web analytics

«

»

Obchód tygodnia #184

satellite-reign3No i mamy piąteczek. Co robimy? Gramy oczywiście! Mamy coś w cyberpunkowym klimacie na talerzu.

Ostatnie dni były dla mnie dość szalone, ale na razie jakoś się trzymam. W co będę grać w ten weekend? Ja zanurzę się w cyberpunkowym klimacie gry Satellite Reign. Gry jeszcze nie odpaliłem, ale to ponoć takie połączenie X-Com’a i kultowego Syndicate – kolega Jolo w to gra i pewnie więcej może o tej produkcji powiedzieć.

Co jeszcze? Jak sądzicie dokończę w końcu tego trzeciego Wiedźmina czy nie? Obiecuję to sobie już od kilku dobrych tygodni i jakoś mi nie wychodzi z czasem.

No dobra! Kończę ten obchodzik bo jestem strasznie zmęczony. Grajcie i bawcie się. Na deser wideo.

  • Jolo

    Faktycznie gram w to Satelite Reign i całkiem to przyjemne. Śmierdzi Syndicate na kilometr. Ładnie klimatycznie, cyberpunkowo. Niby wszystko gra, nie jest łatwo (czyli ok), ale czegoś mi jednak brakuje (nie wiem czego). Chyba troche brak mi czynnika który skłaniałby mnie do pchania wózka do przodu. Mam ileś tam misji do zrobienia, ale w sumie to nie wiem po co….Nie wiem, na pewno jeszcze pogram, ale dupy mi nie urwało.

    Poza tym – zacząłem Pillars of Eternity. Tworzenie postaci super, wszystko super jak w starym dobrym BG. Problem w tym, ze tu mam wrażenie wszystko jest jak w BG, aż za bardzo. Walka z aktywną pauzą już mi chyba nie leży. Po turowym Divinity Original Sin ten model odpowiada mi bardziej. Fabularnie nie oceniam, bo dopiero zacząłem więc trudno mi cokolwiek mówić. Gram dalej. Kocham RPGi więc muszę dać Pillarsom szansę, tym bardziej ze opinie zebrały bardzo dobre.

    No i statki, choć nie grałem w nie od 3 dni to wciąż jest to temat jak najbardziej aktualny. Tym bardziej ze od 17 wrzesnia konczy sie beta i Warshipy staja sie pelnoprawnym produktem.

    Ksiązkowo – ostatni Clarkson – chichotam non stop.

    Miłego weekendu wszystkim!

  • RandallFlagg

    Miał silne postanowienie ogrania trzech point’n'clicków które od pewnego czasu zwracały moją uwagę i – z uwagi na bycie bez reszty pochłonięty jedynym Dickensem, którego dotąd nie “przerobiłem” (“Tajmenica Edwina Drooda”) – udało mi się zagrać tylko w jedną z trzech zaplanowanych na mijający weekend gier. Szerszymi wrażeniami z gry w pierwszy epizod re-bootu King’s Quest podzielę się już wkrótce – tutaj napomknę jedynie, że siedem godzin spędzonych z niniejszą produkcją zaliczam do czasu dobrze i mile spędzonego.

    Filmowo, wciąż w duchu dickensowskim, czyli “The Invisible Woman”. Biograficzny film skupiający się na romansie Dickensa z aktorką Ellen “Nelly” Ternan. W roli Dickensa naprawdę znakomicie sprawdził się Ralph Fiennes, a sam film – ku mojej uciesze – wykroczył daleko poza ramy romansidła, którego się obawiałem. Bardzo dobry film, świetna interpretacja postaci pisarza, jak i osób z jego otoczenia. Polecam!

    A na deser pozostaje Wiedźmin Forever – gram, i gram, i gram i końca nie widać. A ja pomału zastanawiam się, czy chcę to skończyć, bo granie w W3 weszło do mojego planu dnia (a raczej późnej nocy) i codziennie – w trybie serialowym – robię po jednym, dwa questy i jakoś się tak przyzwyczaiłem do tego :)

  • polo_tuc

    Skończyłem Dead Space 2 i jako game+ gram w Dead Space 3. Trójka d.py nie porywa, za to długa jest. Głównie dzięki backtrackingowi i durnowatym qte. Gdyby jej odrąbać te niepotrzebne narośla, byłaby świetna 10-godzinna gra zamiast niezłej 20-godzinnej. No ale.