web analytics

«

»

One shot, one kill

Simo_Hayha

Simo Hayha – najskuteczniejszy snajper II wojny światowej – ponad 500 potwierdzonych zabójstw

Większość gier stawia nas przed koniecznością dokonywania wyborów. Jednym z nich jest wybór klasy postaci. Jedni lubią być rachitycznymi magami (jak ja czy digital_cormac), inni muszą być opasłymi karłami na krótkich nóżkach w wielkich pancerzach (jak carnage), a jeszcze inni… no cóż, a inni pozostaną po prostu Niemcami… (tak, to o Tobie polo_tuc!). I o ile w grach fantasy wybór mamy już rozpracowany problemy pojawiają się kiedy musimy wybierać klasy niestandardowe – takie jak choćby w Mass Effect czy w katowanym ostatnio przez GrastroLegion – Borderlands.

Nie każdy z nas wie co w takiej sytuacji wybrać. Wtedy najlepszym sposobem selekcji okazuje się odwołanie do stylu gry danego gracza. To proste – polo_tuc szuka po prostu wrednego nazisty, palącego wioski i mordującego niewinnych (najczęściej w zgniatarce na wysypisku u Ellie), a ja… snajpera. Zawsze. Bez wyjątków. Może ktoś stwierdzić, że to nudne, ale naprawdę nie jestem w stanie sobie przypomnieć gry, w której mając możliwość gry klasą strzelca wyborowego (czy też zbliżoną do tego profilu) wybrałbym coś innego.  Pewnie z tego samego powodu postaci polo_tuca zawsze mają na imię Hans albo Helga :P

Dlaczego akurat snajper, a nie grenadier? Wynika to chyba ze specyfiki tej klasy. Nastawiona na precyzyjne, spokojne, ale zawsze zabójcze uderzenie. Powiedziałbym, że pasuje to do mojego charakteru, co obawiam się mogłoby potwierdzić co najmniej kilku z moich uczniów :) Nie dla mnie chaos i CQB (close quarters combat). Nigdy nie czułem się w niej dobrze. Wolałem wyjść gdzieś wysoko, zająć pozycję i czekać. A potem tylko raz nacisnąć spust.

Ale zanim wrócimy do mnie jako snajpera warto odwołać się do historii. Klasa ta do gier trafiła na zasadzie prostego przeniesienia rzeczywistej jednostki wojskowej. Trudno precyzyjnie wskazać kiedy na polach bitew pojawili się snajperzy. Niektórzy ich początków dopatrują się w starożytności, inni na początku XVI wieku kiedy pojawiali się żołnierze z modyfikowanymi przez nich muszkietami pozwalającymi na oddawanie dalekich i (w miarę) precyzyjnych strzałów. Jednak klasycznego snajpera należy szukać zdecydowanie bliżej czasów współczesnych. Zalety jednostki mogącej oddawać precyzyjne strzały z dużej odległości dostrzeżono zapewne w XIX w. Na pewno doskonałym przykładem właściwego wykorzystania takich jednostek (czy to świadomego czy spontanicznego) była wojna secesyjna. Ponoć w trakcie osławionej bitwy pod Gettysburgiem w 1863 roku dwóch snajperów Konfederacji zabiło dwóch generałów, pułkownika i czterech innych wyższych oficerów Unii wywołując istny popłoch w szeregach wroga. Zaatakowani, w swej desperacji i bezsilności nie mogąc wykryć napastników zdecydowali się skierować artylerię na lasek z którego padały strzały. Bezskutecznie. Jednak czasem prawdziwego triumfu tych specyficznych jednostek był największy konflikt w historii ludzkiej cywilizacji, czyli druga wojna światowa. Na frontach II wojny, właściwie po każdej ze stron konfliktu widzimy postaci snajperów owianych złą sławą. Wyjątkowo zabójczym okazał się naród fiński, którego oddziały tzw. kukułek siedząc w lesie na drzewach dziesiątkowały oddziały Sowietów. Najskuteczniejszy z fińskich snajperów,  Simo Häyhä – ma na swoim koncie ponad 500 potwierdzonych zabójstw żołnierzy sowieckich! Co ciekawe, nie korzystał on z przyrządów optycznych, a przygotowując stanowisko strzeleckie zamrażał śnieg przed lufą, żeby nie wzbijać w chwili strzału obłoczków i nie zdradzić swojej pozycji. Biorąc pod uwagę, że Hayha działał w temperaturach od -20 do -40 stopni musiał uważać również na parę wydobywającą się z ust. W tym celu podczas strzelania trzymał w nich śnieg. Drugim co do skuteczności też był Fin – Sulo Kolkka z ok. 400 potwierdzonymi zabójstwami. Dziesiątkowani przez Finów Rosjanie też mogli pochwalić się niezłymi snajperami – Sidorenko, Golasow, Zajcew  – każde z nich z ok. 200 potwierdzonymi zabójstwami. Historia Zajcewa stała się nawet tematem niezłego filmu o pojedynku snajperów (to akurat fikcja) pt. „Wróg u bram”. Strzelcami nie byli jednak tylko mężczyźni. Najbardziej znana kobieta-snajper – Ludmiła Pawliczenko – ma na koncie ponad 300 Niemców (strzeż się polo!), w tym prawie 30-tu snajperów wroga!

Vasily.Zaitsev

Vasily Zajcew – bohater ZSRR – to o nim opowiada “Wróg u bram”

Czytając to zestawienie możemy dojść do wniosku, że snajper to jednostka, której głównym zadaniem jest zabicie jak najwięcej żołnierzy wroga. Nic bardziej mylnego. I tu przechodzimy do meritum, czyli pytania dlaczego snajper jest tak specyficzną jednostką (a tym samym tak interesującą)? Otóż podstawowym zadaniem snajpera jest wykonanie misji. Cele tych misji bywają różne – bardzo często jest to zwiad, zebranie jak największej ilości informacji o wrogu. Snajper działający sam lub z w tandemie jest trudny do wykrycia, a korzystając z wyrafinowanych metod kamuflażu potrafi pozostać praktycznie niewidoczny dla przeciwnika pozostając na jego terenie nawet dłuższy czas. Każdy kto oglądał film „Snajper” z Tomem Berengerem (tak, tak, wiem, że to tylko film) wie o co mi chodzi. Zadaniem snajpera bardzo często jest wspieranie (czy też osłona) własnych oddziałów z dużej odległości czy też precyzyjne naprowadzanie na konkretne cele. Misjami, które wzbudzają najwięcej emocji są te, których celem jest eliminacja szczególnie wartościowych jednostek przeciwnika. Snajper to broń, która uderza z dużej odległości, bardzo precyzyjnie, pozostając niewykryta. Eliminacja wyższych oficerów sił przeciwnika czy celów o szczególnej wartości strategicznej może (choć nie musi) zmienić losy bitew. Dostanie się pod ogień snajpera ma też szczególnie dewastujące konsekwencje dla morale żołnierzy, którzy stają się jego celem. Potwierdzają to praktycznie wszystkie relacje tych, którzy przeżyli takie sytuacje. Padający wokół koledzy, świadomość, że właśnie w tym momencie mogą znajdować się w centrum lunety wrogiego snajpera, a przede wszystkim brak możliwości odpowiedzi ogniem na atak sprawia, że snajperzy są wyjątkowo znienawidzonymi jednostkami. W czasie I i II wojny światowej wielokrotnie dochodziło do mordowania z zimną krwią pojmanych snajperów (nawet przez oficerów!). Dowódcy wprost stwierdzali, że snajperzy nie mają co liczyć na honorowe traktowanie czy przestrzeganie jakichkolwiek konwencji wojennych skoro zabijają skrycie. Dlatego też wielu z nich, otoczonych walczyło do ostatniego naboju, a kiedy nie mieli już wyjścia popełniało samobójstwo. Warto wspomnieć, że szczególnym zadaniem snajperów była… eliminacja bliźniaczych jednostek strony przeciwnej, jako, że praktycznie nie wymyślono lepszego sposobu na zabicie wrogiego strzelca wyborowego. Te specyficzne pojedynki snajperów zawsze wzbudzają emocje i pobudzają wyobraźnię. Stąd takie filmy jak przywoływany przeze mnie wcześniej „Wróg u bram” czy „Snajper”.

Zabójcza siła tych jednostek jest jednak równoważona przez wyjątkowo słabą odporność na ostrzał przeciwnika. Podobnie jak w przypadku drugo-wojennych u-bootów – jedyną tarczą snajpera jest pozostać niewykrytym. Wykrycie snajpera oznacza w praktyce jego śmierć. Sam, przeciwko oddziałowi przeciwnika nie ma szans – choć zawsze może drogo sprzedać skórę!

Co ciekawe w grach multiplayer odbiór snajperów jest bardzo podobny jak w rzeczywistości! Snajperzy generalnie są nielubiani – szczególnie przez tych, którzy grają bezmyślnie i padają ich łatwą ofiarą. W Batllefield 2 – Bad Company, w którym z okiem przystawionym do lunety snajperki spędziłem wieeeeele godzin wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć, że oszukuję, czyt. jestem cheaterem – częstotliwość tych oskarżeń rosła wprost proporcjonalnie do fragów na moim koncie. Przezabawne są też oskarżenia o camperstwo – co w przypadku snajpera jest… dziwne. Bo można powiedzieć, że jego głównym zadaniem i niejako podstawowym warsztatem taktycznym jest właśnie zasadzić się gdzieś w trudnym do wykrycia miejscu i eliminować cele czy też informować swój oddział o działaniach wroga. Dlatego najwięcej frajdy zawsze sprawiały mi pojedynki z innymi snajperami, którzy podobnie jak ja doskonale znali mapę i wszystkie te, charakterystyczne dla strzelców miejscówki. Polowanie na siebie nawzajem zmuszało do wyjścia poza rutynę, albo przynajmniej do błyskawicznego celowania i naciskania spustu.

Pav-1976-stamp

Kariera snajpera – Ludmiła Pawliczenko trafiła na radzieckie znaczki

Tak ciekawej jednostki po prostu nie mogło zabraknąć na wirtualnych polach bitew. Dlatego też praktycznie od kiedy pamiętam mogłem się cieszyć w grach możliwością kontroli snajpera. W legendarnym już dziś Rainbow Six: Rogue Spear wprost uwielbiałem misję z odbijaniem samolotu. Do dziś pamiętam pagórek, na którym zasadzałem się ze snajperką (PSG-1) i zdejmowałem terrorystów na schodach samolotu. Mogłem to robić bez końca. Tam też polubiłem się z inną snajperką – M82, choć to właściwie broń przeciwpancerna… Potem była cała masa innych gier, w których ZAWSZE byłem snajperem (poza jednym przypadkiem, czyli America’s Army, gdzie biegałem z M4 i M16!). Nawet w XCOM, w którego zagrywam się ostatnio najbardziej doświadczoną jednostką, z największą ilością „ufoków” na koncie (89 zabójstw na 26 misji) jest snajper Bogdanov!

A jakim typem snajpera w grach jestem? Cóż, na to pytanie najlepiej odpowiedzieliby ci, z którymi gram, czyli cormac, carnage i [hande hoch] polo. Na pewno entuzjastycznym. Okrzyki typu – YES!!! Kolejny krytyk!!! – to właściwie standard, bo faktycznie preferuję strzelanie rzadkie, ale w punkty krytyczne. Można mnie uznać za kolekcjonera headshotów. Najlepszym dowodem moje statystyki z Borderlands 2 – 2307 zabójstw ze snajperki, 2000 strzałów krytycznych (więcej nie liczy, bo wypełniłem wszystkie poziomy tego challenge’u), 300 zabójstw za pomocą strzałów krytycznych (też już nie zlicza), 200 zabitych z zaskoczenia (też nie liczy więcej). A więc klasyczny snajper…

A wy co wybieracie i dlaczego?

  • CarnAge

    Super :) widać, że w tekście obudził się w Błękitnym Łosiu duch historyka. Hmm faktycznie postaci dobieramy do charakterów. Ja w każdej niemal grze gram “tankiem”. Nawet w moich ukochanych RPGach na 99% wybieram “bijące” postaci, a moim ulubionym tandemem jest miecz plus tarcza i mocarna zbroja. Choć czasem robię wyjątko np w Neverwinter gram złodziejem… choć GRAstrolegion już nie chce grać w “N” :(
    W pierwszym Baldurze grałem Rangerem…

  • kornick

    Doktor Jolo kamperem! Grałeś moze w Sniper Gohst Warrior 1&2??

  • hall41

    Medyk, MP40 i Luger. Ponad 4 lata grałem medykiem w Enemy Territory. I przeniosło się to tez na inne gry, tym niemniej nigdzie nie grało mi się medykiem tak dobrze, jak w ET.

    To se ne vrati :-(

  • obimas

    U mnie zawsze CQB jakis. Czy w rpg czy fps. A jak czasem pogram snajperem to jedyne cele jakie zabijam to drogi, sciany i inne tym podobne.Brakuje mi grania w COD world at war tylko na bolt action rifles bez snajper to byl cholernie miodny tryb i jednoczesnie strasznie denerwujacy.

  • Kaplus

    Jolo uczy historii nie tylko w szkole :D

    Chociaż miewam czasami odchyły (jak kapłan w D&D i Neverwinterze) to jednak też w zdecydowanej większości przypadków gram magami, przywołaczami i snajperami. Tak było w Baldurze, tak było w WoWie, tak jest i w Borderach. Przy czym w tym ostatnim mam teraz największą frajdę, bo mogę połączyć zabawę w snajpera i przywoływacza.

    Fajnie, że została w tekście wspomniana moja ulubiona broń, czyli Barrett M82, broń przeciwpancerna, której przeznaczeniem było rozbrajanie min i ostrzeliwanie lekko opancerzonych pojazdów. Na szczęście ktoś wpadł na pomysł żeby użyć tego na ludzi. Przy okazji podzielę się dwoma ciekawostkami, których nie ma w tekście.
    Podobno istnieje jeden potwierdzony przypadek, w którym człowiek przeżył strzał w brzuch z tego wielkokalibrowego karabinka. Drobnym szczegółem jest to, że było to podczas ćwiczeń w jednostce wojskowej i zaraz obok był medyk.
    Na temat wspomnianego w tekście Simo – nie korzystał z przyrządów celowniczych nie ze względu na swój sokoli wzrok, ale z tego samego powodu dla którego m.in. zamrażał śnieg. W szkłach lunet odbija się światło, a on chciał pozostać bardzo niewykrywalny.

    Widzę też, że nie tylko mnie śmieszy stosunek do snajperów w grach. Okrzyknięcie wzorowego snajpera kamperem to zwyczajny przejaw głupoty i niemożności pogodzenia się z utratą wirtualnego życia. A jeszcze bardziej śmieszą mnie serwery, w których za kampienie wyrzuca się graczy. Zrozumiałbym jeszcze gdyby czaić się na spawnpointy (bo to akurat jest chamstwo), ale nie klasyczne czajenie się snajperem.

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Simo Hayha był nazywany przez ruskich “Biała Śmierć”. Warto wspomnieć, że tych pięciuset ruskich żołnierzy to sprzątnął tylko z karabinu wyborowego. Do tego należy doliczyć podobno ponad 200 z półautomatu i pistoletu, co jak łatwo policzyć daje około siedemset martwych ruskich duszyczek na koncie. Teraz policzmy na szybko.

    Wojna Zimowa, czyli inwazja rusków na ziemię Fińską trwała w sumie bardzo krótko. Z tego co pamiętam to chyba nieco ponad 3 miesiące. Przyjmijmy więc te trzy miechy. Z grubsza licząc daje nam to około 90 dni. Posługując się więc zaawansowana matematyką na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej, daje nam to średnią prawie 8 ruskich na dobę. Zakładając że nie polował w nocy, można śmiało założyć, że równo co godzinę każdego dnia, umieszczał małą ołowianą kulkę w czerepie sowieckiego żołdaka. Cóż -niezła średnia. :)

    Wracając do tematu – ja również bardzo często gram (a właściwie grałem) wszelkiego rodzaju klasami snajperskimi. Nie dla mnie rozgrywka a’la Rambo. Ostatnimi czasy jednak zauważyłem, że bardzo ciągnie mnie do wszelkich klas supportujących – głównie medyków, ale także inżynierów, czy innych, nie biorących bezpośrednio udziału w krwawej łaźni. Gry nabierają wtedy całkiem innego charakteru.

    Najlepszym przykładem jest katowany przez nas Border. Gram Syreną rozwijając drzewo healingu. Fakt, nie mam tylu zabójstw na koncie co chłopaki, ba!, nie mam pewnie nawet połowy z tego, ale straszną frajdę sprawiają mi sytuacje gdy, dla przykładu, ktoś konający woła o pomoc, ja podnoszę go z daleka bańką (taka zdolność Syreny), po czym on woła że “już nie trzeba, podniosłem się” nieświadomy nawet faktu, kto uratował jego dupsko :) Podobnie jest z leczeniem. Ponad połowa amunicji leci na leczenie kompanów podczas jatki, którzy również nie zawsze są tego świadomi i cieszą się, że tak dobrze im idzie.

    Gra klasami supportującymi daje mnóstwo radochy, choć z całą pewnością nie jest się Gwiazdą Rocka. :)

    • ash_22

      Fakt, kaplus wziął syrenę na pierwszy ogień i dzięki temu oszczędzaliśmy dużo czasu przy bardziej intensywniej wymianie ołowiu. W sumie teraz gram komandosem, i jego działko jest świetnym supportem ofensywnym dla naszego duetu.

      • Kaplus

        Jakby na to nie patrzeć, teraz mamy kwartet, chociaż graczy tylko dwóch.

        DC, ciesz się, że nie wiedzą. W tego typu grach podstawowa zasada to “jeśli ktoś padnie to wina healera” :P

  • polo_tuc

    Mam dwa tryby gry. Pierwszy: jeżeli gra na to pozwala, skradam się garetuję i jansenuję. Nie zabijam nikogo. Jeżeli uruchomię alarm, wgrywam sejwa (kiedyś zaczynałem odnowa poziom, ale już nie te lata)

    Tryb drugi: VeryCloseQuatersBarserkin’Combat nazywany też IJFM. Jeżeli kontaktuję się z grą za pomocą lufy i cyngla, to muszę być blisko ginącego wroga, musi być łomot i bryzgająca krew, żeby poruszyły mi się bebechy. Strzelby i karabiny, karabiny i strzelby. (pozdrawiam redaktorów brukowów szukających materiałów o graczach psychopatach!)

    Późno zacząłem grać w Quake’a po sieci, ale to on mnie tak brzydko wychował; na początek gry trzeba dać trochę za głośno w słuchawki i pograć trochę “na Rambo”, aż mózg i organizm przestawi się na tryb “zabijaj albo zginiesz” Fajną rzecz zaobserwowałem jak się dobrze wkręci w szybki i ostry mecz, przestaje się patrzyć na określony punkt ekranu, reaguje się tylko na ruch i dźwięk, poza świadomością. To jest tryb, który w dobry dzień pozwala wygrać w QL pojedynek 1 na 3 czy nawet 1 na5 (raz w życiu!:). Taki indukowany szał bitewny jest zaje – pardon my french – bisty!

    Oczywiście granie w drużynie w Borderlands 2 nie pozwala do końca się wyszaleć, ale inwestuję w odporność i tarcze itp. żeby jak najmniej angażować healera. I oczywiście angażuję cały czas.
    Snajperzy to oczywiście tchórze, takie Francuzy w grze :) Ale zaznaczam, w życiu się nie czepiałem kampienia, lubię starać się ich przechytrzyć, dotrzeć do ich gniazdka, i zrobić CHLAP! z przyłożenia. Ęwętualnie granat :D

  • gregory

    Też gram snajperami w grach. OStatnio w Sniper ghost warrior 2 :)

  • bari

    Fajny artykuł jak byłem mały chciałem być snajperem :D

  • snipa

    Zawsze chciałem być snajperem :)