, że skoro będę teraz pracował w domu to muszę sobie stworzyć odpowiednie warunki. Chciałem pracować na kanapie, a komputer miał stać na stołku kuchennym zastępującym stoliczek. Dlaczego takie – z pozoru – nieergonomiczne stanowisko pracy? Na kanapce leży się wygodnie, a improwizowany stolik w sam raz pasował do całości. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale długi czas TO się sprawdzało. No dobrze, a co z tym błędem? Otóż zakupiłem wspomnianego już laptopa z Windowsem Vista.

Od razu poczuliśmy do siebie nienawiść. Odpalając komputer z „V” na pokładzie czułem się jak intruz. Po Windowsie XP w którym rozsiadłem się jak panisko Vista była jak odziana w skórę i lateks Domina z biczem, która smagała mnie po łapach ilekroć chciałem COŚ zrobić. Nie dotykaj, nie sprawdzaj, nie dociekaj… Po prostu nie czułem kontroli nad systemem operacyjnym. To ON miał Mnie, a nie JA Jego. Sprawy nie ułatwiał sam laptop wyposażony w marny gigabajt pamięci i procesor Celeron. Po niezbyt długim czasie (ale intensywnym użytkowaniu) lapek przestał nadawać się do pracy. Był tak powolny i ociężały jak nażarty hipopotam ucinający sobie drzemkę.

Nowy rozdział tej opowieści został zapoczątkowany pod koniec grudnia ubiegłego roku. Po kilku latach użytkowania jakoś w końcu przyzwyczaiłem się do Windowsa Visty. Szczególnie, że zmieniłem komputer przenośny na w miarę porządnego 2-rdzeniowca z 2 GB pamięci RAM, a więc Vista zaczęła chodzić całkiem przyzwoicie. Między nami zapanował cichy rozejm. Domina (czytaj Vista) nie krępowała mi kończyn i nie smagała bacikiem, a ja odpłacałem się jej tym, że nie grzebałem w jej wnętrznościach (dziwnie to zabrzmiało). Odpalałem tylko to co potrzebowałem do pracy i KONIEC. Do zabawy miałem rewelacyjnego Windows 7 w komputerze stacjonarnym.

Niestety pod koniec ubiegłego roku wypadek (w sensie dosłownym) sprawił, że komputer przenośny uległ uszkodzeniu mechanicznemu i musiałem na gwałt kupić nowy. Na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia wybrałem się zatem na zakupy. Kroki skierowałem do najbliższej galerii handlowej.

Przedzierając się między ludzką ciżbą na wstępie postanowiłem zajrzeć do rodzimego Komputronika. Zawsze staram się kupować sprzęt i akcesoria komputerowe w małych sklepach. Wielkie markety z elektroniką już i tak przejęły zbyt wielki procent rynku. Niestety w sklepiku „K” wielkości dziupli spotkało mnie to co zawsze, czyli wysokie ceny (jak ten sklep funkcjonuje nie mam pojęcia). Siłą rzeczy zmuszony byłem wstąpić do marketu z elektroniką. Jako, że jestem raczej świadomym „zakupowiczem” zarezerwowałem sobie na te wojaże kilka godzin. Na początek ruszyłem do sklepu w którym w telewizyjnej reklamie przechadza się naga pani Doda. Wybór był żałośnie mały, a pracownik tak niekompetentny i zadziwiony moimi pytaniami jakbym to ja był nagi i obwiązany żółtą taśmą w pasie i kudłatym torsie. Udałem się zatem na drugie piętro galerii. Oczywiście pomyliłem kierunki (zawsze gubię się w dużych C.H). Na szczęście w okolicach Burger Kinga kręciły się młodociane Galerianki i skonstatowałem, że do sklepu Saturn już blisko ponieważ znajduje się przy „ałtlecie” z tanimi, markowymi ubraniami.

W planetarnym „markiecie” nie byłem jedynym, który chciał kupić laptopa. Sprzęt dla plebsu leżał ustawiony na podłodze – pudło na pudle. Sprzęt markowy (czytaj przereklamowany i drogi) czyli np. firmy Sony miał własne standy. Sony… no powiedzmy, że markowy. Nieważne.

Zacząłem powoli przechadzać się i leniwym wzrokiem ogarniałem mnogość oferty. Lapki takie, śmakie i owakie. Tanie, drogie. Czarne, białe i szare. Był nawet różowy notebook Hello Kitty co uznałem za widoczną ingerencję Szatana w świat elektroniki użytkowej.

Postanowiłem zagłębić się technikalia. Procesory i5, i3, Pentium B 970. Gdzieś tam machał rączką jakiś sprzęt z bebechami AMD’ka. 2,4,8 gigabajtów pamięci RAM. Do wyboru, do koloru. Kapitalizm w czystej postaci – wybór przez duże „W”. Nagle pojawił się mały zgrzyt. Każdy z oferowanych komputerów miał preinstalowany system operacyjny Windows 8. Aby rozwiać moje wątpliwości zaniepokojony zbliżyłem się do gościa z wąsem z przypiętą nalepką „Robetr”.

Zagaiłem więc pana Robetra (Roberta?), czy przypadkiem nie mają w ofercie Laptopów z Windowsem 7. Pan R zadarł głowę do góry, ponieważ był raczej nikczemnego wzrostu, a ja do mikrusów nie należę i huknął basem: Jest pan chyba dwudziestą osobą, która o to pyta. Nie! W ofercie mamy tylko notebooki z przeinstalowanym Windowsem łosiem.

Kłaniając się grzecznie (myśląc jednocześnie: pocałuj mnie w *upę chamie!) okręciłem się na pięcie i ruszyłem do innego marketu. Tam niestety sytuacja się powtórzyła. Oczywiście wąsatego sprzedawcy nie było, ale laptopy z Windowsem 8 jak najbardziej. Z Win 7… nie było.

Przygwożdżony niewidzialną ręką rynku poddałem się i ściągnąłem z półki laptopa z Windowsem 8. Pełen złych przeczuć zapłaciłem przy kasie i udałem się do domu.

Przeczucia okazały się trafne. Już na dzień dobry Windows 8 powiedział mi „nienawidzę Cię” każąc mi założyć konto na Hotmailu, którego I TAK NIE będę używał.

Potem było już tylko gorzej. Nie lubiąc gładzików podłączyłem myszkę. Pojawił się HORROR. To znaczy kafle, kolorowe kafelki, kwadraciki… koszmar, abominacja. Kręcę rolką w górę… ekran przesuwa się w bok. NO SHIT SHERLOCK! Czuję konfuzję podobną, a nawet większą niż ta towarzysząca pierwszym krokom z Windows Vista. Kolorowe okienka… pardon kafelki mrugają do mnie zachęcająco. W jednym z nich widnieje napis „Poczta”. Tak to ten Hotmail, który jest mi potrzebny jak psu kredki. Dalej inne badziewia w postaci kalendarza i indeksów giełdowych. Teraz jak tylko odpalę Wingrozę wiem z miejsca jak stoi „Futsie”, „Kakaron” (FTSE, CAC40), czy niemiecki DAX. Super! Co jeszcze? Aplikacje od producenta Laptopa. Czyli kafelek z przepisami kulinarnymi Jamie’go Oliviera, Onet News, TVN i jakiś zielonkawy kafel z obrazkiem słonia Trąbalskiego. Poczułem się jak w przedszkolu.

Odpaliłem Internet Explorer, który wygląda jakoś dziwnie. Znowu czuję się niepewnie… Na szczęście jest kafelek „Pulpit”. Boże wszechmogący! Nareszcie coś znajomego. Oczywiście nie ma Menu Start, ale i tak odetchnąłem z ulgą. Wiem już jednak, że to nie będzie nawet szorstka przyjaźń.

Po kilku godzinach spędzonych z Windows 8 nauczyłem się z oporami nowej „ kafelkowej filozofii”, ale nadal czułem się tak, jakbym obsługiwał jakiś telefon komórkowy, albo tablet. Kolejny raz (po Viście) czuję się skrępowany, a nawet nieco ubezwłasnowolniony przez system operacyjny.

Kiedy już nieco oswoiłem się z nowym OS’em chciałem kulturalnie zamknąć system i wyłączyć komputer. Wtedy właśnie miarka się przebrała. Ze wstydem muszę przyznać się publicznie, że zajrzałem do Google’a. Dlaczego? Nie wiedziałem jak zamknąć system.

Dzięki frazie „Jak wyłączyć Windows 8” dowiedziałem się, że muszę najechać myszą w prawy, górny róg ekranu. Kliknąć Ustawienia, a następnie Zasilanie i dopiero wtedy upragnione Zamknij.

Brak mi słów, a więc zamykam Windowsa już… Jak to szło?

  • kornick

    Super się czytało felietonik przy śniadanku. Kurcze końskie więcej takich panowie!!!! Życzy sobie tego mój KOŃ i JA.

    Ja używam w obydwu komputerach tj. w lapie i zwykłym Windowsa Vista. Nie narzekam, ale też tylko dlatego bo przywykłem. Fakt faktem Xp był znacznie lepszy :)

    Przymierzałem się do zmiany i tak sobie myślę, że kupię Windows7 dopóki jest dostępny w sklepach bo widzę, że też załamałbym kopyta ze zgrozy na widok Win8.

    7mkę 32 czy 64 bitową? Jak myślicie?

    Siedzę na koniu. Viśta wio :)

    • ash_22

       Osobiście używam 32 bitowej wersji Win7. Pewnie są już od dawna dobre sterowniki do wszystkich moich rupieci, ale wolę się trzymać na razie tej wersji. Jeżeli nie masz też 4Gb ramu to tymbardziej nie widzę potrzeby.

  • tonieja

    Na tableciku z Androidem można tworzyć tak samo wygodnie.

  • Sasan

    W windows8 mamy kafle a w 9tce? Będą wafle :)

    • polo_tuc

      Sory Sasan ale nie znasz się na win-developingu…
      Będa takie gałki lodów w 3d i trzeba będzie je lizać. Menu kontekstowe wywoływane poprzez ssanie.

      • ash_22

        Po przeczytaniu komentarza zaczęła mi się tworzyć wizja; bardzo brzydka wizja polo.

      • Sasan

        A będzie themepack z natalią siwiec.?

        • polo_tuc

           z Grycankami :)

          • Kaplus

            Jesteś po prostu zły.

  • Rezag

    często was odwiedzam ale sie mało udzielam.
    Powiem tyle ze macie najfajniejsze felietony w necie.

  • polo_tuc

    OK, napisałem dziś to kilka mocno niepoważnych komentarzy, czas się trochę zrehabilitować.

    Z rozczuleniem czytałem te wspominki CarnAge’a moje wspomnienia wyciągnąłem z szafy, sfotografowałem dla was i załączyłem poniżej…ech…
     
    Ale przyszłość jest ciekawsza: CarnaAge wpada w barserk-mode przy używaniu kafelków, bo nie rozumie, że to są “live tiles”, i nie chce sobie “picture your start screen filled with everything and everybody…” (wszystkie cytaty z zagajenie pana Ballmera na premierze Win8) Zrozum, CarnAge, ty masz przestać “używać” komputer ty masz go mieć jako niewyłączalny hub komunikacyjno-zabawowo-naukowo-społeczny. Nie ma przycisku Start? Nie wiesz jak wyłączyć? A po co ty chcesz wyłączać Win8? Nie chcesz chyba wyłączać swojego życia!
    Czasy osobnych urządzeń i kanałów do grania, słuchania muzyki, rozmawiania na odległość, korespondowania kończą się i kto wskoczy do pociągu ten jedzie, pozostałym nawet peron odjedzie. Taki Ballmer świetnie to widzi, co się wokół niego dzieje, ludziom z jego pokolenia biznesy zaczynają przymierać (googlaj: Mag Whitman, hp, 5-y sales) i próbuje uciec z niszy “te takie programy do tych takich dużych skrzynek, prototypów naszych dzisiejszych smartletów, jak to się nazywało? OS? MS? WIN? pamiętam… smartleta – tzn, “pecet” to się wtedy nazywało – tylko takiego wielkiego jak.. .toaleta turystyczna… składało się z cześci, osobno procesor, ta…. płyta, pamięć,  i ten OS… kupowało się wszystko osobno, to była jazda, no ale tego już nie ma i tych firm, wiesz. hp, ms, dell itp…”
    Jeżeli Ballmer nie chce skończyć jako postać mylona z Edisonem i Łukasiewiczem (ci wynalazcy z przed 2K…) to musi wyjść z “pecetów” i “konsoli” i zacząć produkować środowiska, których używa się jak prąd i wodę,  środowiska w którym jak zabraknie Win8 to możesz tylko siedzieć i oglądać sobie paznokcie u stóp. Dlatego mówi o Win8 : with almost no work at you part, the experience is realy magical. Żadne tam grzebanie w rejestrach doktorze CarnAge, magia!
    Nie zrozumcie mnie źle nie odpalę zaraz płaczliwego rantu na zakusy MS Szatana, bo takie podejście jest uzasadnione biznesowo i ha jak mówią na Podkarpaciu jasielskim. Czy się uda? Dla mnie taka “naturalizacja” używania kompa i sieci jest raczej nie do przełknięcia, nawet w telefonie, mimo miesięcznego limitu ok. 600 MB wyłączam APN, bo “po co ma się to całe gówno aktualizować co 90 sekund” Ale ja jestem stary i wredny, kupię “siódemkę” i będę na niej jechał do upadłego, tak jak teraz na XP a kiedyś na Win98 a kiedyś… patrz obrazki. Ale to ja…
    HP , Dell i inni dużo obiecywali sobie po premierze Win 8 i ustawili sytuację pracowicie, żebyś sobie jakiś tam laptopów z Win7 po marketach CarnAge nie kupował. Ale na razie kicha: Q42012, czyli +/- od premiery Win8: Dell-sprzedaż na ryj o 17%, sprzedaż pecetów na świecie – ujemny wzrost :D o 6% yty, aukcje MS 4% mniej warte.
    E tam 4%… przy kapitalizacji ok. 230mld $ to na wypuszczeniu Win8 stracili 9 200 000 000 kredytek! ach, nie! dolarów!
    Zrobią wszystko co się da, żeby uciec do przodu. Dwa razy.

    • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

      Ballmer to dla mnie zwykły clown. Gdy zobaczyłem go na prezentacji M$, to nie mogłem uwierzyć, że dorosły mężczyzna może reklamować jakikolwiek poważny produkt, dorosłym w sumie ludziom w taki błazeński sposób. Przecież jego powinno się zastrzelić na tym podium. Nie-do-wia-ry. Była to jedna z najbardziej żałosnych prezentacji jakie widziałem w życiu – aż przykro patrzeć.

      • polo_tuc

        Fakt, żenada bryzgała po ścianach.
        Ale ty chyba dawno (nigdy?) w żadnej korporacji nie pracowałeś.
        On uzewnętrzniał exciment z tego gorgeous programu komputerowego, który był takim breaking point zanim wszedł na rynek.

    • tonieja

      Ale się rozpisałeś. A prawda jest taka że za 5 lat będziesz marudził że w sklepach nie ma już komputerów ze starym dobrym kafelkiem…. 
      Płaczecie jak stare baby – steam zły, kafelki złe, nowe gry złe, itd. a prawda jest brutalna – z wiekiem mózg zmienia się z gąbki na kawałek suchego drewienka który nadaje się aby rozpalić “flame” w dyskusji ale za postępem już nie nadąża.

      Mam pomysł na biznes – wezmę z EU pieniążki na Pomoc Ofiarom Postępu Technicznego (program POPT) lub Pomoc Odrzuconym Przez Technologię (znowu POPT) i zamknę was w bunkrze wypełnionym złomem z win98. Co wy na to? ;p

      • polo_tuc

        trolujesz z moją bezczelnością, ale bez mojej czujności :P

        pytanie nr 1
        Gdzie w moim tekście jest płacz? W zwrotach “przyszłość jest ciekawsza”? “uzasadnione biznesowo”? “kupię siódemkę”?

        ok, zwalniam cię z odpowiedzi na to pytanie, siadaj.

        pytanie nr 2
        Uzasadnij, (bez otwierana strony http://www.microsoft.co,/poland) że win8 jest Postępem Technicznym wobec win7. I weź nie wyjeżdzaj z ilością adresowanej pamięci.

        Start!

        • Kaplus

          O, ja mogę odpowiedź na drugie pytanie!

          -ma kafelki
          -nie można go tak po prostu wyłączyć co wpływa na ekonomię (jak wiadomo rozruch to najgorsza sprawa)
          -ma kafelki
          -ma kafelki z pogodą i kursami akcji.

          Jaką nagrodę dostanę?

          • polo_tuc

            poczestuj się

        • tonieja

          1)

          Ja tak ogólnie do ciebie i autora piję. Głównie do autora ale i u ciebie znalazłem tą frustrację dinozaura gwałconego lokówką. Gdzie? A gdzieś pomiędzy “OK” a “dwa razy”. Tak już mam że czytam między wierszami. Jeśli moje wnioski błędne to… nic, bo nie są błędne :)

          2)

          Wygodniejszy jest. Interfejs dostosowany do obsługi gestami, integracja z rozwiązaniami mobilnymi. Wywalono niepotrzebne bzdety :) Ja wiem, że niektórzy będą szukać młotka do rozbicia okna (start->zamknij system) zamiast wyjść przez drzwi (wcisnąć “power” na obudowie) ale… i wy się nauczycie, a jak nie to nauczą was dzieci bo one są tak naprawdę najlepszym testem na ergonomiczność i intuicyjność zastosowanych rozwiązań. A jak już się nauczycie to będzieci szczęśliwi… do premiery windows 9 :)

          • Kaplus

            Trochę niestety się poznęcam nad tematem wyłączania, ale jeśli to ma być ergonomiczne rozwiązanie to odpowiem w ten sposób: http://2.bp.blogspot.com/-aNihIgCEkzo/UBv_J1uDJOI/AAAAAAAAGnM/8Iqt_3HanZg/s1600/1_I_Dont_Want_to_Live_on_This_Planet_Anymore-s500x282-295658-580.jpg

          • tonieja

            Telefon też wyłączasz z menu start?
            A odtwarzacz mp3?
            A telewizor?
            A odkurzacz?

            Wyłączanie przez klikanie jest durne z definicji – taki przycisk nie może być w widocznym miejscu a operacja musi wymagać potwierdzenia – inaczej niechcąco możemy zrobić sobie krzywdę. Dlatego mamy głupotę pt. “start->zamknij” albo gorzej “start->zamknij->JESTEŚ PEWIEN?”

            Za to wciśnięcie przycisku na obudowie jest jednoznaczne – “Idę sobie, zrób coś bo kogoś przywaliło drzewo obok elektrowni atomowej i teraz prąd drogi!”

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Dajcie spokój, kafelki w win8 są potrzebne. Ja ich przynajmniej używam. Mam jeden. Z napisem “pulpit”.

          • Kaplus

            Jeśli ktoś w Win7 potrafi przez przypadek wyłączyć komputer przez “start -> zamknij” to… Właściwie to nie chcę nikogo obrażać. Porównanie z telefonem, odtwarzaczem itd jest zupełnie bez sensu. Inne urządzenia, inny sposób użytkowania. O ile w laptopie jeszcze jestem w stanie to zrozumieć (chociaż osobiście pod powerem mam przypisane uśpienie) to w stacjonarce byłoby to dla mnie bardzo niewygodne. Wystarczy, że muszę się męczyć i schylać żeby go włączyć (chociaż czasami z lenistwa używam mocy i sam się włącza). Po dłuższej sesji w np Borderlands 2 wolę żeby moja droga od komputera do łóżka była prosta i bez żadnych przeszkód. Nie ma też co dramatyzować z samym klikaniem. Dwa szybkie ruchy myszką to jeszcze nie koniec świata.

            Edit: a telefon to wyłączam i restartuję przez konsolę.

          • tonieja

            Acha, czyli jeśli używam kompa dzisiaj tylko do słuchania muzyki (mp3 player) albo aby porozmawiać przez skype (telefon), oglądnąć film (tv) to już wyłączanie przyciskiem jest OK? Bardzo ciekawe.
            Naprawdę nigdy ci się nie zdarzyło kliknąć “zamknij” zamiast rozwinąć menu (chcąc np. przełączyć użytkownika)? Mi się zdarzyło. W jaki sposób więc nie chciałeś nikogo (mnie) obrażać? Rozwiń, chętnie się dowiem o czym świadczy moja rozdygotana łapka :)Sam przyznajesz że jednak w laptopie jest to rozwiązanie ergonomiczne. To już jakiś postęp :) Przyznaj też, że u niektórych – trzymających pudło na stole, takich z trzęsącymi rączkami,  bądź w końcu niecierpliwych, też będzie to bardziej wygodne.

          • Runshin

            komputer osobisty nie jest i nie powinien być tabletem, telefonem ani nawet odkurzaczem.

            Że co?? Wyłączenie przez naciśnięcie w OBUDOWIE?? Chryste panie! Wiesz jak ja włączam komputer? Z kombinacji klawiatury i wyłączam kliknięciem.
            Wiesz kiedy dotykam obudowy komputera? Kiedy go czyszczę z kurzu!!!!

            Gesty jako interfejs? Po kwadransie ręce ci opadną ze zmęczenia chłopie. Pobaw się Kinectem to ci przejdzie.

            Win8 jako system op. dla komputera to nieergonomiczne gówno stworzone przez palanta chorego na umyśle

          • tonieja

            O matko! Pięciu na jednego to banda łysego – jak mawiał Tadzik, mój kolega z piaskownicy.

            Ale jaki kinect? Rączki możesz mieć wygodnie oparte na stole i przebierać palcami – tak jak to robisz z klawiaturą:

            https://leapmotion.com/

            No cóż, musisz się przyzwyczaić że komputer już dawno jest odtwarzaczem, tabletem itd :) Przyzwyczaj się albo odmaszeruj tam gdzie poszły dinozaury :) Takie są prawa postępu – nieprzystosowani niech sobie jeżdżą konno byle nie po autostradzie.

          • Kaplus

            Przepraszam, w tym miejscu zwracam honor. Zapomniałem o przełączaniu użytkowników i reszcie z tej listy. Chociaż mi się nigdy nie zdarzyło to tutaj przyznaję, że taka sytuacja może mieć miejsce. Ale jeśli w innym przypadku Ci się zdarzyło to radzę zgłosić się do któregoś z ordynatorów, to może być początek jakiejś nieprzyjemnej choroby.

            Co do tego pierwszego to bez nadinterpretacji też proszę. Telewizor ma pilota, a telefon i player są tak skonstruowane, że wyłączenie ich przyciskiem jest po prostu najlepszym rozwiązaniem. W końcu w momencie gdy chcesz coś na nich zrobić trzymasz całe urządzenie w dłoni. W przypadku komputera sytuacja jest nieco odmienna, bo poruszasz się po systemie przy pomocy myszki i klawiatury. Po co zmuszać użytkownika do dodatkowych czynności, skoro i tak cały czas wykonuje operacje za ich pomocą. Mogę ewentualnie się zgodzić na kompromis, że najlepszym rozwiązaniem jest klawiatura z przyciskiem Power, ale tutaj pojawia się kolejny problem. Nadal znajdą się klawiatury, które takiego przycisku nie posiadają (a niektórzy pewnie nie chcieliby żeby posiadały, bo można przez przypadek go nacisnąć próbując np. zrobić jakiegoś screena , a to akurat się zdarza częściej). Tylko trzeba pamiętać, że to z założenia ma być system dla wszystkich.

          • tonieja

            Acha, to komputer z pilotem już będzie ok? :) 
            Komputer to takie urządzenie jak każde inne.  Nie widzę większej różnicy pomiędzy odkurzaczem a komputerem. Chcę zagrać w grę włączam komputer, chcę posprzątać włączam odkurzacz. A potem wyłączam.

            Czy ty modlisz się do tego odkurzacza…ee komputera czy jak?

            Ale rozumiem że w laptopie już ci win8 pasuje? Przecież tam przycisk jest wygodniejszy od klikania :)

          • Kaplus

            Tak, komputer z pilotem byłby ok, ale po co? Przy telewizorze jest to zrozumiałe, bo człowiek rozkłada się na łóżku po to żeby się wygodnie odmóżdżyć. Jakikolwiek ruch jest tutaj niewskazany.

            Teraz wyobraź sobie abstrakcyjną sytuację kiedy masz pilota do komputera (mówimy teraz nadal o stacjonarnym). Sięgnięcie po niego i naciśnięcie magicznego przycisku powodującego wyłączenie blaszaka zajęłoby pewnie tyle samo, albo nawet i więcej, czasu co wykonanie dwóch kliknięć w Win7.

            W laptopie Win8 nadal nie jest dla mnie ok. Może kwestię przycisku jeszcze bym przebolał (chociaż po co zmieniać przyzwyczajenia, które się sprawdzają), ale fanem kafelków też nie jestem. Po jaką ciężką cholerę ładują mi zamiast szlachetnego Start jakieś głupie kafelki? To przecież nic innego jak drugi, nieco bardziej odpicowany pulpit. Niech zrobią interaktywny pulpit czy coś w tym stylu i zostawią klasyczne Start, wtedy będzie to miało rację bytu. W tym momencie jest to dla mnie tylko durna nakładka, która nawet nie poprawia jakoś szczególnie wygody w użytkowaniu systemu. Ba, wręcz przeciwnie, utrudnia całą zabawę.

          • tonieja

            Możemy zrobić zawody. Stawiam piwo, że zrobię to szybciej pilotem :) A jeszcze szybciej wciskając przycisk na obudowie. 

            Oczywiście kursor masz w pozycji neutralnej – gdzieś pośrodku pulpitu :) Co do kafelków – nie będę dwa razy pisał – odsyłam do mojej odpowiedzi na komentarz polo.

            Już mówiłem – odkurzacz i komputer to tylko sprzęty, nic szczególnego – włączamy je, używamy i wyłączamy, nie rozumiem tej durnoty zapoczątkowanej przez “możesz teraz bezpiecznie wyłączyć komputer”.

          • polo_tuc

            ok, mamy piątek tez mi się nie chce ostro walczyć.
             
            1. Mam jakąś tam frustrację bo zastanawiam się kto będzie się pasł na trupie M$ czy innego Dell’a i co będzie dla mnie oznaczac jako dla Klienta. Przecież nie drobne ssaki z gatunku open source.
            2. Heh, załóżmy, że rzeczywiście na Grastro średnia wieku wynosi 69 lat. I lubimy sobie ponarzekać. I mamy problem z obsługa kafelków. I twój wniosek z tego: kafelki są wygodniejsze. O’rly?
            Ale wyręczę cię w polemice: dokopałem sie stareńkiego raportu “The Wide Range of Abilities and Its Impact on Computer Technology” z 2003 m.in. są tam takie tezy:
            -  liczba osób w wieku 65-74 używających komputera zwiększy się 2,5 raza d o2013 roku (dot. USA)
            - liczba osób, która skorzystałaby na lepszych technologiach dostępu do danych/obsługi komputera (accessible technology) szacowana jest od 22 do 56 mln (tylko USA)
            - głównym problemem w obsłudze są kwestie wizualne 25% i sprawności obsługi 24? czyli klikanie w te kurde małe ikonki.
            nie jestem w stanie ocenić trafności tych prognoz, ale nie kłócą się z szersza wiedza socjologiczną i … zostały one wykonane na zlecenie M$ więc pewnie miały wpływ na ich politykę.
            I tu – dalej wyręczając cie w obronie „live tiles” – widzę sens w tych wielkich kolorowych dotykowych kwadratach.
            Microsoft obrońcą starszych i niepełnosprawnych? Tylko, że nie.  (Koniec wyręczania)
            Win8 wystartował dopiero kiedy docisnął ich rynek smartofonów i tabletów czyli sprzętu dla młodych, którzy mają dostateczna visual i dexterity skills żeby to obsługiwać, na ekranikach, których osoby 55+ nie obsłużą ze względu na zużycie własnego hardwaru. No i mamy system, który jest adresowany jak zawsze do „młodych, aktywnych, nieumiejących autexec.bat” Takich fajnych, nie zadających pytań, głodnych nowości na tyle, że są skłonni krytyków raczyć epitetami typu „stare baby” i „dinozaury”.
            Więc gdzie zysk? starzy i ślepi nie zyskują nic, wkrótce starzy i doświadczeni sporo tracą. A to ich zaspokojenie potrzeb byłoby rzeczywistym postępem.
            Rozumiesz, tonieja? rozumiesz, że naszym problemem nie jest niemożność znalezienia przycisku na obudowie? Na pewno rozumiesz.

          • tonieja

            Wyciągnąłem wniosek o wygodzie win8 z tego żeś stary dziad? Gdzie ja to napisałem? Pokaż mi to bo chcę uwierzyć że śnię :)

            Streszczając resztę: kafelki są OK, ale za późno wprowadzone bo będzie mały zysk dla M.

            A co mnie obchodzi ich zysk? Ja chcę wygodnego rozwiązania. Dostałem dziękuję. W końcu! Bo opensourcowe “drobne ssaki” już dawno przeszły tę drogę – patrz gnome3 i wielki żal linuxowych dinozaurów pt. “gdzie moje menu-start” – widzisz analogię? Tam działo się to parę lat temu, fajnie że i M. w końcu poszedł po rozum do głowy. A dinozaury… może ich jest sporo teraz ale wiesz co? One wymrą.

          • polo_tuc

            pisząc o zysku, miałem na myśli zysk takich userów jak jak, Carnage i inne marudy dla których kafelki to taki zysk jak przejście z 21-calowego monitora 4:3 na 21-calowy monitor 16:9. Wciskanie kitu.

            A co do wygodnych rozwiązań, to zalinkowałeś Leap Motion https://leapmotion.com/
            Naprawdę chcesz machać rękami przed kompem? Ale naprawdę? Powiedz szczerze bo jeżeli tak to ja cieszę, mam do dyskusji kogoś kto odbiera te przekazy, poważnie: 0% trollingu 9% obrazy 0% ironii. Chciałbyś tak odpalać muzykę, zamykać zakładki w Chromie, czy przełączać się między aplikacjami?

            Jak ci się ręce pomylą to kawa poleci nie na klawiaturę , ok 0,1% ironii :)

          • tonieja

            Już zamówiłem :)

            Zrozum, że machać rękami wcale nie trzeba :) Ruch twojego palca (każdego z osobna!) jest odczytywany z dokładnością w granicach mikrometra!)I tu właśnie wchodzą kafelki i podobne rozwiązania. Siądę sobie wygodnie,  pogrożę palcem komputerowi a ten już otwiera grastroskopię :)

            Rozumiem że jak z kimś rozmawiasz nie używasz gestykulacji bo boisz się że coś rozlejesz? Popatrz mi się ręce trzęsą a nie mam z tym problemu. Co więcej – uważam, że jest to bardzo naturalny sposób komunikacji, w połączeniu z głosem w końcu możesz ze swym kompem jak z człekiem… jeszcze tylko na piwo nie można skoczyć… może w win9? :)

            Proponuję obejrzeć sobie prezentacje tego projektu.

            Co do zysku waszego to już się wypowiedziałem – dinozaury wymrą i nikt nie będzie po nich (was) płakał. Klikajcie sobie w pasjansa na win95, ja będę sterowałem głosem, gestami i jak zechcę to i pośladkami :)

          • polo_tuc

            flejm się rozkręcił tak, że nie mogę już odpowiedzieć bezpośrednio pod twoim wpisem…

            Z tym mikrometrem (0,001mm) to popłynąłeś, musisz kurde uważać bo tu ludzie czytają ze zrozumieniem:

            1. Reklamy Leap Motion za 70$ trąbią o dokładności rzędu 0,01 mm. To 10 razy mniej większa miara niż mikrometr :D
            2. Przykłądowy dalmierz średniej klasy (np. Leica D8), za który trzeba zapłacić ok. 600-800 $ oferuje dokładność 1mm na odległościach mniejszych niż 10m. Czyli 1000 razy więcej niż sobie obiecujesz po Leap-ie… :D No ale ok, może to złe porównanie: laser do zestawu kamerek VGA, ok… porównajmy do bezpośreniej konkurencji: Kinect kosztuje 100$ i jego oficjalna czułość to 10mm. Leap, ot tak, za 70$ będzie 10000 razy dokładniejszy….

            3. Są zestandaryzowane sposoby oceny precyzji śledzenia obiektów: poprzez kąty Eulera. Mądrzy ludzie zmierzyli jak radzi sobie Kinect (Marker-Less Tracking Of Human Movement Using Microsoft
            KINECT) I co się okazało średnie błędy w ocenie kąta zgięcia rąk w łokciu i ramieniu były miedzy 7 a 50 stopni! A maksymalne błędy od 30 do 127 stopni! Ale co tam, najwyżej będzie się machać do skutku, nie? Jedne z wniosków badaczy dot. Kinecta:    although given limitations related to the speed of movement and large maximum errors, the system is unsuitable for work where substantial precision is
            required.
            Ach, ale zapomniałem, tańszy Leap to będzie co innego, 0,001 mm!

            puenta nr 1: mniej youtuba!
            puenta nr 2:link do lol-biogramów twórców Leapy https://leapmotion.com/leadership
            puenta nr 3:obrazek!

          • tonieja

            Też nie mogę pod twoim odpowiedzieć.

            Z mikrometrem nie popłynąłem. 10 um to wciąż ten sam rząd wielkości. Następny rząd to milimetry, kolejny to cm itd. Tak już się przyjęło że jeśli mierzysz coś z dokł. 10 um mówisz o mikrometrycznej dokładności. Jeśli w twojej branży jest inaczej to przepraszam za nieścisłość. Ale chyba jest to raczej dokładność mikrometryczna a nie milimetrowa co? 

            I tak, jest to znacznie lepiej niż w kinect, który służy do czegoś zupełnie innego – stąd większe FOV a mniejsza dokładność. 

            Autorzy jeszcze się nie pochwalili jakiej techniki użyli. Jak tylko zacznie się shipping (marzec) wszystko będzie jasne.

            Stąd twoje wnioski na temat prędkości obrotowej bębna pralki (leap) na podstawie średniej długości penisa w Mali (kinect) są durne.  

            No i rzeczywiście na coś takiego:

            http://www.youtube.com/watch?v=iR4qLfvHaII

            z kinectem nie masz szans :)

    • Zdzichon

      “Nie chcesz chyba wyłączać swojego życia!”

      hehehe dobre 

  • Kaplus

    Właściwie to miałem coś napisać w komentarzu na temat Win8, ale jak przypomniałem sobie minę kumpla gdy w markecie bawiliśmy się włączonymi laptopami z zainstalowanym nowym dzieckiem M$ i powiedziałem mu żeby jednego wyłączył… to chyba jednak sobie odpuszczę.

    PS. Virtua Fighter rządzi!

  • kornick

    tonieja mój koń mówi mi na ucho, że pitolisz jak kopnięty w zad wałach !!!!

    Proszę mi udowodnić w racjonalny sposób że WIELKIE KAFLE to

    1 Ergonomiczny sposób na użytkowanie myszą
    2 Wizualna rewolucja i nowa jakość w stosunku do tradycyjnych ikonek
    3 W dwóch słowach proszę o uzasadnienie wywalenia Menu Start z Windowsa

    Dalej. Zrób sobie panie kolego eksperyment. Kup sobie na targu znacznk laserowy i weź karteczkę A4/A5 imitującą monitor. Powieś ją na ścianie. Możesz sobie na nich narysować interfejs usera nawet z wielkimi kaflami. Użuj wyobraźni i pogestykuluj sobie siedząc, stojąc jak wolisz. Pomanipuluj nawet w bardzo ograniczony sposób ramieniem, rękoma, nadgarstkiem etc. Kiedy po 10 minutach OPADNĄ CI RĘCE ZE ZMĘCZENIE, zaczną drżeć itd. powrócisz do tandemu mysz and klawiatura.

    Albo nawet prościej! Usiądź przed komputerem w fotelu i unieś jedną rękę do góry. Wytrzymaj tak  zaledwie 10 sekund. Ciężko? Niewygodnie? Coś uwiera? NO WŁAŚNIE!!!!!!!!

    Takie bajery to w kinie SF

    Siedzę na koniu i jem kafle to znaczy wafle!

    • tonieja

      Ja się już w życiu wskaźnikiem namachałem więc eksperymentu robić nie muszę. Za to ty zrób: oprzyj łokcie na blacie i…. magia, możesz tak gestykulować nawet godzinami :) 

      Uważasz że wygodniej się rysuje myszką niż ołówkiem? Ciekawe… mam zgoła odmienne doświadczenie.

      Gesty to przyszłość nie tylko w rozrywce (przewijanie kafelków i obrazków z galerii) ale też w projektowaniu CAD i tworzeniu grafiki. Profesjonalny kontroler usprawniający robotę inżyniera to wydatek rzędu kilkuset euro (przynajmniej) podczas gdy taki leap motion to niecałe 100 dolarów (wysyłka do europy).

      Nawiązanie do kinecta jest chybione. Kinect ma ogromny FOV w porównaniu do leap ale za to żenującą dokładność pomiaru – to narzędzie służy do czegoś zupełnie innego.

      Odpowiadając na pytania:

      1) Jaką myszą człowieku? Mysz wrzuć do pudełka gdzie trzymasz komodorka i gramofon.

      2) Palcem łatwiej i szybciej trafię w kafelka niż ikonkę.

      3) Bezużyteczny bzdet.

      Nie mam menu start w tablecie (android) ani linuxie (gnome3) a ergonomia tych narzędzi jest o niebo lepsza niż win7/winxp.

      Smacznego wafla. To znaczy kafla :)

      • polo_tuc

        @357a20e8c56e69d6f9734d23ef9517e8:disqus .(…) Profesjonalny kontroler usprawniający robotę inżyniera to wydatek rzędu kilkuset euro (…)
           link albo google hint dawaj

        • tonieja

          http://3dkontroler.pl/Produkty/spacepilot-pro

          Prostsza wersja:

          http://3dkontroler.pl/Produkty/spaceexplorer

          Kiedy robiłem jeszcze w CAD były nawet droższe… A rynek wtórny praktycznie nie istniał (jakieś 5 czy 7 lat temu).

          Oczywiście znajdziesz tańsze protezy ale… próbowałem kilku i niestety już wolę zwykłą myszkę.

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Własnie miałem o tym napisać. W czasach gdy pracowałem w studio zajmującym się typowo grafiką 3D, nasz szef postanowił być bardzo trendy, wykazać się otwartym umysłem i innowacyjnością i zakupił nam takie własnie urządzenia.

            Pan na przepięknym filmiku instruktażowym rozpływał się wręcz w ochach i achah, jakie to niesamowite, precyzyjne i wygodne urządzenie i że dosłownie każdy, ale to każdy przyzwyczai się do operowania nim w przeciągu 3h i już nigdy nie będzie chciał wrócić do myszy. Efekt był taki, że po 6h udręki i niemożności wykonania najprostszej operacji, wszystkie te uber rozwiązania jak jeden mąż wylądowały w szafie, a my z niekłamaną ulgą chwyciliśmy za swoje wysłużone klawiatury i myszki.

            Morał jest taki, że pewne rozwiązania, nawet jeżeli są archaiczne, sprawdzają się w praktyce o wiele lepiej niż wszystkie te nowatorskie duperele.

          • tonieja

            Nie wiem jak to jest np. przy blenderze czy 3ds ale w CAD’owskich się sprawdzają znakomicie niektóre z tych kontrolerów. Ale wszystkie które i u mnie wywołały “och-ach” były niestety absurdalnie drogie :/

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Wiesz, pewnie gdyby zagryźć zęby i walczyć z tym do upadłego, to człowiek pewnie by się i przyzwyczaił, tylko pytanie po co, skoro starsze rozwiązanie jest o niebo wygodniejsze, szybsze i wszyscy je doskonale opanowali. To samo tyczy się własnie “kafelek”. Postęp nie opiera się na wtłaczaniu butem nowinek, które są mniej praktyczne od swych poprzedników i których nikt w zasadzie nie chce.

          • tonieja

            Dobrze że nie mówiłeś tak przy nauce tabliczki mnożenia i jednak przygryzłeś zęby ;p

            Widzisz, każdego narzędzia trzeba się nauczyć a nauka jak wiadomo boli. W przypadku kontrolerów – efekty są wymierne (przynajmniej jeśli chodzi o CAD), po kilku dniach katorgi stajesz się o wiele efektywniejszy. Na dłuższą metę inwestycja tych kilkuset euro może okazać się opłacalna. Takie jest moje zdanie po kilkuletnim doświadczeniu w tej branży.

            Wracając do ogólnych rozważań – każda nowość boli – i dlatego windows był zawsze daleko w tyle – po to aby przejście dla dinozaurów było jak najmniej bolesne. Niestety po kilku (nastu) latach okazało się że M ma łapę w nocniku i potrzebne są radykalne kroki. Za to brawa. Szkoda że zostawili furtkę dla dinozaurów i teraz każdy win8 wygląda jak win7.

            OK, w ostatnim zdaniu zażartowałem sobie bardziej niż zwykle ;)

  • Umlitumpli

    Windows 8 jest okay jak się włączy pulpit wtedy ma to ręce i nogi. Kafelki są słabe.

    Popieram że Win7 jest okay a XP to system dekady

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    “..Dobrze że nie mówiłeś tak przy nauce tabliczki mnożenia i jednak przygryzłeś zęby ;p…”

    Nie rozumiem analogii.

    • tonieja

      Tabliczka mnożenia to narzędzie które powinieneś opanować ale nie musisz. Tak samo z kontrolerem. 

      Przed rozpoczęciem nauki jesteś w tym samym miejscu – jacyś ludzie (rodzice) wmawiają ci że to potrzebne ale ty myślisz – po co się męczyć? Po co mi tabliczka mnożenia do zabawy resorakami? Po co mam “zagryźć zęby i walczyć z tym do upadłego” ?

      Później może (choć nie musi) się okazać że jednak warto było nabyć tą wiedzę bądź umiejętność. Tak jest ze wszystkim w życiu. Nauka to ból. Tworzenie to ból jeszcze większy. Pewnie coś o tym wiesz.

      • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

        Skoro już się tak uparłeś na ten przykład, to imo powinno być tak: Znajomość tabliczki mnożenia to nie narzędzie ale cel sam w sobie, a dojść do tego celu możesz przy wykorzystaniu drogi łatwiejszej, lub trudniejszej. Nie rozumiem dlaczego mam korzystać z drogi trudniejszej skoro jest inna – dla mnie wyraźnie prostsza. Teraz analogia jest nieco bardziej czytelna. Dlaczego mam wykonywać daną czynność sposobem, który dla mnie jest wyraźnie trudniejszy. To, że ktoś zza miedzy wymiata dzięki temu trudniejszemu sposobowi, wcale nie znaczy że musi być on dla mnie wygodny. Ja też wymiatam – swoimi metodami.

        O to mi właśnie chodzi. Postęp, jeżeli o nim w dalszym ciągu mówimy (po 20tu postach zaczynam się zazwyczaj gubić) nie może opierać się na wdrażaniu na siłę technologii, które ludziom po prostu utrudniają pracę/życie, bo skoro większość użytkowników doszła do identycznych, negatywnych wniosków, to chyba coś z tym rzekomym postępem jest nie halo.

        Poza tym postęp, technicznie rzecz biorąc, to zmiana na lepsze, a o tym co jest lepsze czy gorsze decydują nie wynalazcy a użytkownicy. Przynajmniej powinni decydować.

        • tonieja

          Nieprawda. Tabliczka mnożenia to właśnie narzędzie. Tak samo jak kontroler czy młotek. Narzędzie nie musi mieć wymiarów i masy. Możesz używać do swych celów tabliczki mnożenia, umiejętności całkowania jak i myszki. Możesz mnożyć używając pudełka zapałek – to jest inne narzędzie. Opanowanie tabliczki mnożenia jednak ułatwia ci dotarcie do celu a nie jest celem samym w sobie.

          Co do kontrolera znowu – też byłem sceptyczny bo “wymiatałem myszą” jednak po kilku dniach okazało się że można wymiatać bardziej :) Trzeba tylko “zagryźć zęby” i nauczyć się tej tabliczki mnożenia ;)

          No i znowu – nie jest to zasada. Jeśli ktoś ci wciska kij od miotły jako rewelacyjny kontroler do gier powinieneś być sceptyczny, ale… najpierw sprawdź :)

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            No widzisz. Toż my sprawdzili. W sześć osób jeżeli się nie mylę. Jakby to powiedzieć – wynik był 6:0, a to o czymś już świadczy.

          • tonieja

            No możesz nawet całkować dodając na palcach ale jeśli chciałbyś dostać robotę jako inżynier musiałbyś jednak nauczyć się skuteczniejszych metod :) I tylko o to mi chodzi :)

            No i że jest 6:0 to o niczym nie świadczy. To tak jakby wygłosić przemówienie pt. “wszyscy ludzie to geje” w klubie homosi :) Tam będzie nawet 100:0 i co? :) 

            Przecież to jest portal założony przez dinozaurów dla dinozaurów ;p Nie spodziewam się tu zrozumienia dla nowych technik komunikacji z maszyną :)

  • kornick

    ale gorąco jak kiedyś na Valhalli :)

  • polo_tuc
  • ash_22

    David Kelsen też się nie mógł schować przed Windows 95

    Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to człowiek z Microsoftu.

    - To znowu ty? – jęknąłem

    - Przykro mi – powiedział pokornie – wiesz, dlaczego tu jestem.

    Owszem, wiedziałem.Kosztująca 300 milionów dolarów kampania promująca
    Windows’95 miała być tak efektywna, żeby przekonać każdego człowieka na
    planecie, że Windows’95 jest niezbędną, niemalże integralną częścią
    życia. Problem w tym, ze nie wszyscy go kupili. A dokładniej – ja go nie
    kupiłem. Byłem Ostatnim Człowiekiem Który Nie Miał Windows 95. A teraz
    ten karzełek z Microsoftu stał w drzwiach i nie przyjmował do wiadomości
    odpowiedzi przeczącej.

    - Nie – powtórzyłem raz jeszcze.

    - Dobrze wiesz, ze nie mogę się na to zgodzić – odparł beztrosko.

    Wyciągnął z teczki pudełko z Win’95. – No dawaj… tylko jedna kopia. To wszystko, o co prosimy.

    - Nie jestem zainteresowany – powiedziałem. – Słuchaj, czy przypadkiem
    nie ma kogoś innego kogo mógłbyś trochę pomęczyć? Musi być jeszcze ktoś
    bez Windows’95.

    - Przykro mi, ale… nie! – stwierdził człowiek z Microsoftu. – Jesteś jedyny.

    - Chyba nie mówisz poważnie. Nie każdy na planecie ma komputer, a już na
    pewno nie każdy, do cholery, ma Peceta! Jedni mają Macintosche, inni
    pracują pod OS/2, chociaż to ostatnie to tylko

    pogłoska… Są ludzie, którym Windows’95 jest kompletnie niepotrzebny.

    Człowiek z Microsoftu wyglądał na zdezorientowanego.

    - Nie rozumiem o co ci chodzi?

    - Użyteczność! – wrzasnąłem – Po cholerę to kupować, skoro nie można tego używać!?

    - No cóż… Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tą użytecznością –
    stwierdził gość z Microsoftu – Jedyne co wiem to to, że według naszych
    notowań wszyscy inni mają kopie.

    - Ludzie, którzy na oczy nie widzieli komputera?

    - Mają.

    - Indianie znad Amazonki?

    - Musieliśmy zaszczepić się przeciwko malarii, ale załatwiliśmy to.

    - Amisze?

    - No jasne.

    - Co ty? – zdziwiłem się. – W jaki sposób namówiliście ich do kupna tego systemu?

    - No wiesz, oni nie lubią przeciągów i wmówiliśmy im, że w tym pudelku
    jest 95 małych okienek. Chyba skłamaliśmy – zasmucił się karzełek.
    pewnie każdy pracownik Microsoftu pójdzie do piekła. No, ale nie o to
    chodzi – ożywił się – problem w tym, ze wszyscy mają już

    kopię… Oprócz ciebie!

    - I co z tego? – spytałem – Jeśli wszyscy skaczą w przepaść to nie znaczy, że ja też mam skakać.

    - Jeśli wydaliśmy 300 milionów na reklamę to tak! Absolutnie tak!

    - Nie ma mowy!

    - Jezu, znowu do tego wracamy – powiedział Microsoftowiec – Wiesz co?
    Dam ci kopie. Rozumiesz? DAM! Zupełnie za darmo. Po prostu ją weź i
    zainstaluj na swoim sprzęcie – pomachał przede mną pudełkiem.

    - Nie – jego upór zaczynał mnie już męczyć – Bez obrazy, koleś, ale ja
    tego nie potrzebuję. I jeszcze jedno. Zwykły system operacyjny
    reklamujecie niemal jak antidotum na wszystkie troski tego świata.
    Zupełnie jakby zainstalowanie Windowsów tworzyło światowy pokój, ład i
    porządek.

    - Bo miało tworzyć.

    - Przepraszam?

    - Światowy pokój. Oryginalny projekt to zakładał. Naprawdę. Jedna ikonka
    i załatwione – koniec walk, głodu, korupcji, i mafii. Proste,
    nieprawdaż?

    - Więc, co się stało?

    - Cóż… Wiesz… To zajmowało dużo miejsca na twardym dysku.

    Musieliśmy wybrać między tym, a siecią Microsoft Network. Zresztą
    nie bardzo wiedzieliśmy, jak ciągnąć zyski ze światowego pokoju.

    - Spadaj.

    - Nie mogę. Zabiją mnie jeśli zawiodę – wyjaśnił.

    - Kpisz sobie ze mnie?!

    - Słuchaj – powiedział – sprzedaliśmy to Amiszom. Amiszom, rozumiesz?
    Teraz otwierają pudełka i i dochodzą do wniosku, że ich oszukaliśmy.
    Zostaniemy zaszlachtowani jeśli kiedykolwiek pokażemy się w Zachodniej
    Pensylwanii. Jednak zrobiliśmy to. Teraz tylko TY nas wstrzymujesz. To
    jest upokarzające. Upokarzające dla mnie. Upokarzające dla firmy.
    Upokarzające dla produktu. To jest upokarzające dla Billa!

    - Przecież nic nie obchodzę Billa Gatesa.

    - On właśnie na ciebie patrzy – człowiek z Microsoftu nerwowo spojrzał w
    niebo – Pożyczył jeden z tych wojskowych, szpiegowskich satelitów.
    Specjalnie na tę okazję. Ma także jeden z tych laserów, wiesz, o dużej
    mocy. Zamkniesz za mną drzwi, bach, i jestem kupką szarego popiołu.

    - Nie zrobiliby tego – powiedziałem – Mógłby przez przypadek zniszczyć tę kopię Windows.

    - Bill jest całkiem niezły w obsłudze tego lasera – karzełek z
    Microsoftu wyraźnie się denerwował – Dobra, miałem tego nie robić, ale
    nie pozostawiasz mi wyboru. Jeżeli weźmiesz tę kopię Windows, hojnie cię
    wynagrodzimy. Damy ci wyspę na Karaibach. Może być Montserrat?

    - Straszna. Tam jest okropny, aktywny wulkan.

    - Tylko jeden i w dodatku malutki.

    - Słuchaj – rzekłem – Gdybyś mnie przekonał żebym wziął tę kopię, co
    zrobilibyście wtedy? Mielibyście cały rynek opanowany. To byłby koniec,
    żadnych nowych światów do podboju. Co byście robili?

    Człowieczek z Microsoftu wyciągnął inne pudełko ze swojej torby i podał mi je.

    - Windows’95… dla zwierząt?!?!?

    - Jest przecież bardzo dużo zwierząt domowych – powiedział.

    Szybko zamknąłem drzwi.

    Dobiegł zza nich dźwięk lasera, skowyt, a potem była tylko cisza…

    • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

      Zajebiste :)