web analytics

«

»

Po co mi taki Xbox 720?

Znowu Kinect?

Od jakiegoś czasu po sieci krąży pewna prezentacja, która rzekomo wyciekła z Microsoftu. Kilkudziesięciostronicowy dokumencik przedstawia plany giganta z Redmond dotyczącej nowej konsoli. Do premiery Xboksa 720 jeszcze co najmniej rok, a ja już wiem, że nie jestem nim zainteresowany.

Wypada zaznaczyć, że ciągle nie wiadomo czy ta prezentacja to real deal. Istnieje taka możliwość, że to zwykła podróbka i czyjś dowcip, ale musi być w tym spore ziarnko prawdy patrząc na to, jak poważnie do sprawy podszedł Microsoft. Prawnicy MS ścigają strony, które trzymają na swoich serwerach słynny dokument. W Redmond starają się ze wszystkich sił by wymazać go z sieci. Ale wszyscy wiemy, że w Internecie nic nie ginie. A szkoda, bo gdyby te felerne slajdy szybko wyparowały, nie miałbym (jeszcze) na co narzekać. Mleko się jednak rozlało, a ja mam dwa powody, dla których Xboksowi 720 mówię stanowcze STOP!

… a on odpowiada mi „hande hoch!”. Innymi słowy – po pierwsze Kinect. A właściwie Kinect 2, bo gdy nowa konsola zadebiutuje w 2013 roku, razem z nią na rynek ma trafić także ulepszona wersja kamerki. Będzie miała różniaste bajery, obsługę jednocześnie nawet 4 graczy, poprawiony mikrofon, lepsze wyczuwanie głębi przestrzeni. Gra ma być też możliwa w mniejszych pomieszczeniach (będą dodawać siekierę do skracania rąk? — przyp. Coppertop). Do tego w 2014 mają się pojawić okulary Fortaleza, urządzenie w jakiś sposób łączące w sobie zalety googlowskiego Project Glass i Kinecta. Super – dobrze, że Microsoft rozwija swoją flagową technologię. Ale jeżeli to jest jednym z głównych punktów prezentacji omawiającej X720, to znaczy, że tak jak przez ostatnie 2 lata w przypadku Trzystasześćdziesiątki, to właśnie kamerka z czujnikiem ruchu będzie clou programu. A ja już mam dość. Wybaczcie bezpośredniość, ale rzygam Kinectem. Rzygam tym, że najważniejszą cechą każdej nowej gry zapowiadanej na Iksa jest to, że można zrobić hande hoch i cośtam się stanie. Albo że można krzyknąć do wbudowanego w kamerkę mikrofonu i stanie się jeszcze co innego. Nie chcę też więcej tanecznych Gwiezdnych Wojen (w ogóle nie chcę Gwiezdnych Wojen, bo ich nie cierpię, a co dopiero z jakimiś wygibasami!) i innych Kinectimals. Wiem, to stara śpiewka, ale cóż poradzę, że cały ten szał na motion control zupełnie mnie omija? Widziałem, sprawdzałem, nie bawi mnie to. Dawać mi pada (a ja wolę klawiaturę… — przyp. Coppertop).

O to posunięcie jednak do Microsoftu nie mam pretensji. Ja mogę sobie na kinectowe badziewia narzekać, ale pomysł ewidentnie chwycił. To się sprzedaje. Kinect to bardzo udany projekt i absolutnie nie może dziwić, że Ballmer i spółka ciągną to dalej i stawiają motion control w centrum uwagi. Dlatego zdecydowanie bardziej bulwersująca jest dla mnie sprawa grania w chmurze, o której też trochę napisano w tej nieszczęsnej prezentacji. Otóż okazuje się, ze MS chce by Xbox 720 był już ich ostatnią konsolą. Albo przynajmniej jedyną na kolejną dekadę. Żadnych więcej drogich upgrade’ów sprzętu, kupowania nowych maszyn za setki dolarów. W zamyśle super, ale ze zrealizowaniem tego zamysłu już tak super nie będzie. Chodzi bowiem o to, by do 2015 roku wszystkie najważniejsze usługi, a więc także gry, przenieść do chmury. I nagle to „nigdy więcej zakupów sprzętu” przestaje wyglądać tak różowo. I owszem, sprzętu nie kupię. W ogóle. Bo nie będę miał jak na nim grać.

Sprawa jest prosta. W Polsce nie ma infrastruktury sieciowej na to, żeby cloud gaming miał sens. I na pewno nie będzie jej jeszcze za 3 lata. To samo na dobrą sprawę tyczy się większości Europy. Nawet jeśli na zachodzie telekomunikacja ma się lepiej, to nie na tyle, by przeciętny obywatel mógł sobie streamować grę nowej generacji w Full HD w 60 klatkach na sekundę. W Stanach Zjednoczonych na dzień dzisiejszy też nie jest z infrastrukturą sieciową różowo, ale to się może szybko zmienić, bo niedawno ruszyła rządowa inicjatywa US Ignite. Wielkie korporacje IT, ponad setka start-upów, administracja lokalna – wszyscy łączą siły by kraj Wuja Sama, hamburgerów i kurczaków z Kentucky stał się także krajem błyskawicznego Internetu. Czyli nowy Xbox będzie jeszcze bardziej nastawiony na lokalny rynek. Cóż, najwyraźniej nie dla psa kiełbasa, ale może chociaż do 2015 roku wyjdziemy z grupy na jakimś piłkarskim turnieju?

Teraz rozumiem. To zielone to nie symbol on/off, tylko środkowy palec, pokazany mi przez MS (fot. Wiki Commons)

Dwa powyższe problemy, jak dla mnie, nowy sprzęt z Redmond dyskwalifikują, ale jeśli wam nie przeszkadzają, to macie powody do mruczenia, bo cała reszta prezentuje się bardzo smakowicie. X720 ma być od swojego poprzednika przynajmniej sześciokrotnie mocniejszy. Do tego powinien zostać wyposażony w Blu-ray, wspierać rozdzielczość 1080p i 3D. Do tego Microsoft chce uczynić z nowego Iksa prawdziwe domowe centrum rozrywki. Jedyny sprzęt, jakiego poza telewizorem będziecie potrzebować w salonie. Pełna integracja z Windowsem 8 i jego mobilną wersją. Netfliksy i inne bajery (tak, tak, też tylko dla USA, ale w końcu musi trafić też do Europy!). Streaming multimediów pomiędzy własnymi urządzeniami i od usług zewnętrznych. Microsoft projektuje cały ekosystem i temu pomysłowi można jedynie przyklasnąć.

I to wszystko za 299 dolarów. Elegancko… mogło być. Ale może jednak zdarzy się cud i zapowiedzą na to jakieś gry, których głównym ficzerem nie będzie współpraca z Kinectem? Czekam.

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Myślę, że M$ doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że cloudgaming nie przyniesie tyle zysku co sprzedaż pudełkowa czy cyfrowa. Przynajmniej nie w przypadku kolejnej generacji konsol. Jeżeli pójdą w tę stronę to myślę, że będzie to jedynie opcja, swoiste przetarcie szlaku na przyszłość, a gry będzie można odpalać lokalnie tak czy siak.

    Teraz tylko pytanie, czy kolejna mocna konsola jest tak naprawdę opłacalną dla nich  sprawą. Sprzęt będzie drogi (nie wierzę zbytnio w cenę podaną w arcie), produkcja gier pod taką konsolę również będzie dużo droższa, a przecież badania dowodzą, że obecne ceny gier to już maksimum tego, co klient jest w stanie zapłacić. Wprawdzie powstają nowe technologie, upraszczające w pewnym stopniu tworzenie gier, ale przy takim wzroście mocy sprzętu nie nadążają za potrzebą.

    Osobiście jakoś tego specjalnie nie widzę.Jedno jest pewne, M$ straszliwie ciśnie na Kinecta i jestem prawie pewien, że kolejna zabawka ze stajni z Redmond, nieważne jak będzie potężna, będzie swego rodzaju dodatkiem do kamerki. Ironiczne co nie? Niedawno ludzie dokupowali gadżet do swoich konsol, a w przyszłości bardzo prawdopodobne, że będą kupować gadżet, do którego dostaną konsolę…Moim zdaniem w tą właśnie stronę pójdzie cała para M$. Nie gigamoc samej maszyny, tylko krocie sprzedanych urządzeń śledzących małpie podskoki. Wszystko oczywiście zintegrowane poprzez M$Glass z twoim TV (oczywiście3D), zestawem 7+1, Zunem, windowsem8, tosterem i sraczem.

  • Henio

    Jedna zaleta grania w chmurze bedzie taka, ze moze piractwo sie zwalczy. Natomiast same konsole moga rzeczywiscie zanikac, moga byc wbudowywane w telewizory, czesc telewizorow ma juz takie interfejsy i jest podlaczona do internetu, wiec odpalanie tam gier jest mozliwe. Tylko ze infrastruktury nie ma rzeczywiscie wystarczajacej.

  • wujo444

    Aż taka chmura zła? Wydaje mi się że tam, gdzie celują korporacje (młodzi mieszkańcy miast) infrastruktura internetowa to nie problem. Dość łatwo można dostać 10 Mb/s, w zupełności wystarczające do grania w 720p. Problemem jest ping, ale tego nie da się wyeliminować inaczej, niż budując serwerownie bliżej siedlisk. I to będzie prawdziwym problemem dla Polaków, bo dziś pograć w OnLive czy Gaikai się da, ale opóźnienia związane z używaniem brytyjskich serwerów są odczuwalne.

    Wizja Kinecta 2 mnie nie przeraża. Nie ma nic gorszego, niż tańczący imperator :(

    • Raxoz

      ZŁA bo nie chcę mieć konsoli która po odcięciu netowego kabla staje się 100% szmelcem nie do użytku

      • wujo444

        Prąd też może wysiąść, a jakoś nikt nie kupuje własnego generatora, żeby zasilić lodówkę, tv, pralkę itp. Prędzej czy później internet będzie równie podstawową instalacją, co elektryczność czy wodociąg.

        • Kaplus

          Wierz mi, że są tacy. Internet będzie podstawową instalacją raczej później niż prędzej. No i przede wszystkim na chwilę obecną jest dużo bardziej zawodny niż np elektryczność, a to też niemały problem.

          • wujo444

            Zwłaszcza że ostatnio w ciągu 48h prąd mi padał chyba z 8 razy, z czego 4 razy na ładnych parę godzin. W podobnym okresie net padł raz..

          • Kaplus

            No dobra, wyjątki się zdarzają. Na to nie mam żadnej ciętej riposty.

          • wujo444

            Widzisz Kaplus, dla M$ te kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy Xboxów na polskiej wsi to jest właśnie wyjątek. W ogólnym rozliczeniu jest to tak mały promil, że nie warto się nim przejmować.

            PS: Może się mylę, ale większość naszej sieci energetycznej pamięta jeszcze głęboki PRL, natomiast linie telefoniczne montowano już w III RP. Chyba bliżej nam do katastrofy energetycznej (Szczecin anyone?), niż telekomunikacyjnej…

          • Kaplus

            Z M$ przyznaję 100% racji. O to, że Microsoft zbiednieje chyba nie musimy się martwić. Miałem raczej na myśli, że to może wyjść na złe dla nas – graczy.

            Jeśli chodzi o sieć energetyczną (mogę się mylić, to nie jest moja specjalność) to starzenie materiałów raczej nie powinno mieć póki co aż takiego znaczenia. Przynajmniej nie takie jak np. w mechanice. Jeśli zaprojektowano i wykonano wszystko w miarę dobrze to jeszcze przez długi czas nie powinniśmy się o to martwić. Jeśli uda się jeszcze wybudować elektrownię jądrową (no i oczywiście będą o nią dbać) to z energetyką nie będzie tak źle u nas.

          • wujo444

            Rzecz w tym, że jesteśmy na skraju “póki co”. Mamy stare elektrownie, stare transformatorownie i stare kable. http://www.wiadomosci24.pl/artykul/polska_energetyka_na_tle_europy_8211_stan_dzisiejszy_i_223185.html Poczytaj sobie choćby tutaj. Atom? Nawet jeśli w końcu przejdzie, to zanim go uruchomią, dorobię się dzieci, jeśli nie wnuków… A mówi się o jednym bloku, gdy potrzebujemy prawdopodobnie kilku.

          • Kaplus

            Poza tematem naszych starych elektrowni: właściwe to katastrofa telekomunikacyjna może być powiązana z katastrofą energetyczną. Bez prądu nie będzie przecież internetu. Cały problem można sprowadzić do jednego krótkiego stwierdzenia – bez prądu nie ma w ogóle grania, bez internetu nie ma tylko grania z internetem związanego. Każda gra z trybem single player powinna mieć możliwość grania offline. To jest dbałość o dobro i wygodę klienta. Skoro można to powinno się z takiej opcji korzystać, a że sytuacja na chwilę obecną wygląda inaczej to temat na kiedy indziej.

            Wracając do elektrowni, dzięki za artykuł. Dodam od siebie, że nie wszystko jest tak przerażające jak to starają się opisać. Jeśli jakieś urządzenie ma 50 lat i przekroczony został trzykrotnie nominalny czas prac to nie oznacza, że za chwilę się rozleci. Zwłaszcza, że nie wiemy pod jakim obciążeniem pracowało, w jakim jest obecnie stanie technicznym i jakie naprawy były na tym przeprowadzane. Jeśli to stara ruska technologia to pewnie wytrzyma i pięciokrotne przekroczenie (i to o dziwo nie jest żart). Problemem jest, że zbliżamy się do – tak jak napisałeś – na skraju “póki co”. Nie jest jeszcze dramatycznie, ale jeśli ci na rządowych stołkach się nie ogarną to może być.

          • Coppertop

            Widzisz, Kaplus, to jest wszystko kwestia perspektywy. Np. Cormac o graniu w chmurze może zapomnieć, podczas gdy ja chciałbym tylko, żeby OnLive było normalnie dostępne w Polsce i działało pod Linuksem…

          • Kaplus

            Wiadomo, niektórzy nawet twierdzą, że wszystko jest względne. Ja też osobiście mogę na chwilę obecną o graniu w chmurze zapomnieć. Wyjdę nawet o krok dalej i powiem, że dla mnie jest to rozwiązanie, którego nie zaakceptuję. Czasami jestem w miejscach gdzie dostępu do internetu nie mam, albo jest on bardzo ograniczony, więc granie w chmurze najzwyczajniej nie jest dla mnie. Ale wracając do poprzedniego tematu i wrzucając na widelec najbardziej widoczne ekstremum: ilu tutaj obecnych nie może grać z powodu braku prądu, a ilu z powodu braku lub słabego dostępu do internetu? Poza tym mogę się założyć (bo rzetelne statystyki raczej ciężko będzie znaleźć), że to właśnie internet na chwilę obecną jest w Polsce bardziej awaryjny niż dostawa prądu.

            Do tego jeszcze dochodzi problem niezależności, o którym wspominał Raxoz. Nawet Steam nie jest dobrym rozwiązaniem i o tym ostatnio się przekonałem. Póki mamy kopię na dysku lub płycie i możemy odpalić Steama w trybie offline jest dobrze. W przeciwnym wypadku wszystko się zaczyna sypać i jesteśmy uzależnieni od dostawców internetu/Steama, a to już nie jest fajne. Ja jako człowiek lubię (w granicach zdrowego rozsądku) decydować o swoim losie i być niezależny.

            Nie twierdzę, że granie w chmurze jest złe, bo ma swoje korzyści. Uważam po prostu, że nie jest dobre i dlatego w pewnym stopniu jestem przeciwnikiem takiego podejścia do tematu.

          • Coppertop

            Ja jako człowiek lubię (w granicach zdrowego rozsądku) decydować o swoim losie i być niezależny.

            Wiesz, w ten sposób możemy też dojść do wniosku, że przy fizycznym nośniku jesteś uzależniony od płyty, która może się popsuć lub zaginąć, i od napędu. Zanim powiesz, że sprowadzam sprawę do absurdu — częściej miałem problemy z fizycznym nośnikiem niż z zainstalowaniem gry ściągając ją ze Steama. Ty mówisz o swoich doświadczeniach, ja o swoich.

            Nie mówiąc o tym, że Ty lubisz decydować o swoim losie, a developerzy i wydawcy lubią decydować o swoim. Chmura daje im tę możliwość, ale niestety większość ludzi nie bierze tego pod uwagę, bo podczas gdy nasza wolność jest dla nas w centrum uwagi, wolność developerów i wydawców obchodzi nas troszeczkę mniej, bo przecież ich wolność wiąże się wyłącznie z obdzieraniem nas z kasy (co jest poniekąd prawdą).

            Powyższe nie oznacza, że chcę być obrzucany DRM-em, ale chmura to co innego. Dla wielu ludzi takie rozwiązanie byłoby zwyczajnie wygodniejsze i bardziej elastyczne.

            Ja osobiście swoje zdanie o chmurze już kiedyś wyraziłem, więc się nie będę powtarzał, ale to naprawdę jest kwestia perspektywy. Poza tym, nie oszukujmy się, jeśli chodzi o internet (pomijając kwestie, nazwijmy to, ideologiczne), to powinniśmy raczej domagać się lepszej jakości łącz, a nie tego, aby firmy nie szły w kierunku maksymalnego wykorzystania Internetu. Po pierwsze dlatego, że przydałoby się jednak równać w górę niż w dół, a po drugie dlatego, że szybciej wyprosisz porządne łącze od orange/netii/whatever niż zmianę planów od Microsoftu.

          • Kaplus

            Fajnym rozwiązaniem byłoby to co serwuje nam m.in. Deus Ex (nośnik + dodanie gry na steamie), gdyby nie dwa szczegóły. Pierwszy i drobny – chciałbym zainstalować sobie grę kiedy chcę, jak chcę i gdzie chcę, ale niestety głupia aktywacja przez internet mi na to nie pozwala. Wkurzające, ale to jestem jeszcze w stanie przeboleć. Najgorszy jest drugi, przeogromny dla mnie problem, występujący głównie po aktualizacjach. Po jaką ciężką cholerę muszę się logować na konto Steam (nawet jeśli pomiędzy aktualizacjami jest to jednorazowy wymóg) jeśli chcę pograć w trybie offline?! Miałem już raz taką sytuację, że przed wyjściem z domu zaktualizował mi się Steam. Niestety nie miałem czasu (a nawet o tym nie pomyślałem) żeby bawić się z trybem offline, bo zwyczajnie spieszyłem się na pociąg. W pociągu “lekko się zdenerwowałem” gdy chciałem odpalić coś ze Steama w trybie offline i za każdym razem chciało się zalogować na konto online. Dziwne, że nikt nie dokonał jeszcze zamachu na siedzibę Valve za coś takiego. Steam ogólnie jest super, ale ten jeden szczegół mnie w nim strasznie drażni. Skoro są możliwości korzystania z obu dróg (fizyczny nośnik i internet) to powinno się tak robić, a nie ograniczać się tylko do jednego, albo na siłę pokazywać kto tu ma władzę.

            W przypadku chmury doceniam jej zalety, zwłaszcza te wspomniane przez Ciebie. Jako usługa to świetna rzecz, jednak jako główna platforma już niebardzo. Z całą resztą się w pełni zgadzam.

        • Raxoz

          Czyli nie przeszkadza ci, że nic nie będziesz miał fizycznie i tylko od kaprysu drugiej strony będzie zależało czy możesz sobie np. pograć?

          W takim razie życzę Ci przyszłości w której nie odpalisz edytora tekstu bo zostałeś zbanowany przez uber-admina.

          • wujo444

            Czyli nie masz konta w banku, bo tylko od ich kaprysu zależy, czy możesz skorzystać z własnych środków? Nie kupujesz wersji cyfrowych gier, ebooków, aplikacji na telefon, bo nie mają wersji fizycznych?

          • Raxoz

            Podawanie za przykład systemu bankowego jest cokolwiek dziwne bo twoja cyfrowa dystrybucja oprogramowania to przy tym systemie cyfrakowy żłobek o ile w ogóle można takie analogie robić.

            Mi nie przeszkadza cyfrowa dystrybucja tylko problemy jakie razem z nią idą. Mówisz, że prąd ci wyłączają ok? Co z tego? Jaka tkwi w twoim rozumowaniu logika, że skoro prąd ci gaśnie to i nie przeszkadza ci cyfrowa dystrybucja, którą też ci mogą odciąć jak będą kłopoty z netem itd?

            To tak jak w tym kawale co Franek na alkoholowej bibie u Jacka zwymiotował w kąciku, a potem gospodarz pozwolił zarzygać pozostałe kąty bo już i tak śmierdziało.

            Dla mnie digitalizacja to koniec intymności. To już nie jest moja gra. To usługa z którą się łącze, która może bez mojej winy się zlagować bo serwery u TAMTYCH nie wyrabiają, albo można mnie wyłączyć bo konserwacja w toku. To nie są moje wymysły. Tak to działa np w Diablo3.

            Jeśli takie coś ma być nagminne to dziękuję bardzo

          • Siergiej

              Dotknąłeś sedna problemu. Gry, przez chmurę, przejdą z produktów w usługi. A czy to źle czy dobrze? Czas pokaże :)

          • Coppertop

            To już nie jest moja gra

            To nigdy nie była Twoja gra, ona zawsze należała do wydawcy. Ty płaciłeś za prawo do grania, które w każdej chwili może Ci zostać odebrane. W tej materii się nic nie zmienia, kompletnie nic. W pewnym sensie przejście w chmurę oznacza jedynie urealnienie zapisów licencji.

          • Raxoz

            kwestia interpretacji prawa. Jak niby ktoś może mi odebrać fizycznie ;) prawo do grania w moje stare gry na PS2  które mam na płycie?

            W nocy do drzwi załomocą?

            Bo dzięki cyfrakowości nie muszą łomotać, nie muszą nawet pukać ;P

          • Coppertop

            Mnie osobiście to, że nie będę miał fizycznego nośnika kompletnie nie przeszkadza. Już teraz staram się kupować gry raczej na Steamie niż w pudełkach. Oczywiście to nie to samo co chmura, bo jednak kopia gry trafia na dysk, ale szczerze mówiąc ma to dla mnie niewielkie znaczenie.

            Poza tym, sarcasm mode on, to chyba dobrze, że dzięki chmurze uda się wreszcie ukrócić to paskudne, przebrzydłe, uniwersalnie złe piractwo, nieprawdaż? Co prawda wyniki sprzedaży się przez to nie poprawią ani o jedną kopię, ale hej, przecież chodzi o zasady ;).

          • Henio

            A mi Twoj sakrazm w ogole nie przeszkadza. Jezeli ukroci sie w ten sposob piractwo to ja osobiscie odczuje satysfakcje, ze juz nie finansuje rozrywki nieplacacym za gry pasozytom.

            Wyniki sprzedazy przy takim scenariuszu tez moim zdaniem troche wzrosna, ale nigdy tak naprawde nie dowiemy sie jaki wplyw na to miala likwidacja piractwa.

        • Inka

          Wierz mi, że ludzie kupują generatory po to by zasilić lodówkę, pralkę, a oświetlenie mają z paneli. Osobiście znam takich, i nie jednemu system montowałem. Słońca tu jest od cholery ale nie wszędzie kabelek dochodzi, lepiej nawet: o 3G w koło punktu zamieszkania można też pomarzyć.

          • wujo444

            Nie wątpię. Powiedz mi tylko, czy na pewno mówimy o tych samych ludziach – bo ja miałem na myśli osoby, które do elektrowni są podłączone, a zabezpieczają się przed awarią, a Ty najwidoczniej osoby “gdzie kabelek nie dochodzi”. Panele się nie liczą, bo nie są alternatywą, a osobnym źródłem zasilającym tylko wybrane urządzenia.

  • piteq zabyteq

    Ja się chyba starzeję, bo mnie to ogólnie przeraża. Jakoś jestem przywiązany do grania na MOIM kompie, TU I TERAZ, a nie strumieniowania gestów, naciśnięć i czego tam jeszcze. Przedsmak tego, że się starzeję, dał mi tryb online w Diablo III. No niestety, ale ja *czuję*, że gram online. Przycięcia, drobne lagi tu i tam. Gadałem ze znajomymi – oni tego nie czują; no dobra, czasem tam postać trochę skoczy… Trochę skoczy?! To mi zabija przyjemność z grania! Ja muszę czuć to, co się dzieje na ekranie, z dokładnością na jaką mi pozwala starzejący się refleks… ale najwyraźniej nadal za dobry, żeby dać się kupić temu pomysłowi. Kinecta nigdy nie używałem i mogę jedynie stwierdzić, że wydaje mi się, że to fajna zabawka do niektórych gier; tak jak kierownica. Ale nie do wszystkiego! Znowu starość – ale lubię klawiaturę. Może gdybym miał konsolę, przyzwyczaiłbym się do pada, ale tandem klawa+mysz naprawdę mi się podoba. No nic. Może jak to wszystko wejdzie, będę na tyle stary, że będzie mi wszystko jedno; byle ktoś dał kwadrans na trochę grania. Może być na kinekcie. 

    • wujo444

      Sytuacja D3 przekracza wszystkie granice. Zarówno online, jak i niedawno wprowadzone “odblokowywanie” wersji cyfrowej, to produkty paranoi. Zabezpieczanie daleko przekraczające rozsądek. Ale nie wprowadzajmy dyskusji o DRM, bo ześwirujemy..

      Ani tym bardziej wątku pad vs myszka :D Zresztą pad jak kierownica – sprawdza się w niektórych grach (głównie zręcznościowych) o niebo lepiej niż mycha. Ta z kolei jest lepsza w strategiach i strzelankach. Najlepiej mieć oba i czerpać przyjemność z obsługi obu :)

  • kornick

    nowym konsolom stanowcze NIE

    Siedzę na koniu!

  • mnemiczny

    “w ogóle nie chcę Gwiezdnych Wojen, bo ich nie cierpię”

    LAPAC WIDLY, NA STOS Z NIEWIERNYM!! 

    ps. Tylko niech ktos wezmie zapalki.

  • kornick

    Raxoz zadał ciekawe pytanie. Czy ktoś chciałby mieć dostęp do edytora tekstu online? Bo ja nie. Może w ogóle zero komputerów, sprzętu etc.? Tylko terminal? Jeden by wszystkimi rządzić? Taki  NaziGooglecośtam? Jak w utopijnej SF? Chcecie tego?

    Na szczęście coś takiego jak wolny rynek na to nie pozwoli.

    Czym wy się podniecacie w tej cyfrowej dystrybucji? Szczerze powiem, że wkurzają mnie niektóre komentarze!
    Wy nawet nie zadajecie pytania dlaczego Cyfrowa Dystrybucja nie jest tańsza od zwykłej o koszty tradycyjne? Może od tego zacznijcie dysputy, a nie od tego komu gaśnie prund, albo łącze niedomaga/domaga! Dlaczego złodziejski Steam ma nowość Ghost Recon Future Soldier za 49.99 euro, a amazon wersję pudełkową za 46 ojro? A wersja konsolowa kosztuje tylko 42 euro. Dobrze dobrze zaraz mi napiszecie, że wkrótce zrobią łachę i dadzą w jakiejś promocji, ale nie w tym rzecz!

    Optując tak totalnie za cyfrową dystrybucją, a w przyszłości nad czymś tak zdegenerowanym jak OnLive i inne wynalazki cyber Szatana FASZYSTY pozbawiacie się możliwości wyboru i tu na szczęście jest ten wolny rynek który jest na tyle zdrowy, że nie pozwoli na taką degenerację.

    Apropos. Po co wam samochody, skuter i rower? Po cholerę je kupujecie. Nie lepiej wypożyczyć? Taniej, wygodniej, same plusy.

    • Coppertop

      Czy ktoś chciałby mieć dostęp do edytora tekstu online?

      Ja od pewnego czasu korzystam głównie z Google Docs. Oczywiście nie jeśli mam do zapisania jakąś pierdółkę, wtedy odpalam GEdit (taki ubuntowski notatnik), ale jak mam do napisania coś dłuższego, to w ruch idzie edytor google. Rozumiem dlaczego ktoś może mieć z tym problem, ale jest to po prostu cholernie wygodne. Czy mogę stracić dane? Owszem, ale na fizycznym nośniku też mogę, to po pierwsze, a po drugie eksport i lokalny backup jest i będzie możliwy. Tak samo zresztą jak chmurkowy backup moich lokalnych danych — Dropbox, Ubuntu One, Google Drive.

      Na szczęście coś takiego jak wolny rynek na to nie pozwoli.

      Wolny rynek? Nie rozśmieszaj mnie… Może jeszcze jego niewidzialna ręka?

      Wy nawet nie zadajecie pytania dlaczego Cyfrowa Dystrybucja nie jest tańsza od zwykłej o koszty tradycyjne?

      Ja sobie nie tylko zadaję pytanie, ja nawet znam na nie odpowiedź. Nie jest tańsza, bo najwyraźniej nie musi być, żeby się przyjęła. Jaka firma obniża ceny jeśli nie musi tego robić żeby sprzedawać? Najpierw się odwołujesz do wolnego rynku, a potem walisz takim idealizmem i niezrozumieniem kapitalizmu?

      Nawiasem mówiąc, jakbym się uparł to bym powiedział, że cyfrowa dystrybucja jest tańsza od fizycznej, przy czym tylko od czasu do czasu. Mam oczywiście na myśli steamowe promocje, których nie uświadczysz w materii fizycznych nośników. Dlaczego? Bo tam by się to kompletnie nie opłacało, a na Steamie owszem. Inaczej mówiąc — na każdej normalnie wycenionej kopii zgarniasz więcej niż fizycznie, a od czasu do czasu obniżasz cenę radykalnie i zgarniasz jeszcze więcej kasy, bo sprzedajesz dużo, tanio i z zyskiem. Jak dla mnie brzmi jak świetny model biznesowy, zwłaszcza kiedy celujesz tym w graczy. Nie oszukujmy się, dla wielu z nas promocje na steamie same w sobie mają coś z gry.

      Poza tym, może Ci się to nie mieści w głowie, ale dla mnie fizyczny nośnik sam w sobie ma bardzo niewielką wartość, żeby nie powiedzieć żadną. Jest kawałkiem plastiku zalegającym na półce i zbierającym kurz. Wolę kupić grę bez tego zbędnego dodatku. Steam jest dla mnie wygodniejszy. Wiem, szok. Valve wyprało mi mózg.

      tu na szczęście jest ten wolny rynek który jest na tyle zdrowy, że nie pozwoli na taką degenerację.

      A jak przepraszam miałby jej ten cudowny, piękny wolny rynek zapobiec temu? Scenariusz: MS przechodzi na chmurę, Sony mu wtóruje, OnLive wchodzi do telewizorów, pecety przejmuje Steam i chmura. Wydawcy decydują, co jest ich prawem, odchodzić od fizycznych nośników, bo za małe zyski i generalnie się nie opłaca, i przechodzą w całości na chmurę za porozumieniem z producentami konsol. I w takiej sytuacji nie ma, że magiczny psiejsko czarodziejski wolny rynek cokolwiek zmienia — nie ma fizycznych kopii, nie ma ukochanego przez wszystkich “głosowania portfelem”. Albo kupujesz w cyfrowej dystrybucji albo nie grasz. Kropka.

      I żadnego wydawcy nie będzie obchodziła Twoja ideologia, marzenia o samoregulującym się rynku czy słabe łącze internetowe. Wiesz dlaczego? Bo nie będziesz w obrębie grupy docelowej, do której kierowane są ich gry. Ja zresztą najpewniej też nie. Ale bez obaw, ta grupa jest wystarczająco duża, żeby za nami tam nie tęsknili.

      Nawiasem mówiąc, jak na razie, to rynek cyfrowej dystrybucji wyłącznie rośnie, ale pomińmy ten najwidoczniej nieistotny fakt.

      Teoretycznie mógłbyś oczekiwać, że w fizycznej dystrybucji pozostaną gry niezależne, kierowane do wielbicieli grania. Z tym, że one w niej nigdy nie były (no, w Polsce bywało). Dlaczego? Bo to by się twórcom kompletnie nie opłacało.

      Wiesz co mogłoby zapobiec tej “degeneracji”, jak to określasz? Rządowe regulacje… haha

      Apropos. Po co wam samochody, skuter i rower? Po cholerę je kupujecie. Nie lepiej wypożyczyć? Taniej, wygodniej, same plusy.

      Heh, znowu porównujemy produkty cyfrowe z produktami fizycznymi? Ale mniejsza, gdyby wypożyczanie samochodu było równie wygodne i bezproblemowe jak jego posiadane, to bym sobie samochodu nie kupował.

      • Siergiej

         Tak w kontekście wolnego rynku tudzież “wolnego rynku” przypomniał mi się genialny cytat z Obywatela Kane’a:

        “Emily:
        Really Charles, people will think-…

        Charles Foster Kane:
        - -what I tell them to think”

  • polo_tuc

    Kornick ma sporo racji. Płacimy tyle samo, dostajemy mniej.

    Między twórcami gier a użytkownikami zawsze byli jacyś pośrednicy: wydawca czy dystrybutor, ale od jakiegoś czasu ten middleman zrobił się jak gigantyczny garb.
    Twórcy robią gry pod model marketingu (np. generyczne shootery) albo pod model dystrybucji (genryczne przeglądarkowe hack’n'slashe czy androidowe wersje”dużych” gier) i płacą haracz w kasie.
    My pokornie bierzemy na klatę kolejne eksperymenty typu “epizody”, drm-y czy “grę w singla online”  i płacimy haracz w czasie i prawie własności.

    Wku_wia mnie to

    Dlaczego nie ma akcji promocyjnych producentów/dystrybutorów gier w rodzaju:
    “gra na zawsze twoja, specjalnie dla ciebie trzymamy na swoich serwerach kopię zapasową do 2025″?
    “nie martw się, będziemy trzymać twoje sejwy do 2020″?
    “twoja gra będzie sie uruchamiać tak długo jak MS będzie serwisował Windows7 i 8″?

    Nie ma, bo ma nie być.

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Moje podejście do tematu cloudgamingu jest cokolwiek ambiwalentne i pomijam tu już sytuację z wolnym łączem. Chodzi o to, że do sprawy ludzie podchodzą na dwa sposoby i w każdym z nich jest sporo racji. Na początku należy zastanowić się nad podstawową sprawą. Co tak naprawdę kupujesz płacąc za grę?

    Pierwszy przypadek to osoba, która zastanawiając się nad zadanym przed chwilą pytaniem, odpowie, że kupując grę, kupuje nie płytę czy pudełko, tylko możliwość fajnie spędzonego przy niej czasu. To jest w zasadzie sedno problemu. Kupuje rozrywkę, a wszystkie dodatki stanowią cóż…jedynie dodatki. Można się spokojnie bez nich obejść. Myśląc w ten sposób, kompletnie bez znaczenia jest czy taka osoba gra z DVD włożonym do napędu, czy streamuje obraz przez sieć. Dla niej liczą się tylko i wyłącznie chwile spędzone z treścią, bo przecież ona jest najważniejsza prawda?

    W drugim przypadku, gracz może być typowym zbieraczem-kolekcjonerem i siłą rzeczy kupując grę, chce mieć pudełko, ładną książeczkę, płytę i wszystkie gadżety do niej dołączone. Stawia sobie ową grę na półeczce, ciesząc się zarówno zabawą wynikającą z samego grania, jak i posiadanymi “gadżetami okołogrowymi”. Te dwie rzeczy są dla niego nierozerwalnie ze sobą związane. Z samej zabawy nie płynęło by już tyle samo radości, co z faktu dodatkowego posiadania namacalnych przedmiotów. Tylko wtedy może sobie zanucić, cytując klasyka – “I’m complete” :)

    Ja stoją jakby na krawędzi tego problemu, nie mogąc się jeszcze zdecydować w którą stronę się przewrócić.:) Podam to prosty przykład. Odkąd tylko nauczyłem się w miarę dobrze czytać, zacząłem zbierać książki. Lata mijały, a moja biblioteka stawała się coraz to pełniejsza. Nie wyobrażałem sobie jak można by przyswajać treść książki, nie trzymając ją fizycznie w rękach, nie obracając kartek uślinionym paluchem, czy też nie wkładając co jakiś czas nochala pomiędzy kartki aby poczuć ten charakterystyczny zapach starej celulozy. To była magia. W najczystszej postaci. Nie wyobrażałem sobie również, jak mógłby upłynąć tydzień, bez wizyty w bibliotece miejskiej, gdzie cisza i klimat unoszący się się pomiędzy rzędami ciągnących się półek był wprost nie do opisania. Wizyta w bibliotece była zawsze dla mnie tym, czym dla wielu jest wizyta w kościele.Co się jednak stało? Po wielu latach zorientowałem się, że w domu na półkach leży grubo ponad 500 pozycji. W moich warunkach cholernie ciężko o to dbać. Kurzy się to, baba leje do tego wodę przy podlewaniu kwiatków itd. Zrobiłem więc to, za co jeszcze kilka lat wcześniej mógłbym kogoś zabić. Kupiłem ebooka. Na początku była zgroza. elektroniczny badziew, jakieś przyciski, zero klimatu, zero duszy… Po pewnym jednak czasie czytało mi się już  o wiele lepiej. Przestałem jakoś zwracać uwagę na fakt, iż fizycznie nie jest to książka. Albo z wiekiem zdechł u mnie zapał zbieracza-kolekcjonera, albo zrozumiałem, że tak naprawdę książka to tak naprawdę treść. Okładka i kartki są tylko i wyłącznie nośnikiem, niczym więcej.Nie jest tak, że stałem się przeciwnikiem jednej czy drugiej opcji. Nadal kocham zapach celulozy, namacalną rzecz w ręce, ale gdy mam wybierać, to wybieram ebooka. być może podobnie stało by się, gdybym miał możliwość grania w chmurze. Nie wiem i pewnie się tego nie dowiem. Może to nawet lepiej.

  • ash_22

    Marzenia o takich terminalach nie są nowością, próbował to zrobić Sun w połowie lat 80-tych.

    http://en.wikipedia.org/wiki/NeWS

    Wykupienie sobie gry w serwisie, by trzech latach zniknął z listy. Czy znowu można go “kupić”. Niestety sprzedają się tylko gorące nowości, Ass Assin Creed 6 – Poszukiwany Poszukiwana, Skyrim – Electric Boogaloo i oczywiście nowa kipiąca detalami strzelanka od Activision.

    “OnLive wchodzi do telewizorów”

    Już dawno wszedł. Próbują wszystkiego, jednak za bardzo się pośpieszyli. Niech Warner Bros i reszta tłustych ryb podlicza straty.

    http://kotaku.com/5724397/onlive-gets-built-into-cheap-electronics

    Steam został rozpracowany także nawet gdyby jutro przestał całkowicie działać da się go obejść. Usługę online może ktoś wyłączyć w każdej chwili, bez jakichkolwiek oporów. Zero modów, edycji, patchów i dodatkowego DARMOWEGO (fuj) stuffu. Czułbym się jak prostytutka która płaci za usługę a następnie wystawia cztery litery. Żaden interes.

    Dzień w którym będzie to jedyna opcja będzie dniem pożegnania z nowościami. Choć zapewne (mam nadzieję) lukę wypełnią jak zwykle mniejsi developerzy.

  • Raxoz

    “Nie jest tańsza, bo najwyraźniej nie musi być”

    No piękny argument! Piękny! Piszesz komuś o ideologii, a sam z kolegą wujem :) jesteście jak cyfrowi Dżihadyści. Nie mogę pojać dlaczego zbywasz argument o cenie i nie interesuje Cię dlaczego nie jest taniej choć z łańcucha wykreślono takie rzeczy jak pudełko, nadruki, tłoczenie płyt, instrukcji, przechowywania, marży hurtowni, sklepu i kilku innych czynników. Jeśli uważasz, że to jest zdrowa sytuacja to sorka, ale taka rozmowa prowadzi donikąd.

    Steamowe promocje. Tu się uśmiecham bardzo. Może to gratka na takim rynku jak Polska. Bo już nie na zachodzie. U nas trzyma się oryginalną cenę do oporu. Tam nie. Też posłużę się sklepem Amazona bo najszybciej w guglu wylatuje ;)
     
    Resistance 3 kosztuje 25,99USD, R2 tylko 16 dolarów.
    Killzone 3 to kosztuje 25,44 USD
    Łał mniej niż połowa oryginalnej ceny.
    A coś z PC? Mass Effect 3 kosztuje 39,99USD, ale wersja Download już 50,52USD
    A moze coś z gorących nowości?

    PC Max Payne 3 kosztuje: pudełkowy już ma zniżkę z 59 USD na 47,99USD, a wersja cyfrowa. Ojejku jejku jej kosztuje nadal 59,99USD O JEJKU JEJKU JEJ !!

    Proszę się teraz pośmiać z niewidzialnej ręki rynku i kanału dystrybucji, którym zarząją do spółki: sklep, hurtownia, etc. Bo jak jest kiedy możemy sobie tylko ściągnąć każdy widzi (droższą cenę).

    Dziękuję za uwagę. Możecie sobie kpić. Gorąco życzę wam aby cyfrowy monopol stanął wam buciorem na klacie i cisnął tak, że nie złapiecie oddechu. Może wtedy zatęsknicie za zakupową dywersyfikacją.

    • Coppertop

      No piękny argument!

      To nie był argument tylko stwierdzenie faktu. Ja wiem, że Internet utrudnia rozpoznawanie co jest stwierdzeniem prostej zależności, a co wyrazem uwielbienia, ale bez przesady. Wyrazów sympatii dla cyfrowej dystrybucji jest w moich komentach wystarczająco dużo, żebyś nie musiał ich sobie dopowiadać ;).

      Nie mogę pojać dlaczego zbywasz argument o cenie i nie interesuje Cię dlaczego nie jest taniej choć z łańcucha wykreślono takie rzeczy jak pudełko, nadruki, tłoczenie płyt, instrukcji, przechowywania, marży hurtowni, sklepu i kilku innych czynników. Jeśli uważasz, że to jest zdrowa sytuacja to sorka, ale taka rozmowa prowadzi donikąd.

      Powtarzam, nie dopowiadaj sobie niczego. Czy ja bym chciał, żeby cyfrowa dystrybucja była tańsza niż pudełkowa. Kurde, pewnie, jestem konsumentem, najchętniej dostawałbym gry za darmo. Czy tak brzmiało pytanie? Nie. Czy jest to w ogóle realne albo w jakikolwiek sposób zgodne z miłościwie nam panującymi zasadami rynkowymi? Też nie.

      Pytanie brzmiało “dlaczego dystrybucja cyfrowa nie jest tańsza od pudełkowej” i to na nie odpowiedziałem. A odpowiedź jest prosta jak życiorys Zenka. Nikt nie obniża cen jeśli coś się sprzedaje. A Steam, synonim niemalże cyfrowej dystrybucji gier AAA, ma coraz większy udział w rynku, więc ewidentnie się sprzedaje i nie ma potrzeby obniżać cen. Czy mogliby obniżyć ceny? Pewnie, ale nie tak działa ten system. On nie jest po to, żeby Tobie robić dobrze, tylko po to, żeby “piniendze” leciały możliwie najszerszym strumieniem, więc nikt nie będzie obniżał ceny tylko po to, żeby połaskotać Twoje poczucie sprawiedliwości.

      Naprawdę, jak trzeba być naiwnym żeby oczekiwać, że obcięcie pośredników automatycznie będzie skutkowało obniżeniem ceny?

      Inne pytanie brzmi, czy za porównywalną cenę wolę kupić grę na plastikowym krążku czy bezpośrednio na Steamie? Otóż wolę na Steamie, bo frisbee mi nie potrzebne do szczęścia. Zwłaszcza, patrząc już z czysto prywatnego punktu widzenia, np. takiego Maksa Payne’a zdecydowanie wolę kupić na Steamie, bo nie mam zamiaru grać w popsutą… pardon, spolszczoną grę. Ale to jakby przykład z innej beczki.

      Jednocześnie pasuje mi układ, w którym kilka miesięcy po premierze mogę sobie kupić grę przecenioną o 75, albo jeszcze więcej, procent. Np. LA Noire za trzy dychy. Dlaczego? Bo nie kręci mnie kupowanie gier w dniu premiery, ot co.

      • Raxoz

        Dopowiadać? Wystarczy, ze cię zacytuję raz jeszcze:

        Coppertop:”Nie jest tańsza, bo najwyraźniej nie musi być”

        Jak mam ten fragment interpretować inaczej niż fakt, że po prostu preferujesz cyfrową dystrybucję wbrew zdroworozsądkowym prądom rynkowym.

        Coppertop: ”On nie jest po to, żeby Tobie robić dobrze, tylko po to, żeby “piniendze” leciały możliwie najszerszym strumieniem, więc nikt nie będzie obniżał ceny tylko po to, żeby połaskotać Twoje poczucie sprawiedliwości.

        Co za dziwna logika. Wszystkie usługi od czasów kiedy fenicjanie wymyślili pieniążki służą do robienia klientowi dobrze. Z kim dyskutuję w takim razie? Biorąc ten fragment na serio Ty po prostu godzisz się na wyzysk Steamowy w imię. Hmmmm no w imię czego? Rozwoju technologii?

        Najbardziej mnie dziwi, że ty jesteś z tej swojej filozofii najwyraźniej bardzo dumny.

        Mówiąc delikatnie można powiedzieć, że Steam ułatwia życie.

        Mówiąc brutalnie mozna też powiedzieć tak, że Steam jest złodziejem, rżnącym na kasie osoby, którym nie zależy. A przecież jasno napisałeś, że ci nie zależy bo nie interesuje cię to, że pomijając tradycyjne kanały dystrybucji  cena powinna być niższa na starcie. To zwykły fakt. Nic więcej.

        Coppertop:”Naprawdę, jak trzeba być naiwnym żeby oczekiwać, że obcięcie pośredników automatycznie będzie skutkowało obniżeniem ceny?”

        Odpowiem ci w podobnym tonie: Naprawdę jakim trzeba być ignorantem, żeby się na to godzić? Bierzesz za cnotę fakt, że godzisz się na to? Nie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii. Powiem tylko, że działalność Steama jako taka godzi w system wolnorynkowy. Pozbawiajac osoby z niego korzystajace z możliwości wyboru i fakt, że Ty się na to godzisz nie znaczy, że jest to właściwe.

        wujo444″I wreszcie porównanie do Dżihadu – to chyba powinno zostać włączone do prawa Godwina. Nie ma to jak zakończyć dyskusję argumentum ad personam. ”

        adresuj to także do siebie i coppertopa z łaski swojej bo zaczyna mnie irytować ten wasz dydaktyzm o tym jak to dyustrybucja cyfrowa jest super, a ci co jej nie lubią są fe  i z poprzedniej epoki.

        Ja dziwię się kiedy czytam was, was, którzy ignorują np takie rzeczy jak łańcuch dystrybucji. Wy po prostu nie chcecie przyjąć do wiadomości, że w cyfrowej dyst. gry powinny być tańsze ot tak po prostu. Zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej. Zamiast tego kpicie sobie z tych mechanizmów.

        wujo444 granie w chmurze nie dotyczy tylko PC

        • wujo444

          Misiu, gadamy o graniu w chmurze, czy o cyfrowej dystrybucji? Ja tam nie przypominam sobie, żebym się w tym wątku o tym drugim wypowiadał. Jeśli tak, zacytuj proszę, bo mam wrażenie, że przypisujesz mi opinie, których tutaj nie przedstawiłem. I nie mam najmniejszego zamiaru, bo mamy gadać o chmurze, a nie o pięciu innych sprawach.

          No i może jestem dziwny, ale od razu zrozumiałem coppertopa – “nie muszą być tańsze” –> jest popyt na gry w tej cenie. Jakby nie było, gry by się nie sprzedawały, a wydawcy nauczyli by się ciąć ceny. To jest podstawowa zasada rynku, a nie że “coś powinno być tańsze”. “Powinno” to czysto socjalistyczny zwrot, który nijak ma się do prywatnego rynku.

          Nie tylko PC? Nie wiem, podaj linka czy coś, bo nie słyszałem o konsolowych grach.

          • Coppertop

            No i może jestem dziwny, ale od razu zrozumiałem coppertopa – “nie muszą być tańsze” –> jest popyt na gry w tej cenie. Jakby nie było, gry by się nie sprzedawały, a wydawcy nauczyli by się ciąć ceny. To jest podstawowa zasada rynku, a nie że “coś powinno być tańsze”. “Powinno” to czysto socjalistyczny zwrot, który nijak ma się do prywatnego rynku.

            Przywracasz mi wiarę w ludzi…

          • Raxoz

            wujo444:No i może jestem dziwny, ale od razu zrozumiałem coppertopa – “nie muszą być tańsze”

            Och, ach w dodatku ci od cyfrowej są inteligentniejsi i więcej rozumieją ;)

            Jasne, że jakby nie było naiwnych chcących płacić toby się nie sprzedawały. Też mi argument.

            Próbujesz mi wmówić, że podstawową zasadą rynku jest brak alternatywy, a tym właśnie jest taki kanał dystrybucji jak Steam.

            W pewnym momencie dyskusja zeszła na cyfrową dyst. ergo na Steama. Steam i chmurę taką np jak OnLive łączy jedno. Jeśli przykładowo jesteś jej klientem masz ograniczony wybór. Proste?

            Wyobraź sobie czysto teoretycznie, że Steam całkowicie przejmuje rynek PC. Era pudełek się kończy itd. Co wtedy? Nadal będziesz pisał o wolnym rynku?

            Piszesz o socjaliźmie? To ciekawe bo to wy się godzicie na monopolistyczne ceny, ignorujecie mechanizmy gospodarki itd.

            wujo444:a wydawcy nauczyli by się ciąć ceny

            Ślepych i głuchych odsyłam do tego co napisałem wyżej i przykładów cięcia cen na co oczywiście żadne z was uwagi nie zwrócił. Bo i po co? Wasz światek by na tym ucierpiał.

          • wujo444

            “Och, ach w dodatku ci od cyfrowej są inteligentniejsi i więcej rozumieją ;)”
            Jeśli tak to zrozumiałeś – przepraszam. Nie o to mi chodziło.
            “Próbujesz mi wmówić, że podstawową zasadą rynku jest brak alternatywy, a tym właśnie jest taki kanał dystrybucji jak Steam.”
            Jaki brak alternatyw? GOG, Gamersgate, Origin, Muve, Ubi, wreszcie każdy producent może sprzedawać grę na własnej stronie. Gdzie ten brak alternatyw?

            “Wyobraź sobie czysto teoretycznie, że Steam całkowicie przejmuje rynek PC. Era pudełek się kończy itd. Co wtedy? Nadal będziesz pisał o wolnym rynku?”
            Gdyby babcia miała wąsy. Nie rozważajmy scenariuszy niemożliwych – na coś takiego ani EA, ani Ubi, ani stu innych wydawców by nie przystało.

            “Ślepych i głuchych odsyłam do tego co napisałem wyżej i przykładów cięcia cen na co oczywiście żadne z was uwagi nie zwrócił. Bo i po co? Wasz światek by na tym ucierpiał.”

            Może się jasno określę – NIE uważam system dystrybucji cyfrowej w obecnej formie za ideał zesłany nam przez archanioła Gabriela do walki z przebrzydłymi dystrybutorami. Widzę jego potencjał i słabe strony w tym, jak cały czas zaznaczasz, zbyt wysokie ceny nowości, DRM oraz niepewność działania spółki w przyszłości. Ale musimy brać szersza perspektywę – promocje pozwalające na niskie ceny; kopia zapasowa w sklepie; brak wyczerpanego nakładu; dostępność 24/7. Dla mnie plusy są większe niż minusy, nie muszą być dla Ciebie, i najlepiej będzie, jeśli obaj będziemy mogli wybrać.

          • Coppertop

            Jasne, że jakby nie było naiwnych chcących płacić toby się nie sprzedawały.

            LA Noire za 7.50 EUR.

            Piszesz o socjaliźmie? To ciekawe bo to wy się godzicie na monopolistyczne ceny, ignorujecie mechanizmy gospodarki itd.

            LA Noire za 7.50 EUR. Can’t get the point across, can I?

            Mechanizm gospodarki jest jeden — maksymalizować zyski, ciąć koszty. Jeśli ktoś w tej dyskusji go ignoruje, to Ty…

            Tobie się wydaje, że rynek jest zbudowany tak, żeby działać w interesie konsumenta. Fajny pomysł, ale to po prostu nie jest tak. A jeśli chcesz się z tym nie zgadzać i protestować, to jestem z Tobą, ale tylko pod jednym warunkiem — przestań naginać wolny rynek i kapitalizm do swoich pomysłów jak “powinno być”.

        • Coppertop

          Jak mam ten fragment interpretować inaczej niż fakt, że po prostu preferujesz cyfrową dystrybucję wbrew zdroworozsądkowym prądom rynkowym.

          Wbrew zdroworozsądkowym prądom rynkowym? Czy tylko ja widzę tu zlepek niekoniecznie powiązanych ze sobą słów?

          Wszystkie usługi od czasów kiedy fenicjanie wymyślili pieniążki służą do robienia klientowi dobrze.

          Nie wiem jakie podejście mieli do tematu Fenicjanie, ale w dzisiejszych czasach usługi służą do zarabiania pieniędzy, a zrobienie Ci dobrze jest tylko środkiem do tego celu, a nie celem samym w sobie. I nikt nie będzie Ci robił dobrze kosztem swoich zysków, bo nikt nie może sobie na taki luksus pozwolić. A już na pewno, powtarzam to ponownie, nikt nie będzie obniżał cen, a co za tym idzie swoich zysków, w imię Twojego poczucia sprawiedliwości społecznej, o ile nie zmusi go do tego coś, do czego się chętnie odwołujesz, ale czego ewidentnie nie rozumiesz — sytuacja na rynku.

          Może jeszcze mi powiesz, że zdrowy wolny rynek to taki, na którym firmy dbają o dostarczenie Ci możliwie najlepszych produktów za możliwie najniższą cenę? Czy brzmi to jak wyjęte z podręcznika do ekonomii? Chyba tak. Czy takie jest powszechnie panujące przeświadczenie? Jak najbardziej. Czy otarło się to choćby o rzeczywistość? W żadnym wypadku. W rzeczywistości firma dba o dostarczenie Ci produktu w jakości wystarczającej żebyś go kupił i nie marudził, przy możliwie niskich kosztach i możliwie wyższych zyskach.

          Najbardziej mnie dziwi, że ty jesteś z tej swojej filozofii najwyraźniej bardzo dumny.

          Ty ze swojej też, nie widzę sensu na ten temat dyskutować.

          Mówiąc brutalnie mozna też powiedzieć tak, że Steam jest złodziejem, rżnącym na kasie osoby, którym nie zależy

          Kupiłem wczoraj LA Noire za 30 złotych. W polskim sklepie kosztuje ponad stówę. Nie czuję się orżnięty, bynajmniej.

          A czy kiedykolwiek kupiłem nową grę na Steamie? Hell no. Zwłaszcza w Polsce się to kompletnie nie opłaca, bo ceny po przeliczeniu są dwukrotnie wyższe od cen pudełka w sklepie. Ale jak się ma odrobinę cierpliwości, to za cenę wspomnianego pudełka można na Steamie złapać 2 czy 3 gry. Steam promocjami stoi, tak wymyśliło go Valve i postrzeganie go z wyłączeniem promocji jest absurdem. Jeśli uprzesz się, żeby nie mówić o promocjach, to de facto przestaniemy mówić o Steamie.

          Naprawdę jakim trzeba być ignorantem, żeby się na to godzić? Bierzesz za cnotę fakt, że godzisz się na to?

          Ja się nie godzę na nic co dotyczy obecnego systemu społeczno-ekononicznego, ale niegodzenie się nie przeszkadza mi w postrzeganiu go takim, jaki jest. Celem kapitalizmu i wolnego rynku jest zarabiać ile się da. Obcinanie pośredników to więc sposób na zarobek, a nie obniżenie ceny.

          Powiem tylko, że działalność Steama jako taka godzi w system wolnorynkowy.

          No to tylko się cieszyć. Chociaż zachodzę w głowię, w jakiż to sposób?

          Wy po prostu nie chcecie przyjąć do wiadomości, że w cyfrowej dyst. gry powinny być tańsze ot tak po prostu. Zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej. Zamiast tego kpicie sobie z tych mechanizmów.

          Nie, nie, ja kpię li tylko z Twojego ich niezrozumienia oraz z faktu, że wydaje Ci się, jakoby naturalne w kapitalizmie było przytulanie Ciebie mocniej niż Benjamina Franklina…

          • Raxoz

            Coppertop: “ale w dzisiejszych czasach usługi służą do zarabiania pieniędzy, a zrobienie Ci dobrze jest tylko środkiem do tego celu, a nie celem samym w sobie. I nikt nie będzie Ci robił dobrze kosztem swoich zysków, bo nikt nie może sobie na taki luksus pozwolić. A już na pewno, powtarzam to ponownie, nikt nie będzie obniżał cen, a co za tym idzie swoich zysków, w imię Twojego poczucia sprawiedliwości społecznej, o ile nie zmusi go do tego coś, do czego się chętnie odwołujesz, ale czego ewidentnie nie rozumiesz — sytuacja na rynku.”

            Problem sprowadza się do konkurencyjności. Uporczywie nie chcesz przyjąć do wiadomości, że tak brany za przykład Steam ogranicza konkurencyjność. Jeśli np. Steam nie ma konkurencji to obniżać niczego nie musi. Jeśli uważasz, że to jest zdrowe i dobre dla rynku to mogę się tylko ubolewać nad twoim poziomem wiedzy o ekonomii.
            Przykładowo mojej perspektywy Ty, jako klient wyglądasz tak: Z różnych powodów zgadzasz się na  ewentualny dyktat cenowy np takiej usługi jak Steam. Twoja wola, twój wybór. Negować tego nie będę, ani śmiać się z tego. Tylko co z innymi, którzy takiego dyktatu po prostu nie chcą? Rozglądają się i nie widzą alternatywy bo Ty i tobie podobni sprawili, że przykładowy Steam połknął całą resztę.

            Albo taka chmura bo w dyskusji tak jedno z drugim połączono co słusznie wytknął wujo444. Ok mam w domu chmurkę w telewizorze Samsunga co już nie jest sajensfykszyn ;) albo mam pudełko Onlive. Wchodzę i kupuję w Onlive, patrzę na to co oferuje Onlive. Godzę się na cenowy dyktat Onlive. I tak dalej. Naprawdę nawet na jotę nie chcesz zrozumieć takiego punktu widzenia i obaw z tym związanych? Monopol nikomu nigdy nie wyszedł na dobre. Rynek aby być zdrowym, dla dobra klienta powinien być zdywersyfikowany. Konkurencja między podmiotami służy ostatecznie klientowi. Komu ma służyć przykładowy monopol Steama na rynku gier PC? Czy jest dobry dla klienta? Twórcy gier? Czy dla samego Steama ;)

            Znowu ten niesmaczny fragment? Od robienia dobrze to jest Tirówka na A4.

            Coppertop: Może jeszcze mi powiesz, że zdrowy wolny rynek to taki, na którym firmy dbają o dostarczenie Ci możliwie najlepszych produktów za możliwie najniższą cenę? Czy brzmi to jak wyjęte z podręcznika do ekonomii? Chyba tak. Czy takie jest powszechnie panujące przeświadczenie?

            Tak właśnie jest. Pośrednio, co warte podkreślenia. Firma aby utrzymać się na rynku musi walczyć o klienta ceną, jakością czyli zwykłą konkurencyjnością. Jeśli tego zabraknie dzieje się bardzo źle. To jest podstawa ekonomii. Na tej właśnie zasadzie rozwijał się Zachód. Na tym polega nieznana w tej częście świata protestancka etyka pracy i tak dalej i tak dalej.

            Coppertop: “Kupiłem wczoraj LA Noire za 30 złotych. W polskim sklepie kosztuje ponad stówę. Nie czuję się orżnięty, bynajmniej.”

            Czy taka niska cena wynika z widzimisie Steama i umowy z Rockstarem na obniżkę ceny gry, która na PC sprzedała się słabo, a R zarobił już na wersji konsolowej czy z tego, że zmiana ceny została wymuszona na przykład posunięciami teoretycznej, konkurencyjnej platformy cyfrowej dystrybucji. Odpowiedź jest chyba jasna. I właśnie o to mi chodzi w tej dyskusji.

            Co z tego, że są na Steamie promocje? Są i fajnie tylko widzisz to jest ich dobra wola, kaprys niepodyktowany w gruncie rzeczy niczym innym.

            Coppertop:”Steam promocjami stoi, tak wymyśliło go Valve i postrzeganie go z wyłączeniem promocji jest absurdem. Jeśli uprzesz się, żeby nie mówić o promocjach, to de facto przestaniemy mówić o Steamie.”

            Czyli cyfrowa platforma dystrybucji. Pozbawiona typowych dla starych form sprzedaży obciążeń jak zwykły sklep, pozbawiony promocji nie jest konkurencyjny. Dziękuję. To wszystko co chciałem usłyszeć.

            Co do samych promocji. Steam i jego promocje na tle wyprzedaży i promocji jakie są widywane na zachodzie w normalnej, fizycznej dystrybucji wypada bardzo blado. O czym już pisałem wyżej przy okazji cen z Amazona a co skwapliwie zostało zignorowane. Zaleta Steama? Niewychodzenie z domu.

          • wujo444

            Powiedz mi, jaką masz konkurencję cenową w sklepach fizycznych? “Nie, nie kupię Diablo 3 od Blizzard/Activision, kupie od…” Ano właśnie, od nikogo innego. To nie jabłka, że jak nie u producenta X, to u Y. Pieniążki zawsze trafią w to samo miejsce. Możesz zmienić pośrednika, nie producenta. Tak samo w sieci – możesz nie kupić na Steamie, możesz kupić np. na Gamerstap – nie wiem dlaczego uparłeś się ignorować kilkanaście innych sklepów.

          • Raxoz

            Nawet biorąc pod uwagę nasz bardzo odporny na zmianę cen rynek to wchodzac do MM mam grę X za 129 pln a np w sklepie obok za 139.

          • Coppertop

            Jeśli np. Steam nie ma konkurencji to obniżać niczego nie musi.

            Nie ma? A Impulse, Origin, Gamefly? Oczywiście nie da się ich porównać ze Steamem, bo Steam był pierwszy. Ma największy zasięg, jest najbardziej rozbudowany, ma największe portfolio gier, a do tego stoją za nim cholernie łebscy ludzie. Ale to wszystko chyba nie jest zbrodnia, nie?

            Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zdrowy rynek to taki, w którym ten co osiągnął największy sukces się celowo podkłada, żeby go pozostali mogli łatwiej dogonić? Weź proszę pod uwagę, że to nie konkurencja jest ostatecznym celem każdego przedsiębiorstwa. Celem jest monopol, czyli uzyskanie kontroli nad sektorem/sektorami rynku tak, by można było zmaksymalizować zyski z tych sektorów. Jeśli monopolista nie korzysta ze swojej pozycji celem jej wzmocnienia, to znaczy, że wkroczyła regulacja, a wtedy już nie mamy do czynienia z wolnym rynkiem. Dlatego przestań go naginać do swoich potrzeb i idealizować, bo Twój obraz tego mechanizmu ma się nijak do jego rzeczywistego działania. Trochę jak teoria komunizmu do jego praktyki…

            Jeśli tego zabraknie dzieje się bardzo źle. To jest podstawa ekonomii.

            Gdyby to było podstawą ekonomii, to nikt by nie walczył o poprawę swojej pozycji, bo każdy by uznawał, że najlepiej wyjdzie na trzymaniu się blisko stawki, żeby mieć z kim konkurować. Celem każdego przedsiębiorstwa jest odsadzić konkurencję, nachapać się, uzyskać pozycję monopolisty i utrzymać ją najdłużej jak się da. To by się nie nazywało wyścigiem, gdyby nie było mety.

            Na tym polega nieznana w tej częście świata protestancka etyka pracy

            Odwołujesz się do przeszłości, a my mówimy o tu i teraz. Planowane zużywanie też jest przeciwko protestanckiej etyce pracy, ale jest powszechnym faktem, który odpowiada za sporą część światowego PKB. Jest też cholernie negatywnym zjawiskiem, pod każdym praktycznie względem, ale jest faktem.

            Czy taka niska cena wynika z widzimisie Steama i umowy z Rockstarem na obniżkę ceny gry, która na PC sprzedała się słabo, a R zarobił już na wersji konsolowej czy z tego, że zmiana ceny została wymuszona na przykład posunięciami teoretycznej, konkurencyjnej platformy cyfrowej dystrybucji.

            Ta cena wynika z modelu biznesowego Steama i dzięki tej cenie, oraz robieniu mniejszego lub większego szumu wokół promocji, Valve i Rockstar zarobią na tej grze znacznie więcej, niż gdyby tej promocji nie zrobili. I TYLKO to ich napędza — chęć zarobienia więcej. Nie jest to widzimisię, dobra wola czy kaprys tylko motyw zysku. Nic innego nie ma tu najmniejszego znaczenia.

            Poza tym, jeśli uważasz, że jedynym słusznym przyczynkiem do obniżenia ceny (na 2 dni czy nie) jest konkurencja, to masz do tego czysto ideologiczne podejście.

            Co z tego, że są na Steamie promocje? Są i fajnie tylko widzisz to jest ich dobra wola, kaprys niepodyktowany w gruncie rzeczy niczym innym.

            Facepalm. Obnażyłeś właśnie swoją kompletną ignorancję w temacie. Promocje na Steamie potrafią podnieść zyski z gry nimi objętej czterdziestokrotnie. 40 razy. Nie o 40%, tylko razy 40. Nadal uważasz, że to jest ich dobra wola? To jest wykalkulowany, zaprojektowany z myślą o ludzkiej psychologii model biznesowy. Tak samo jak stałe 99 centów za utwór na iTunes, to też jest model biznesowy przynoszący ogromne zyski. Za takimi rzeczami ZAWSZE stoi zysk. Zawsze. Nikt nie obniża ceny gry o 75% z dobroci serca. Dżizas, że ja muszę takie rzeczy tłumaczyć…

            Czyli cyfrowa platforma dystrybucji. Pozbawiona typowych dla starych form sprzedaży obciążeń jak zwykły sklep, pozbawiony promocji nie jest konkurencyjny. Dziękuję. To wszystko co chciałem usłyszeć.

            Jest konkurencyjny, bo dla wielu ludzi jest wygodny. Kupienie gry na Steamie oznacza oszczędność czasu, bo nie musisz ruszać dupy z domu i masz grę od razu (zakładając jako takie łącze). Możesz sobie do tego podczepić kolejną ideologię stwierdzając, że ludzie od tego tyją, ale to nieistotne — ludziom się to podoba i kropka. Jeśli chcesz wolny rynek i dyktat konsumentów, to tu go masz. I niektórzy są gotowi zapłacić dolara więcej za grę żeby zaoszczędzić półgodzinną czy godzinną wyprawę do sklepu — to tez jest wola ludu, mój drogi.

            Jest natomiast znacznie MNIEJ konkurencyjny. To jak najbardziej. Z tym że mówienie o Steamie bez promocji jest jak mówienie o kurczaku z KFC bez panierki… rzeczywiście, kurczak KFC bez panierki nie jest konkurencyjny, bo udko to ja sobie mogę w domu usmażyć…

            Zaleta Steama? Niewychodzenie z domu

            Inaczej znane jako wygoda. Co jest tym ważniejsze, że w trakcie makabrycznie dużych wyprzedaży sklepy nie są najprzyjemniejszymi miejscami na ziemi… Ale do tego dochodzi jeszcze festyn jaki Valve zrobiło z tych wyprzedaży. One się stały prawdziwym wydarzeniem na mapie świata gier. To się nazywa dobrze przemyślany biznes.

          • Raxoz

            Coppertop: “Nie ma? A Impulse, Origin, Gamefly? Oczywiście nie da się ich porównać ze Steamem, bo Steam był pierwszy”

            Świetnie mam instalować kolejne programiki żeby kupić grę  Najlepszy jest ten Impulse należący do GameStopa!!!

            Coppertop:” Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zdrowy rynek to taki, w którym ten co osiągnął największy sukces się celowo podkłada, żeby go pozostali mogli łatwiej dogonić? ”

            Nie zrozumiałeś ani na krztynkę tego co wcześniej pisałem. ZERO. Czego przykładem ten fragment:

            Coppertop:”Celem każdego przedsiębiorstwa jest odsadzić konkurencję, nachapać się, ”

            Jesteś dziwnym połączeniem poglądów komunisty z anarchistą.

            Coppertop:”Poza tym, jeśli uważasz, że jedynym słusznym przyczynkiem do obniżenia ceny (na 2 dni czy nie) jest konkurencja, to masz do tego czysto ideologiczne podejście.”

            Konkurencja jest jedynym, zdrowym i normalnym przyczynkiem do poprawiania jakości usług, zmian cen na bardziej atrakcyjne et cetera. Nie ma w tym żadnej ideologii. A jaki jest TWOIM zdaniem słuszny przyczynek do obniżania ceny i dlaczego NIE JEST ON IDEOLOGICZNY (a na 100% taki jest). PRoszę odpowiedz chętnie się dowiem.

            Coppertop:”Facepalm. Obnażyłeś właśnie swoją kompletną ignorancję w temacie.”

            Mógłbyś chociaż zachować pozory, że szanujesz pogląd inny niż twój własny. Ja się bardzo musiałem powstrzymać od grubego epitetu po przeczytaniu fragmentu o tym, co ci w Steamie nie przeszkadza i dlaczego tak jest. W tym kontekście sugerowałbym Ci nie nadużywać określenia ignorant bo rykoszety lecą jak wiosenny deszcz.

            Coppertop: “Promocje na Steamie potrafią podnieść zyski z gry nimi objętej czterdziestokrotnie. 40 razy. Nie o 40%, tylko razy 40.”

            Wiesz nie żyję na księżycu i zdaję sobie chyba bardziej od Ciebie, patrząc na to jak podchodzisz do tematu ekonomii, że promocje robi się dla zysku. Sczególnie gier, których nikt za pełną cenę by nie kupił.

            Poza tym to niczego nie zmienia w kontekście konkurencyjności  tytułów premierowych o czym pisałem wyżej.

            Coppertop:”Nikt nie obniża ceny gry o 75% z dobroci serca. Dżizas, że ja muszę takie rzeczy tłumaczyć…”

            Gdzie  wyczytałeś coś takiego w moim komentarzu? Czyżbyś źle zrozumiał fragment o kaprysie? Otóż tak. Sklepy tradycyjne muszą obniżać ceny ponieważ trzymanie na stanie fizycznego pudełka z grą kosztuje realne pieniądze i realną przestrzeć.  Wersja cyfrowa jest w 99% pozbawiona tej dolegliwości. Tak więc odpada tu kolejny mechanizm regulujący cenę. Steam NIE STRACIŁBY NIC gdyby nie robił tych promocji. Sklep tradycyjny owszem. A to, że zarobi dając niższą, promocyjną cenę to zupełnie inna sprawa.

            Cyfrowa dystrybucja nie wymusza. Powtórzę, NIE WYMUSZA cięć cenowych związanych z logistyką. Jeśli tego nie pojmujesz to trudno.

            Naprawdę nie masz zielonego pojęcia o podstawowych mechanizmach gospodarki rynkowej.

            Coppertop: “Jest natomiast znacznie MNIEJ konkurencyjny”

            No przynajmniej tyle można z Ciebie wycisnąć. Dobre i to. Ciężko było ufff.

            Coppertop: “Co jest tym ważniejsze, że w trakcie makabrycznie dużych wyprzedaży sklepy nie są najprzyjemniejszymi miejscami na ziemi…”

            To ma być argument? A ktoś tu co chwila pisał o ideologizowaniu. No to okaj Steam jest zbawcą nieprzystosowanych do życia introwertyków. 

          • Coppertop

            Mógłbyś chociaż zachować pozory, że szanujesz pogląd inny niż twój własny.

            jesteście jak cyfrowi Dżihadyści.

            W tym miejscu skończyłeś temat szanowania cudzych poglądów, hipokryto wesoły :). A ja z tego co piszesz się co najwyżej śmieję, bo niestety walisz bzdurę za bzdurą. Ewidentnie dużo się nasłuchałeś o ekonomii, ale do rzeczywistości to się ma nijak…

            co ci w Steamie nie przeszkadza i dlaczego tak jest

            Przeczytaj sobie co napisał Wujo, bo on zrozumiał co ja napisałem i, w przeciwieństwie do Ciebie, do tego konkretnego fragmentu nie dopowiadał sobie co mi przeszkadza a co nie.

            Wiesz nie żyję na księżycu i zdaję sobie [sprawę] że promocje robi się dla zysku

            Tak? A przed chwilą napisałeś, że to dobra wola…

            Gdzie  wyczytałeś coś takiego w moim komentarzu?

            Tutaj:

            Są i fajnie tylko widzisz to jest ich dobra wola?

            Steam NIE STRACIŁBY NIC gdyby nie robił tych promocji. Sklep tradycyjny owszem. A to, że zarobi dając niższą, promocyjną cenę to zupełnie inna sprawa.

            To może należałoby na Steam narzucić jakiś dodatkowy podatek, żeby fizyczne sklepy miały równe szanse?

            Nadal nie kumasz, że chodzi o maksymalizację zysków?

            Cyfrowa dystrybucja nie wymusza. Powtórzę, NIE WYMUSZA cięć cenowych związanych z logistyką. Jeśli tego nie pojmujesz to trudno.

            Pojmuję doskonale. To kolejna okazja do zarobienia kasy. Tylko co ma piernik do wiatraka? Steam robi promocję bo na tym oparli swój model biznesowy. Kropka.

            Naprawdę nie masz zielonego pojęcia o podstawowych mechanizmach gospodarki rynkowej.

            Ty masz za to doskonałe pojęcie. Tylko mocno wyidealizowane.

            To ma być argument? A ktoś tu co chwila pisał o ideologizowaniu. No to okaj Steam jest zbawcą nieprzystosowanych do życia introwertyków.

            Jak grochem o ścianę… Steam jest WYGODNY, misiu pysiu. To jest realna wartość dla klienta i element konkurencyjności Steama w zestawieniu z fizyczną dystrybucją.

    • wujo444

      Ale kompletnie zmieniłeś temat. Co ma cena cyfrowych dystrybucji do gier w chmurze? Tam są inne ceny, można wypożyczyć grę na 5 dni – co w większości wypadków wystarcza na obejrzenie napisów końcowych. A za $10/miesięcznie masz abo z 200 grami, głównie drugiej świeżości, ale jestem pewien, że znajdziesz kilka tytułów których nie zaliczyłeś. Poza tym cały czas granie w chmurze dotyczy tylko PC, bo tylko takie można odpalić na serwerach – więc po co przytaczasz gry konsolowe, które nie mają wersji w chmurze, a których cen w dystrybucji cyfrowej zupełnie zapomniałeś?

      I wreszcie porównanie do Dżihadu – to chyba powinno zostać włączone do prawa Godwina. Nie ma to jak zakończyć dyskusję argumentum ad personam. 

    • Henio

      Nie mam problemu z doplacaniem do wersji cyfrowej. Kupuje od czasu do czasu pelniaki na Steamie po 50 euro/sztuka, bo jak bym kupil w sklepie to gra by sie nie podpiela. A Steam to dla mnie pelen komfort.Wielu gier nie kupilem dlatego ze nie jest dostepna w wersji cyfrowej, a ja nie mam zamiaru zawalac sobie szafy pudelkami ani zastanawiac sie potem gdzie je podzialem (na Steamie mam ok. 550 gier, wyobraz sobie podobna liczbe pudelek). 

      O tym dlaczego gra w sklepie i w wersji cyfrowej kosztuje tyle samo pisano juz 100 razy i nie bede sie powtarzal. Zreszta w dzisiejszych czasach przy tysiacach gier f2p w internecie argument z cena traci na znaczeniu – jesli uwazasz ze gra jest za droga, to pograj w cos innego za darmo. Jesli chcesz konkretny tytul – zaplac tyle ile chce wydawca. 

      Dystrybucja cyfrowa to niezaprzeczalne atuty – sklep otwarty 24 h na dobe (nie znalazles ulubionego tytulu w Wigilie pod choinka? odpal Steama, za godzine bedziesz w niego gral), takze w Swieta, promocje dostepne dla wszystkich na calym swiecie (bo co mnie obchodzi, ze jest promocja na jakis tytul w sklepie w Bydgoszczy, jesli ja mieszkam w Warszawie?). Wazna tez jest dostepnosc. Mozna bylo jezdzic po Warszawie po Empikach czy Saturnach i szukac Diablo III albo czekac az sie pojawi, a mozna bylo kupic wprost od Blizzarda.

      Dodajmy tez ze wiele drobnych tytulow nigdy by sie ukazalo gdyby nie dystrybucja cyfrowa – nie znalazlyby wydawcow, zbyt duze ryzyko tego ze gra sie nie sprzeda przy ponoszeniu kosztow tloczenia, pakowania itd.

      Steamowe promocje to nie jest gratka? Tytuly w promocji zazwyczaj laduja na pierwszym miejscu sprzedazy na Steamie, ostatnio ludzie nie moga sie doczekac
      letniej
       promocji. To jest gratka dla graczy z calego swiata, nie tylko dla Polski. Powstaja specjalne strony zbierajace informacje o promocjach. Pamietam ze porzadna platformowke kupilem kiedys za 80 eurocentow. Ciekawe czy znalazlbym cos takiego w sklepie (wysylkowym czy zwyklym), chyba nawet w Biedronce by sie nie znalazlo. No i gra jest dostepna do sciagania od reki, nie trzeba czekac na kuriera ani z nim sie umawiac (przez niewygode nigdy nie korzystam ze sprzedazy wysylkowej).

      Pochylmy sie jeszcze nad wspomnianymi cenami. Killzone 3 zostalo juz wydane w platynowej edycji ladne kilka miesiecy temu i te 25 dolarow to standardowa cena (w Polsce chyba 99 złotych). Nie wiem jaka jest cena w PSN, ale podejrzewam ze podobna. Resistance wyszla wlasnie trylogia, wiec rozumiem spadek ceny, na pocz. wrzesnia wyjdzie edycja platynowa, wtedy zapewne spadnie cena rowniez w PSN Store. Na ME3 na pewno byly promocje na Origin (ale EA omijam szerokim lukiem, wiec szczegolow nie podam). Moglbym tu tez wymienic dziesiatki promocji na gry na Steamie, niekiedy w miesiac badz 2 po premierze oraz obnizki o 70-80 % ceny, ale moze po prostu w trakcie najblizszej promocji zajrzyj tam, a zrozumiesz. 

  • Raxoz

    co do grania w chmurze Sony przymierza się do onlive a Samsung podpisał umowę z Gaikai

  • obimas

     Jak na valhalli dyskusja. Niesamowite ze to przeszlo od tak z jednej strony na drugą. A i gratulacje dla załogi gratroskopi za ten serwis. Bez valhalli to jak bez ręki. Ale teraz wiem ze odrośnie. 

  • kornick

    raxoz&Coppertop powiem mocno bo SIEDZĘ NA KONIU, że od conajmniej 4 komentarzy na łebka obydwaj pieprzycie smuty. Obydwaj macie w pewnych kwestiach troszkę racji tylko jeden i drugi wolałby połknąć żabę niż to przyznać przed drugim.

    Dam sobie uciąć kopyto, że obydwaj jesteści tacy ekonomiści jak z mojego konia koniak

    Piaskownica kurde, ale fajnie się czyta jak za starych dobrych czasów he he he

    Ja jestem z tych co wolą tradycyjną dystrybucję. Bo jestem ze wsi :P

    Siedzę na koniu

    • Coppertop

      powiem mocno bo SIEDZĘ NA KONIU, że od conajmniej 4 komentarzy na łebka obydwaj pieprzycie smuty.

      Zgadzam się :P. Ale sam przyznałeś, że to ma swój klimat ;D. I nigdzie nie napisałem, że jestem ekonomistą, napisałem tylko, że kasa, kasa, kasa i że wolny rynek jest przereklamowany ;).