web analytics

«

»

Obchód tygodnia #159

Wyginam śmiało...

Wyginam śmiało…

No nie! Jest piąteczek, ale trzynastego, a więc jeżeli jesteście przesądni to nie czytajcie dalej. Tak wiem… i tak przeczytacie bo na deser nowy Wolfenstein i BAFTA dla rodzimej produkcji.

Entliczek, pentliczek trzynasty piąteczek… czy jakoś tak. Nadszedł upragniony weekend i znowu możemy bawić się na całego w nasze ulubione gry. Co u mnie na tapecie? Oczywiście zombiaki, a jak paskudni nieumarli to oczywiście Dying Light. Chociaż może nie dzisiejszego wieczora w końcu jest ten paskudny trzynasty. No, ale są też i dobre wieści. Nasza rodzima produkcja, czyli Ethan Carter dostała nagrodę BAFTA. O grze pisał nasz redakcyjny kolega doktór coppertop – sprawdźcie recenzję. Adrianowi Chmielarzowi i jego ekipie serdecznie gratulujemy.

A co słychać tak ogólnie? Ja powoli dochodzę do siebie, ale jeszcze dużo czasu minie zanim wrócę do pełnej sprawności. Choć teraz już sobie spokojnie wychodzę na spacery z GRAstropsinką i nawet po takiej eskapadzie nie czuję się zmęczony. Jeszcze kilka tygodni temu byłem po takim wysiłku totalnie wykończony.

Tradycyjnie sięgam na półkę z książkami jaką lekturę wybrałem na ten weekend? Poczytam sobie Hobbita. Tak jest! Lubię wracać do książek wielokrotnie już czytanych i tak jest w tym przypadku.

Na deser materiał wideo z samodzielnego dodatku do Wolfensteina. Już nie mogę się doczekać majowej premiery tego tytułu.

  • kolabor666

    Nie gram bo przyjechał Benek Benito :) i pijeeeemy

  • RandallFlagg

    Kolejny tydzień z głowy. Towarzyszące zbliżającemu się weekendowi przyjemne uczucie zostało obrócone w niwecz wczorajszą wiadomością o śmierci mojego ukochanego pisarza, Terry’ego Pratchetta (informacji tej wciąż nie przyjmuję do wiadomości – z pewnością kartonik z napisem “NIE JESTEM MARTWY” musiał upaść gdzieś pod łóżko!). Znakomity pisarz, doskonały obserwator i krytyk ludzkiej natury, filozof i ojciec wielkiego uniwersum, który osierocił w miniony czwartek niezliczone rzesze wspaniałych postaci. Nie wrócimy już do Lancre, nie poznamy dalszych przygód Rincewinda i spółki. Nie wiem, kiedy zbiorę się w sobie psychicznie, aby ponownie sięgnąć po jego książki a o kontynuacjach pisanych przez epigonów nie chcę nawet słyszeć…

    W minionym tygodniu udało mi się ukończyć Obcego: Izolację i napocząć Śródziemie: Cień Mordoru. Na weekend jednak przewiduję zapoznać się z urzekającą stylem graficznym grą Ori and the Blind Forest. Platformówkę w stylu Metroidvanii zarekomendował mi Konsolite, więc pewnie obaj szerzej wypowiemy się w o niej w najbliższym podkaście oraz być może (w moim przypadku) i na pewno (w przypadku Konsolite) poprzemy te wypowiedzi tekstami tu i ówdzie :)

    Książkowo zmierzam do końca książki “Metallica – Bez przebaczenia”, o której również wtrącę kilka słów przy okazji kolejnego nagrania. W przyszłym tygodniu pozostanę w Książkowym Klubie Miłośników Poszerzania Horyzontów Muzycznych i zapuszczę się w nieco inne rejony geograficzne, ze słonecznej Kalifornii do dżdżystego Londynu i wraz z Jonem Savage zgłębię historię punk rocka za sprawą jego monumentalnej książki “England’s Dreaming”.

    Filmowo i serialowo wciąż nowe odcinki “Justified”, “Shameless”, “Better Call Saul”, “Vikings”, oraz “House of Cards”. Pierwsze 4 nieodmiennie polecam, ostatnie jednak straszne “meh” i znaczący spadek formy w tym trzecim sezonie.

    Koniec przekazu. Miłego weekendu dla wszystkich!

  • kornick

    Odpaliłem PS2 i Silent Hill 2 Końsko się boję ale gram
    Miłego weekendu koledzy

  • gfs

    Brawo Chmielarz i Carter

  • macioh

    Skończyłem Ori and the Blind Forest. Dawno tak dobrze nie grało mi się w platformówkę, gra nie jest mega długa (z szukaniem znajdziek i umieraniem całość zajęła mi 16godz), ale po zakończeniu wydaje się to w sam raz. Do tego nie powtarza w kółko tego samego, nie jest przedłużana na siłę i daje dużo radości :-)

    Wygląda i brzmi świetnie – technicznie niemal perfekcyjna. Zero glitchy, kierowana postać nigdzie się nie klinuje i zawsze bezbłędnie wykonuje to co zrobimy z padem. Zdarzyło mi się dosłownie kilka momentów kiedy gra zgubiła kilka klatek albo zwolniła – za każdym razem w totalnie nieistotnym miejscu, więc pierdoła. Historyjka ok, w sam raz na wieczorynkę :-)

    Poziom trudności jest jeden, dobrze wyważony. Do białej gorączki mogą doprowadzić poziomy “na czas”, gdzie goni nas woda/lawa/itp, ale przez to że Ori zawsze robi to, co mu karzemy, nie bluzgamy na grę, twórców i ich rodziny, tylko na siebie. Umieranie też nie doprowadza do szału – nie ma tutaj czegoś takiego jak ekran ładowania, “umarłeś, wciśnij a” itp itd. Jeśli wojujemy z dłuższą sekwencją i Ori skona, to natychmiast jesteśmy przenoszeni do początku etapu lub ostatniego punktu zapisu – bez ceregieli.

    Jak ktoś lubi wyzwania, to może porwać się scalenie trzech osiągnięć i przejść grę bez rozwijania postaci umierania i w czasie poniżej trzech godzin :-P

    • RandallFlagg

      Ja jestem dopiero po etapie uciekania przed wodą, który napsuł mi sporo krwi, ale w większości zgadzam się z Twoją opinią. Jest wyzwanie, ale jest też spora satysfakcja, o czym mogą zaświadczyć koledzy Karnaś, Wujo i Konsolite, którzy wczoraj usłyszeli moją reakcję po pokonaniu tego etapu :) W zasadzie przyczepić się mogę jedynie do jednej malutkiej rzeczy – postać jest trochę za mała i na wielu etapach słabo wyróżnia się od otoczenia (zwłaszcza w tych miejscach, gdzie podobnych mu światełek i lśniących elementów tła jest pełno).

      Nie wiem, kto jest w stanie ukończyć tę grę w 3 godziny, albo bez umierania, ale jak podają strony agregujące osiągnięcia – nikomu jeszcze się to do tej pory nie udało :)

      Naprawdę dobra, oldskulowa rozgrywka, jest nerw, jest radość po przejściu trudnego etapu. Swoją drogą czekam na szitstorm ze strony ludzi spodziewających się samoprzechodzącej i wywołującej fontannę łez wzruszenia bajeczki :)

  • banan

    Ja wlaśnie gram w Wolfensteina rewelka