web analytics

«

»

Kryzys gracza

Zatrzymać czas!

Zatrzymać czas!

Późny wieczór, a właściwie noc. Cały dom już śpi. Nikt nie woła, nie dzwoni, nie przeszkadza, nie odrywa od rozgrywki. Po domu nie biega też moja 5-letnia pociecha dla której niektóre obrazy z gier (takich jak choćby The Walking Dead) nie byłyby wskazane. Idealna pora dla gracza. Nalewam sobie kufel zimnego, jasnego. Siadam wygodnie w fotelu przed komputerem. I… nic. Kompletnie nic. Zamiast odpalić jedną z kilkunastu gier zainstalowanych na dysku siedzę i gapię się w monitor nie mogąc zdecydować się na żadną z nich. Wśród tytułów radośnie zachęcających mnie swoimi ikonkami pełno prawdziwych hitów, gier gigantów, znajdzie się też kilka MMO. Są też pozycje lżejsze, nie wymagające ode mnie myślenia, kombinowania – można by rzec – pure fun. Do wyboru zręcznościówki (Super Meat Boy), sportowe (NBA 2k), strategie (Shogun 2 – Total War, Civ 5), RPGi (New Vegas), przygodówki (Resonance) i wiele innych. I co? I nic. Od czasu do czasu włączę jeden mecz w NBA 2k, lecz zdecydowanie częściej kończy się na… niczym. Znacie to uczucie?

Bolesna dorosłość gracza

To co mnie męczy od jakiegoś czasu to chęć odkrycia źródła problemu. Próba wyjaśnienia przyczyn tego dziwnego, zupełnie obcego mi dotychczas zjawiska. Czym jest wywołana owa niechęć (?) do grania? Znudzenie? Zmęczenie? A może po prostu gry przestały mnie bawić? Może z nich wyrastam?!

Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że (co za paradoks!) odpowiedź na wszystkie te pytania jest twierdząca co wcale nie oznacza, że od jutra przestanę grać.

Będąc pracującym człowiekiem po 30-tce, posiadającym rodzinę, dziecko na własne rozrywki, w tym gry, które jednak nie są moją jedyną pasją mam najzwyczajniej w świecie mniej czasu. Mniej, czyli jak wszyscy w podobnej sytuacji życiowej wiedzą – w ciągu tygodnia praktycznie wcale. Rodzina, robota, dziecko, dom, zakupy. Zobowiązania wobec najbliższych, wobec pracodawcy, przyziemne, codzienne obowiązki domowe sprawiają, że po tym powszednim maratonie na tak banalne rzeczy jak granie po prostu nie starcza czasu. A nawet jeśli wieczór okazuje się wolnym to najzwyczajniej w świecie jestem tak zmęczony, że jedyne na co mnie stać to wegetatywnie gapić się w migające obrazy bez angażowania do tego mojego mózgu, a tym bardziej rąk. W ciągu dnia natomiast, nawet jeśli nadarzy się okazja aby zagrać ilość tytułów do wyboru skutecznie ogranicza obecność córki. No bo jak strzelać do mutantów czy odrąbywać łby zombiakom na oczach 5-latki? Pozostają mi więc do wyboru proste gry zręcznościowe i ewentualnie strategie. O ile zręcznościówki mogą jeszcze być (choć akurat krwawy Meat Boy odpada) o tyle strategie w ciągu dnia to kompletna pomyłka. To gry, które wymagają zaangażowania i przede wszystkim dłuższej sesji – tylko wtedy ma to jakikolwiek sens. A o dłuższej sesji i braku czynników rozpraszających przy 5-latku można sobie tylko pomarzyć. Na poważne gry pozostaje więc pora wieczorna. Ale tu wracamy do wątku zmęczenia, który bardzo skutecznie odstrasza mnie od poważnych tytułów po godzinie 22. I znów klops.

To se ne wrati…

Istotne znaczenie ma więc czas. Pora gry, jak i czas rozgrywki. Złapałem się na tym, że zabawę z każdym tytułem zaczynam obecnie od sprawdzenia w necie ile czasu zajmuje przejście kampanii single player. Jeśli czas przekracza 15 godzin zaczynam poważnie zastanawiać się nad odrzuceniem takiego tytułu. Dlaczego? Dlatego, że te 30 czy więcej godzin koniecznych do skończenia tytułu rozciąga się przy moim obecnym sposobie gry do niebotycznych rozmiarów zajmując mi czasem ładnych kilka miesięcy. Co z tego, że całkiem przyjemnie biega mi się po dachach Rzymu w Assassin Creed skoro na przejście całości będę potrzebował aż 30-tu godzin?! Czy to bieganie jest aż tak fajne, żeby poświęcić na nie aż tyle czasu? To samo z New Vegas. To świetna gra. Ale jej świat jest tak wielki i pełen różnych zakamarków, że choć mam na liczniku już grubo ponad 30h gry nie jestem pewnie nawet w połowie! Kiedyś, w liceum czy nawet na studiach bez problemu mogłem poświęcić jednemu tytułowi 100 godzin. Potrzebowałem na to pewnie niecałych dwóch tygodni. Dziś… to liczba niewyobrażalna, co nie oznacza że nieosiągalna! Ale żeby wbić 100-tkę potrzebowałbym nie tygodni, ale miesięcy! Dla jednej gry?! A na dysku leży ich wiele… Dlatego kiedy mam godzinę czasu – po prostu rezygnuję. Nie gram Nie włączam, żeby się nie drażnić. Nawet wyśmienite The Walking Dead przechodzę… trzeci miesiąc? Nie ze względu na nudę, bo to tytuł z genialną historią, ale ze względu na czas i ograniczenia opisane w akapicie powyżej. Temat znużenia jest jednak aktualny przy wielu współczesnych tytułach… Niestety. Coraz częściej gry są po prostu potwornie nudne! Na początku wszystko jest fajnie, kolorowo, ale po godzinie, czasem kilku nadchodzi kryzys. Z ekranu monitora wylewają się doskonale znane obrazy, schematy, czy zupełnie nijacy bohaterowie. Mało który tytuł jest w stanie mnie wciągnąć, przytrzymać przy komputerze, skłonić do regularnego grania. Większość pozycji na rynku to wtórne, odgrzewane kotlety, które widzieliśmy już w milionie odsłoń wcześniej. Może pod innym tytułem i w innym ubranku, ale to wciąż to samo! Czy naprawdę kolejna odsłona AssCreeda jest tak inna od poprzednich? Czym się różnią kolejne NFSy, GRIDy i inne? Branża zdecydowanie straciła świeżość, a zachowawcza polityka wydawców sprawia, że tytuły odkrywcze, nowatorskie pojawiają się nader rzadko. Światełkiem w tunelu jest rosnąca popularność tzw. indyków, czyli gier niezależnych wśród których potrafią pojawić się prawdziwe perełki. Jedynym co jest w stanie na dłużej przytrzymać mnie przy grze, nie wywołując jej deinstalacji po 5 godzinach zabawy to dobra historia. Dlatego wciąż gram w TWD, dlatego przeszedłem Mass Effect i Wiedźmina.

Czynnikami odstraszającymi mnie od gier są więc fizyczne zmęczenie, znudzenie czy wtórność dzisiejszych produkcji. Ale czy wyrosłem z gier? W pewnym sensie tak. Dziś zdecydowanie przegrywają z koniecznością odprowadzenia córki do przedszkola, z zakupami, pracą i tysiącem innych spraw pilnych i niecierpiących zwłoki. Z drugiej strony wciąż mnie do gier ciągnie – wciąż jestem ciekaw co się dzieje w branży, jaki jest ten czy inny tytuł. Choć dzieje się to w nieco innym wymiarze czasowym niż kiedyś. Zdecydowanie wolniej. Z większym (i coraz bardziej rosnącym) dystansem. Na luzie. Bez spiny. Bez wyścigu o premierę, bo i tak wiem, że nie będę miał czasu żeby grać już dziś, za godzinę, za chwilę.

Dorosłem…

Przeczytaj także tekst Hossa gracza, który jest odpowiedzią doktora polo na utyskiwania doktora jolo. ;)

  • takun

    Ale widzisz masz na liczniku w NV 30 h czyli grasz i lubisz :)

    • Jolo

      gram i lubię.. ale wiesz ile ja wbijałem te 30h – pół roku? a teraz od kolejnych 6 miesięcy nawet NV nie tknąłem… choć gra bardzo mi się podoba!

  • silent

    Wczoraj kupiłem nowego Hitmana na steamie – była zniżka. Teraz mam już wszystkie części Hitmana. Nawet nie zainstalowałem. Nie chce mi się. Z całych 127 gier na steamie zainstalowane mam 9: Batman, nowy Deus ex, New Vegas, Blood Dragon, Legend of Grimrock, Mafia 2, Mass Effect 1, Wiedzmin 1, nowy XCom. Jedyne co to przeszedłem Mass Effect – i to było dano temu na studiach jeszcze. Ostatnio najwięcej radochy sprawił mi Blood Dragon i Mafia 2 ale wg. steam w obie pograłem 3h na grę.

    Aha kupiłem ostatnio też wszystkie dlc do Mass Effect 3 i pomyślałem że przejdę sobie wszystkie części po kolei co by sobie się fajnie po wczuwać w historie. Taaa jasne… Zacząłem od ME1 (które mam na steamie) zrobiłem nowego Sheparda i przeszedłem misje w New Eden – to był jakieś 2-3 miesiące temu.

    Pamiętam czasy jak na studiach grałem w EVE Online.Prawie 6 lat w tą grę grałem. Czasami jak widzę jakiś nowy fajny trailer z dodatku to aż chce mi się wrócić. Ściągam nawet klienta i już miałbym aktywować konto gdy nagle stwierdzam: “szczerze? i tak nie będziesz w to grał!”.

    To się nazywa starość :(

    • kornick

      Może problemem jest ZBYT duży wybór. Siedzisz przed kompem masz listę gier i wpatrujesz się i wpatrujesz a potem odpalasz Internet i Grastro :P i tyle :P

      • Jolo

        to też na pewno – przynajmniej ja tak miałem do czasu, ale obecnie mocno ograniczyłem ilość gier zainstalowanych więc już takiego dramatu nie ma

  • kornick

    Wy wszyscy po 30stce macie jakieś okresy :P

  • orzeh

    10/10 mam tak samo, może nie gram tak jak Ty/Wy ale też żal mi czasu okrutnie na liche gry (co się niestety zwykle okazuje w trakcie “straty czasu”), dotyczy to także filmów. Boję się oglądać/grać bo okażą się beznadziejnie wykorzystanymi godzinami.

  • henio

    Ostatnio też mi się nie chce zbytnio grać. Coś tam pogrywam, ale dużo mniej niż wcześniej, średnio jakieś 5-10 godzin w tygodniu (kiedyś byłem w stanie wyciągnąć 30-40 godzin). Generalnie jak jest jakaś ciekawa premiera to zazwyczaj kupię i przejdę od razu, wtedy gram więcej. A na Steamie 650 gier, w większość nigdy nie zagram.

  • Magdalena Sowa

    Ale przecież wciąż w sieci mnóstwo graczy po 30, 40. Chociaż przyznam, że odkąd sama znalazłam pracę (nawet, jeśli tylko na pół etatu), nie mam już tyle sił i zapału do grania.

    • Jolo

      Magda powiem więcej -wg wszelkich badań branży średni wiek gracza to 30 kilka lat więc niby wszystko się zgadza, a jednak odczuwa się zmianę jakości i ilości grania

  • ash_22

    Też odczuwam kryzys gracza.

    Ilość godzin przeznaczonych na dany tytuł dziennie to rzecz względna. Wystarczy nawet krótka dwugodzinna sesja i wystarczy żeby być zaspokojonym, że tak powiem. Ale fakt, duże tytuły takie jak New Vegas (plus DLC) to była ogromna przeprawa. Ludzie spędzają setki godzin w Skyrimie i tym podobnych. Dlatego zostawiam je na spokojniejszy okres, albo gdy naprawdę najdzie mnie ochota na taką kobyłę. Dobrych gier nie brakuje, i nie ma co próbować tego kamuflować. Częściej też sięgam po pozycje starsze, które nie grałem albo zapomniałem o nich kompletnie.

    A gdy się nie chce w ogóle grać, i nie wiadomo co ze sobą zrobić, to najlepiej je całkowicie odstawić i zająć się czymś innym. Po takim totalnym detoksie nawet partia w tetrisa jest czymś ;).

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Zabawna sprawa, ponieważ aby napisać ten komentarz musiałem wygospodarować trochę czasu z Domowych Obowiązków, co udało się po ok 2h od przyjścia z Bardzo Ważnej Pracy. Sami widzicie, tak właśnie wygląda życie dorosłego gracza i nie są to tylko i wyłącznie puste narzekania. Czasu na ogólnie rozumianą rozrywkę jest tyle, że czasami pół godziny trzeba dzielić pomiędzy kilka przyjemności.Poważnie.

    W związku z powyższym, nie będę się nawet wypowiadał w temacie braku czasu na gry. Napomknę jedynie o czymś jeszcze. Wydaje mi się że to nie same gry się nudzą, nie “wyrastamy” z gier (bo niby jak można wyrosnąć z czegoś co sprawia nam cały czas przyjemność). Problem być może leży gdzie indziej. Mianowicie to jest trochę jak w tym powiedzeniu – “jeżeli dostatecznie długo będziesz bił psa, to on zrozumie że tak musi być”. Z nami jest podobnie. Od tak dawna musimy kraść czas na osobiste przyjemności, że zaczynamy być tym zmęczeni, cholernie zmęczeni. Dodatkowo długie przerwy w “ciągłości” sesji również nie pomagają – powoli zaczyna nam się wydawać że nasze ulubione hobby już nas nie bawi, a to nieprawda. Po prostu “życie” jest jakie jest. Nic się na to nie poradzi.

  • JakupW_Quatrix

    To Jolo trzeba czołgi odkurzyć, akurat na 3-4 bitwy będzie czas :)

  • kornick

    Jolo na Shoucie się cieszysz z Wiosnobrania czyli eee… kupisz jakieś gierki nie? :)

    • Jolo

      poluje na trzy – XCOM, Dishonored, Borderlands 2

      • kornick

        Czyli jednak chce się grać ;)

  • kornick

    kupują na wyprzedażach na potęgę faktycznie kryzys :P

    • ash_22

      Paradoks kryzysu gracza

  • clorox

    Czas przerzucić się na planszówki i zacząć grać z dzieckiem i znajomymi ;)

    • Jolo

      Planszówki zawsze miały u mnie swoje specjalne miejsce. Owszem gramy rodzinnie – Carcassone, Ticket to ride – Europa, od święta MtG. Ostatnio wypatrzyłem w sklepie Magię i Miecz – Talisman – już mam smaka na tą pozycję :)

      • krzychos7

        Talisman genialna sprawa :-) grało się w stare edycje za dzieciaka, teraz zagrywam się z dziewczyną i znajomymi w nową, w dodatku łatwiej dziewczyny namówić na to niż na gry PC (wręcz same chcą). Jedyny problem to że małe dzieci nie pograją, przynajmniej te 10lat skończyć muszą by łapać wszystko (na opakowaniu piszą wręcz od 12lat). Bo inaczej więcej ciągłego tłumaczenia i problemów z zasadami niż przyjemności z grania.

        • Jolo

          moja córa dopiero ma 5 lat więc Talizman jeszcze musi poczekać (też grałem za dzieciaka w stare edycje), ale w Eurobuissnes już nam się zdażyło zagrać… choć oczywiście z pomocą :)

  • NinjaNes

    Moim zdaniem problem tutaj opisany wynika z zachłanności. ;)

    Autor według tego co opisuje chciały zagrać w tyle rzeczy, że aż nie wie co wybrać. Chłopie – masz ~30 lat, a nie ~85, inne tytuły nie uciekną, poczekają na Ciebie ;) (a za jakiś czas dodatkowo potanieją jeżeli kupisz je później). Co jest złego w graniu przez kilka miesięcy wieczorami w przykładowo jedno New Vegas? Fantastyczna gra – można się zanurzyć w świecie w bardzo wysokim stopniu, immersja pierwsza klasa!

    Jeżeli sami się nastawimy, że chcemy mieć frajdę z danego tytułu i nie będziemy samych siebie poganiać wówczas frajda odczuwana z gry przechodzonej “na spokojnie” będzie kilkukrotnie większa. Mi pomogło. Mam nadzieję, że innym też pomoże zyskać więcej satysfakcji z grania – pozdrawiam! :- )

    • polo_tuc

      @NinjaNes – zgoda w 100%. Ja chyba na Morrowindzie się tego nauczyłem, że nie ma co sie spieszyć, nie mam pojęcia ile godzin w nuim spędziłem, ale nie robiąc przerw większych niż miesięczna grałem ok 24 miesięcy. Podobnie robię teraz ze Skyrimem: zacząłem grać w styczniu 2012, robie sobie przerwy, nawet po 3 miesiące i posuwam (grę) powoli ale z dużą przyjemnością :D. Kiedy skończę? nie mam pojęcia? Czy skończę? Prawie na pewno, bo Skyrim mi bardzo pasuje, cały czas bawi mnie walka, crafiting i łażenie po górach.
      No ale mogę sobie wyobrazić grę do której nie chce sie wracać, jakiś zhypowany fps, taki był super chociaż nikt jeszcze nie grał, o którym sie wiedziało wszytko nim wyszedł, wyrwało na preorderze i już już…….. nie dyga…
      (jak tam CarnAge ci idzie B.Infinite ?:)

      • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

        Cóż, niestety nie zgadzam się zupełnie z dwoma powyższymi komentarzami. Nie widzę sensu grać w przytoczonego wcześniej Skyrima przez 6 lat po 15 minut dziennie, ponieważ nie sprawia mi przyjemności przejście piętnastu metrów podczas jednego posiedzenia oraz wstawianie jednej książki na półkę. Tak według mnie nie wygląda granie. To, parafrazując, odzwierciedlenie stosunku przerywanego pod tytułem “we wtorek wsadzam, w czwartek wyciągam”. Gdzie tu przyjemność? Gdzie tu klimat?

        Z wizją grania w każdej wolnej chwili, zamiast oglądania seriali czy zwykłego czytania netu również mi nie po drodze. Po części z powodów wspomnianych powyżej, a po części z innej prostej przyczyny. Seriale oglądam wtedy, gdy jestem zbyt zmęczony na czerpanie przyjemności z aktywności w którą muszę się zaangażować (czyt. grania).

        Z jednym jednak muszę się zgodzić. Nie należy niczego robić na siłę. Dokładnie dlatego własnie wolę iść spać, niż udawać przed samym sobą że mam czas na moje ulubione hobby, że mam czas na cokolwiek, co choć trochę rozjaśniło by szaro-burą codzienność. Gdy nie można czegoś robić jak należy…należy sobie odpuścić.

        • polo_tuc

          Do grania nie siadam na krócej niż godzinę. Mam to szczęście, że 2h grania + 6h snu pozwala mi lepiej wypoczać niż 8h snu.
          W gruncie rzeczy mój tekst można sprowadzić do zadania “jesteś dorosły, wybieraj z czego zrezygnujesz”. Z tym (chyba) się zgodzisz.

    • Jolo

      NinjaNes – nie do końca zachłanność, bo nauczyłem się już grać max w 2-3 tytuły równocześnie. Kiedyś owszem – potrafiłem mieć zainstalowane ponad 20 gier i we wszystkie grać. Teraz luz. Problem raczej w tym, że jednak mimo wszystko ciekawość skłania do sięgnięcia po inny tytuł obok tego w który sobie gram (przykładowego New Vegas). Choć faktycznie tak jak napisał w swym polemicznym tekście Polo – to kwestia organizacji czasu – po prostu jak się ma 5-10 min to trzeba korzystać. I tak próbuję ostatnio i dzięki temu znów ruszyłem do przodu z graniem :)

  • Ex3v

    25 lat. Prawie 26. Bardzo dobrze znam to uczucie mimo tego, że dzieci dopiero w planach. Wszystko (w świecie gier) z czasem zaczyna być takie… nijakie. Ostatnim motorem napędowym była wymiana komputera i chęć pomęczenia nowej karty graficznej, bo w końcu skoro już się wyłożyło trochę grosza, to trzeba sprawdzić, czy się opłacało. Drugim motorem są nowe wydania kultowych dla mnie gier. Ale takich jest jedna, maksymalnie dwie w roku.

    Ok, przyznam się, że sequel Snajpera był całkiem fajny, był grą, która dla mnie skończyła się za szybko i znalazła się w moich rękach nie z powodów opisanych wyżej, a z czystej chęci grania w grę o interesującej mnie tematyce.

    Kiedyś potrafiłem przez kilka lat pod rząd grać w Q3. W czasach gimnazjalno-licealnych dzień w dzień męczyłem tę grę po 4, a czasami nawet 10 godzin dziennie. Zanim rodzice sprawili pierwszą, zawrotną (128kb/s) Neostradę, nie mając żadnego pojęcia o programowaniu, grzebałem w plikach gry i znalazłem pliki .h z botami, zacząłem tworzyć swoje o nieludzkich możliwościach.

    Inne gry także wciągały, jeszcze na początku studiów wykradały mi noce i zwracały mnie światu dopiero wtedy, kiedy przekrwione oczy zaczynały irytować pierwsze promienie.

    Minęło kilka lat i grać się odechciało. Nie chodzi tylko o powtarzalność tytułów i schematów, po prostu z biegiem czasu chcemy o tej 22 myśleć o pogadaniu z wybranką i położeniu się spać, bo rano trzeba iść do roboty, a nie na 14:00 na wykład. Priorytety. Priorytety się zmieniły.

    Dla mnie to dobry znak.

    Mówi się, że facet jest wiecznym dzieckiem, który ma małe szanse na wydoroślenie. Informatyk to w tym twierdzeniu przypadek ekstremalny.

    Nie chce się nam bawić w coś, co bawiło nas, gdy byliśmy dziećmi. Doroślejemy. Przestajemy być mającymi głupoty w głowie chłopcami, a zaczynamy być mężczyznami.

    Dla mnie to dobry znak.

  • bonx

    Nie wyrosnę z grania do 90 co najmniej :) ale zgadzam się że czasu trochę brak.

  • Boryss

    Na kryzys najlepiej browar lub dwa