web analytics

«

»

Oscary rozdane, ale nie nam

Minionej nocy po raz 84 wręczono laureatom nagród Akademii charakterystyczne, złote statuetki. I skończył się krótki, ale emocjonujący polski „amerykan drym” o tym, że zdobędziemy (my, w sensie Polanie, rzecz jasna!) bodaj trzecią taką w tym stuleciu. Niestety, cała ceremonia zawiodła.

Agnieszka Holland, pani reżyser odpowiedzialna za naszą największą nadzieję na statuetkę, czyli „W Ciemności”, przegrała z naprawdę dobrym, choć prawdę powiedziawszy nieco przydługim „Rozstaniem”. Wstydu nie ma, bo irański film już od festiwalu w Berlinie ma przypiętą łatkę arcydzieła i był wielkim faworytem wyścigu po Oscara za najlepszy obcojęzyczny film. Nasza reprezentantka już jednak zdążyła oznajmić, że Akademia się ośmieszyła i „popełniła harakiri”. Holland miała chociaż tyle przyzwoitości, żeby przyznać, że przegrała ze świetną produkcją (i nazwała to pechem, ale nie będziemy się pastwić) i zajęła się współczuciem Scorsese, pokonanemu przez wydmuszkę w postaci „Artysty”.

Trochę racji z tym współczuciem wypada przyznać, bo od początku „Hugo” Scorsese szedł jak burza, ale jak przyszło do najważniejszych kategorii, to rumakowania było dość. Statuetki za najlepszego aktora, reżyserię i film trafiły do „Artysty”, który wcześniej zgarnął jeszcze wyróżnienia za kostiumy i ścieżkę dźwiękową. Nie ma się jednak co specjalnie pieklić, bo fakt, że walka o Oscary rozegrała się pomiędzy filmem familijnym a hołdem dla kina niemego najlepiej świadczy o tym, jak mało udana była tegoroczna edycja. Przez ponad 3 godziny bardziej emocjonowały mnie problemy z transmisją, bo oczywiście tego mało istotnego wydarzenia nie dało się u nas obejrzeć nigdzie poza Canal+, niż sama gala wręczenia nagród. Chociaż Penelope, Natalie i Angelina wyglądały zacnie – to na plus. Na pewno lepiej niż Billy Crystal – hollywoodzki mistrz sucharów.

Trochę kolorytu całej imprezie dodał jeszcze Sacha Baron Cohen, rozsypując w Kodak Theatre prochy dyktatora. Ochrona jednak potrzebowała niewiele ponad minutę, żeby usunąć niespodziewany gwóźdź programu. To smutne, ale tak właśnie wyglądał najciekawszy element wczorajszej imprezy. Oby rozdanie Oscarów za rok było bardziej udane. Pozytyw jest taki, że nie będzie trudno.

  • wujo444

    Khem… Kapituła błaźni się rokrocznie, ale tym razem facepalma roku, wraz z kluczykami do blokady rowerowej otrzymuje nasza “mistrzyni”. Dotąd miałem panią Holland za postać wyjątkowo nie-polską w kwestii umiejętności, ale charakter polskiego bagienka widać pozostał. Bo jak inaczej nazwać wypowiedź:
    “Przegrałam naprawdę z dobrym filmem, a nie z jakąś wydmuszką idiotyczną. Myślę, że Akademia popełniła harakiri”
    Nie widziałem obu filmów (Hugo i Artysty), ale takie wypowiedzi po prostu nie przystoją. Nie osobie w takim miejscu, w takim czasie, praktycznie rzucone w twarz.

    A tak ogólnie to mam głęboko gdzieś Oscary. Z filmów pominiętych w tym roku można zebrać lepszą 10, niż wybraną przez akademię.

    PS: Sacha Baron Cohen ;) 

  • Siergiej

     Jak dla mnie o Oscara dla nas (choć w innej kategorii) powinien był walczyć Polański, z fenomenalną Rzezią. No i brak nominacji dla Christopha Waltza za rolę męską w Rzezi to skandal. Facet był GE-NIA-LNY w tym filmie. Tak dobry, jak w Bękartach Wojny, a to wyczyn ;)

  • kornick

    No to spełniacie obietnicę, że nie będzie monotematycznie i drętwo. Bałem się trochę, że długie teksty zdominują. Więcej notek jak to je nazwaliście. GO GO GO GOG OGOGOGO

    Siedzę na koniu!

  • Makowsky

    “(…)walka o Oscary rozegrała się pomiędzy filmem familijnym a hołdem dla kina niemego najlepiej świadczy o tym, jak mało udana była tegoroczna edycja.”

    Haha, mam dokładnie takie samo wrażenie.
    Nie kibicowałem specjalnie nikomu, interesowało mnie tylko, czy jakiś polak dostanie statuetkę ;} No cóż, może za rok nie będzie polaków na gali, ale chociaż poziom filmów będzie zachęcający to śledzenia tego wydarzenia.

  • Jolo

    Siergiej – ale przyznaj, że Artysta to niezły film. Mnie osobiście się bardzo podobał (choć koneserem kina nie jestem), a widziałem go jeszcze zanim dostał wszystkie nominacje etc. więc nie byłem skażony uwielbieniem wymuszonym. Ot, Francuzi u których byłem zabrali mnie na film do kina bo ponoć dobry. I faktycznie bardzo mi przypadł do gustu.

    A co do samej imprezy – juz od lat nie interesuje mnie ona, jakoś nie mogę znieść tych corocznych wymuszonych żartów czytanych z telepromptera czy lanszenia się na czerwonym dywanie i tych “skandalików” a la pokazany na filmiku dyktator… blichtr i pustka na maksa.