web analytics

«

»

Kolejna groźba Internetu…

teraz już nie straszą Smokiem czy Babą Jagą....

Szperając w odmętach globalnego wysypiska śmieci, natrafiłem dziś na dość zabawną rzecz. Okazuje się, że 17 lipca ruszyła kolejna społeczna akcja, mająca na celu uświadomienie tępemu motłochowi, czyli nam, niebezpieczeństw związanych z „problemem nadmiernego korzystania z komputera i internetu przez dzieci oraz młodzież”.

Zazwyczaj mam tego typu akcje (zważywszy na ich skuteczność oraz sens) w głębokim poważaniu, tym razem jednak autorzy przeszli samych siebie, wywołując tym samym szczery uśmiech na mej facjacie.

Akcja zatytułowana „W którym świecie żyjesz” realizowana jest przez Polskie Centrum Programu Safer Internet. Szczerze mówiąc nie dane mi było dowiedzieć się co to za cudo, ponieważ po wejściu na ich oficjalną stronę okazało się, że sajt jest w całkowitej rozsypce i generalnie nie działa, co z całą pewnością dodaje powagi całemu przedsięwzięciu.

Rzeczona akcja naszpikowana jest oczywiście wyświechtanymi sloganami typu „Ci, którzy żyją w wirtualnym świecie, tracą prawdziwe życie”, „W którym świecie żyje twoje dziecko?” czy choćby „Nadmierne korzystanie z Internetu staje się dziś niezwykle poważnym problemem społecznym”, a ich zwieńczeniem jest całkowicie nietrafiony, kiepsko zrealizowany i mijający się prawie całkowicie z tematem filmik promocyjny. Cała ta akcja przypomniała mi słynną inicjatywę ze stawianiem billboardów oklejanych plakatami z napisem „Narkotyki są do dupy”, na których to potem wszyscy dopisywali „…a łyżka na to niemożliwe”. Więcej o tej absurdalnej akcji możemy sobie poczytać tutaj.

Nie mam najmniejszego zamiaru roztrząsać, czy też analizować wątpliwej zasadności powyższych założeń. W zamian mam tylko jedno pytanie; skoro autorom akcji tak bardzo zależy na zdrowiu psychicznym i fizycznym naszej młodzieży, to dlaczego wywalają kupę kasy na kompletnie nieskuteczne akcje informacyjne, zamiast przeznaczyć ją na np. wybudowanie kilkudziesięciu boisk do nogi, czy kosza dla dzieciaków? Albo na zorganizowanie zajęć letnich w postaci półkolonii czy kolonii? A może by tak całkowicie darmowe zajęcia sportowe w okresie letnim? Nie? Oczywiście że nie, bo na takich społecznych inicjatywach nie da się zarobić, w przeciwieństwie do wyprodukowania bzdurnej kampanii reklamowej dla „nikogo”…

Na sam koniec wcześniej wspomniany filmik.

  • Gazer

    Haahhha mocny koleś przy obiedzie :D

  • Henio

    E tam, problem jest powazny. Za moich czasow boisk bylo jeszcze mniej (jednak akcja z budowa Orlikow cos dala), a i tak siedzialo sie na dworzu, gralo w pilke, bawilo w chowanego itp. Dzisiaj dzieci i mlodziez siedza milionami przed komputerami i to nie tylko u nas, na calym swiecie. Efekt? Otylosc, fizyczna niesprawnosc i pewien regres spoleczno – umyslowy. Oczywiscie obcowanie z kompem ma tez dobre strony, ale tej koncepcji bronic nie musze – miliony sa gotowe to robic.

    I to moze byc zaleta tej akcji – takie robienie filmikow moze milionom otworzyc oczy, wyslanie 100-200 dzieci na kolonie, choc brzmi to okrutnie, pomogloby jedynie tej grupce (a i tak pewnie nie wszystkim). Bo jak inaczej cos zmienic?

    Ale nie powinienem sie na mlodziezy wyzywac – ja sam codziennie po powrocie z pracy zasiadam do kompa, a zdarza mi sie spedzac przed nim cale weekendy.

    • Coppertop

      Ale to, czy problem jest czy go nie ma jest tak naprawdę kompletnie bez znaczenia. Znaczenie ma to, że jak ludzie widzą takie reklamy to mają natychmiast ochotę sprawdzić maila albo odpalić pierwszą z brzegu grę komputerową. Z drugiej strony jakiś przewrażliwiony rodzic może zareagować na to paranoją, co też odbije się negatywnie na dziecku i bynajmniej nie zmniejszy jego zainteresowania spędzaniem czasu przed kompem.

      Poza tym, zawsze mnie rozwala pisanie, że w dzisiejszych czasach dzieci tylko siedzą milionami przed komputerem.

      Dokoła mojego bloku gania się cała masa dzieciarni, place zabaw i trzepaki są notorycznie oblężone. Młodzież też wcale na dupie nie siedzi — parking przed moim blokiem od pierwszego do ostatniego ciepłego dnia w roku praktycznie zamienia się w skatepark… który zresztą użytkownicy sami sobie budują i zbierają po zakończeniu treningu. Do tego oczywiście rowerzyści — mam tu trochę ścieżek rowerowych przy nowo wybudowanej (dzięki fabryce Della) drodze, które w najcieplejsze dni są zwyczajnie zatłoczone. Starsi, młodzież, rodziny z małymi dziećmi – pełen przekrój. Czasem się zastanawiam, czy tym młodym ludziom nikt nie powiedział, że można przez komputerem czy internetem.

      Oczywiście to nie znaczy, że oni nie korzystają z elektronicznej rozrywki w takiej czy innej formie. Korzystają, jak najbardziej, ale z umiarem. Trochę pograją, a później idą na rower, rolki czy co tam jeszcze. Ludzie, którzy korzystają z netu całymi dniami to skrajność i te kampanie, jeśli nie chcą zakłamywać rzeczywistości i urządzać polowania na czarownice, powinny to podkreślać.

      Tutaj natomiast wygląda to tak, że jeśli wolisz postrzelać na kompie zamiast pograć w niezwykle rozwijającą każdy aspekt Twojego jestestwa piłkę nożną, to znaczy że masz poważny problem. Otóż nie, to znaczy, że masz inne hobby, jesteś introwertykiem, lubisz inne rzeczy niż ogół społeczeństwa. Pokazywanie takiego stanu rzeczy jako ułomności jest po prostu durne.

      O tym jak zyskujący coraz większą popularność wskaźnik masy ciała powoduje ogromne zafałszowanie prawdziwego stanu nieistniejącej “epidemii otyłości” nie wspominam…

      • Henio

        Na zasadzie “na zlosc babci odmroze sobie uszy”? Ludzie robia sobie sami krzywde, kopanie pilki, ktore tak wykpiwasz daje przynajmniej dzieciom bezposredni kontakt ze soba, wspolne przezywanie emocji, tego gry raczej im nie dadza, nawet multiplayer. Zarowno epidemia otylosci (ile bylo grubych dzieci 10 lat temu, ile jest teraz), jak i rosnaca liczba godzin spedzanych przed komputerem to fakty.

        I tu nie chodzi o to jak dziecko spedza 2 godziny w niedziele po poludniu i czy odpali CoDa czy pojdzie pograc w pilke, przeciwko temu nikt by nie protestowal. Tu chodzi o praktyczne uzaleznienie, w ktorym dziecko po powrocie ze szkoly siada przed kompem i w ten czy inny sposob spedza przed nim reszte dnia.

        • Coppertop

          Zarowno epidemia otylosci (ile bylo grubych dzieci 10 lat temu, ile jest teraz)

          Ja się wychodząc z klatki schodowej potykam o dzieciarnię i żadne nie jest otyłe. Ale być może grubasy po prostu siedzą w domu i w ogóle nie wychodzą ;). Zapewniam Cię, że za “epidemię otyłości” odpowiedzialna jest w większości epidemia używania BMI do mierzenia otyłości.

          Czy rośnie liczba godzin spędzanych przed komputerem? Oczywiście, że rośnie. Ba, od 81 roku rośnie wręcz lawinowo. Chcesz wiedzieć dlaczego? Bo coraz więcej ludzi ma dostęp do komputerów i szybkiego internetu. Średnia ilość komputerów na gospodarstwo wzrosła z zera do jednego czy dwóch. Nic dziwnego, że ludzie średnio coraz więcej czasu spędzają przed komputerem, skoro go mają i, dzięki internetowi, mają przy nim co robić.

          Takie gadanie ma tyle samo sensu co stwierdzenie, że lawinowo spada ilość ludzi jeżdżących konno, a rośnie liczba kierowców. Bijcie na alarm! I owszem, są ludzie, którzy do sklepu na drugą stronę ulicy albo wyrzucić śmieci jadą samochodem, ale to jest wyjątek.

          A co do ludzi, którzy po powrocie ze szkoły siadają do komputera i spędzają przy nim resztę dnia. Jak wszystko, to też nie jest czarno białe. Część z tych ludzi spędza cały dzień przy facebooku, twitterze i pudelku, ale wtedy najczęściej mają znacznie większe zmartwienia niż siedzenie przed kompem, bo to nie są ludzie, którzy nie wychodzą. Uderzając w podobną nutę polowania na czarownice jaka jest obecna w tej całej my goodness kampanii społecznej mógłbym powiedzieć, że większym problemem takich ludzi jest prostytucja za spodnie, alkohol na imprezach, na które nikt nie powinien ich wpuścić i słoneczko. Ale nie będę taki niedobry.

          Większość natomiast ludzi, którzy spędzają cały dzień przed kompem to zwyczajne nerdy i introwertycy. Tacy jak np. ja. Ja po powrocie ze szkoły od razu siadałem do kompa. Budowałem kernel Linuksa na Gentoo, czytałem artykuły o grach i game devie, dokumentacje różnego rodzaju itd. Dzięki temu teraz jestem w stanie napisać shader przez sen.

          A ludzie, którzy przychodzą do domu i tłuką w gry? Czasem mają problem, zwłaszcza jeśli siedzą godzinami przy MMO (choć z drugiej strony mogą też tłuc niezłą kasę). Czasem jednak mają po prostu pasję — mogliby czytać książki, to by nikomu nie przeszkadzało, choć też żyliby w wymyślonym, oderwanym od rzeczywistości i często nic nie wnoszącym świecie. Ale powiedzenie czegoś takiego o książce zakrawa już na herezję — po grach można jechać do woli.

          Jeśli gra nie ma fabuły, to bez znaczenia, to też jest pasja. Problem w tym, że to, że te no life’y później wygrywają turnieje i kopią dupska Koreańczykom w StarCrafta albo wymiatają całą stawkę w Counter Strike’a nie ma już żadnego znaczenia. Ilu się coś takiego uda? Garstce. Procentowo jednak większej niż flakokopaczom marnującym całe dnie na boiskach do piłki nożnej. I nich mi nikt nie mówi, że granie, zwłaszcza wyczynowe, niszczy organizm, bo wyczynowy sportowiec po zakończeniu kariery rzadko bywa okazem zdrowia.

          Świat nie jest czarno biały i każda kampania społeczna, która go takim przedstawia jest gówno warta.

    • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

      Henio, gwarantuje Ci, że tego typu filmiki nie docierają kompletnie do nikogo, a jeżeli już dotrą, to ludzie pamiętają o nich maksymalnie do końca przerwy reklamowej. Taka forma uświadamiania, w tym konkretnym przypadku jest całkowicie nietrafiona. Pomijam już fakt, że to zwykłe pompowanie balonika, czyli demonizowanie problemu, który w zasadzie nie dotyczy wcale jakiegoś ogromu ludzkiej populacji. Spokojnie. Nic nam nie grozi. Ani komputery, ani Internet nas nie zabiją.

      • Henio

        Mialem okazje mieszkac w innych panstwach, sporo podrozowac i wszedzie jakies akcje spoleczne sa organizowane  – albo robią to władze lokalne albo krajowe. Sa to albo plakaty albo filmy, dot. dbania o zdrowie, oszczedzania energii, przestrzegaja przed przestepczoscia itp. itd. Dzisiaj odchodzi sie juz od przekazu typu “moze bys troche pobiegal?”, bo jest on zupelnie nieskuteczny. Spoleczenstwu trzeba przywalic w leb mlotem, zeby zwrocilo uwage (gdyby cala reklama sprowadzala sie do hasla “pamietaj, zeby nie spedzac zbyt duzo czasu przed komputerem”, napisalbys o tym felieton?) i powyzszej reklamie sie to czesciowo udalo. Jest zabawna i zwraca uwage na istotny problem – albo sama mlodziez albo ich rodzice te wiadomosc zauwaza – i oto w tym wszystkim chodzilo.

        • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

          No widzisz – zauważą. Załóżmy na moment że problem faktycznie istnieje. Co taka reklama zmienia? W zasadzie nic. Może i część ludzi zauważy (choć osobiście nigdzie poza internetem nie natrafiłem na tą akcję). Fajnie, będą mieli świadomość, ale co z tego? Zapomną o całej sprawie już na drugi dzień, a przeznaczenie tej kasy na wcześniej wspomniane boiska, czy zajęcia dało by dużo więcej, miało by jakiś wymierny, namacalny skutek. Skoro już zostało użyte słowo uzależnienie, to całą sprawę można porównać do problemu narkomanii. Dużo lepiej zbudować ośrodek leczniczy  dla tych ludzi, niż robić akcje “narkotyki są do dupy”, bo ewentualni przyszli   narkomani i tak będą mieli ją gdzieś, nie wspominając o tych, którzy już są uzależnieni.

          Jak dla mnie są to wyrzucone w błoto pieniądze. Podobnie zresztą jak inne tego typu akcje. Jeżeli chce się zrobić coś konkretnego to należy działać, a nie uświadamiać. Uświadamianiem jeszcze nigdy niczego nie zbudowano.

          • polo_tuc

            @digital_cormac Co taka reklama zmienia? W zasadzie nic.
             
            Reklama jest gorzej niż nie działajaca, jest szkodliwa. Problemem nie są synki, które posiedzą w necie, po czym pobiegną na dwór/na pole :)
            Problemem są ludzie którzy nie mają alternatywy: niepełnosprawni fizycznie, psychicznie, społecznie dla których internet jest sposobem na jakieś życie społeczne. Przy odrobinie szczęścia i ogarnięcia, którego nabiorą właśnie (tak,tak!) przez internet, będą mogli wyjść i pożyć bardziej w realu. Jak będa chcieli, oczywiście.
             
            No chyba, że rozpętamy kampanię udowadniającą, że są śliniącymi się przygłupami, jak w tym filmiku.
             
            O, wtedy to na pewno oderwą się od komputerów, na 100%….

    • twilitekid

      Uwielbiam teksty w stylu że młodzież siedzi tylko przed komputerami. A może wyjdź z domu sprzed tego komputera i zerknij na podwórko przy jakimś okolicznym osiedlu. Ja tam wracając z pracy ok godziny 17 musze się przedzierać przez tabuny dzieciarni biegającej za piłką, jeżdżącej na rowerach, bawiącej się na placach zabaw. Nie wydaje mi się żeby tych dzieci bawiło się wyraźnie mniej niż “za moich czasów”.

      • Henio

        Co ty, ja nigdy z domu nie wychodze, tylko siedze przed kompem.

      • polo_tuc

        @coppertop „ja się wychodząc z klatki schodowej potykam o dzieciarnię i żadne nie jest otyłe”
        @twilitekid  „Nie wydaje mi się żeby tych dzieci bawiło się wyraźnie mniej”
        Panowie, nie chce wam odbierać dumy z waszego zmysły obserwacyjnego, ale tonie są żadne ‘data’, to są ‘anecdata’
        Zajrzyjmy do „Informacji o wynikach kontroli realizacji zadań w zakresie zapobiegania
        nadwadze i otyłości u dzieci i młodzieży szkolnej”. NIK to zrobił.
        str 18: (…) wskaźnik procentowy uczniów z nadwagą i otyłością w 2009 r. we wszystkich podległych im szkołach wynosił: od 1 do 12% w szkołach podstawowych, od 1 do 13% w Gimnazjach oraz od 6,3 do 22% w szkołach ponadgimnazjalnych.
         
        No kurde, co dziesiąty 7-latek grubasek i co piąty licealista? To jest ok.? A badanie było w gminach małomiasteczkowych gdzie „tradycja” żywienia się fast foodem w oczywisty sposób jest ograniczona.
         
        tyle o dzieciach, teraz o  nas!
         
        (…)od 2004 r. populacja mężczyzn z nadwagą i otyłością wzrosła o dziewięć punktów procentowych. Wzrost wagi ciała nastąpił we wszystkich grupach wiekowych, przy czym najczęściej byli to stosunkowo młodzi mężczyźni w wieku od 20 do 39 lat.
         
        A czy i jaki to ma związek z graniem? Nie wiem, ale weźcie mi nie mówcie ‘nie ma problemu’

        • Coppertop

          str 18: (…) wskaźnik procentowy uczniów z nadwagą i otyłością w 2009 r. we wszystkich podległych im szkołach wynosił: od 1 do 12% w szkołach podstawowych, od 1 do 13% w Gimnazjach oraz od 6,3 do 22% w szkołach ponadgimnazjalnych.

          Kurde, tylko jakoś tego nigdzie nie widać… Nie sądzisz, że gdyby co piąty licealista był rzeczywiście otyły, to trudno by było tego nie zauważyć?

          Powtarzam po raz trzeci — ogromne znaczenie ma tutaj metoda obliczania kto ma nadwagę a kto nie. Według wskaźnika masy ciała co drugi sportowiec jest otyły. Taki hardkorowy koksu zgodnie z BMI byłby prawdziwym tłuściochem.

          Jakoś mam dziwne wrażenie, że te dane są właśnie efektem korzystania z BMI. Możesz podać jaką metodą było to obliczane?

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Pewnie tak, jak liczenie długości penisa wraz z kręgosłupem :)

          • Coppertop

            Coś w ten deseń. BMI jest trochę jak wiele równań ekonomii — kompletnie wymyślony, kompletnie oderwany od rzeczywistości i pozwala zarabiać MASĘ pieniędzy.

            http://en.wikipedia.org/wiki/Body_mass_index – jak widzisz, BMI zajmuje się tylko i wyłącznie relacją masy do wzrostu. To wszystko. W efekcie nie ważne, czy jesteś grubasem przyrośniętym do fotela czy traceurem* potrafiącym stać na rękach 5 minut na poręczy 30 metrów nad ziemią — w obu przypadkach BMI może wskazać, że masz nadwagę. Bo w sumie ją masz, tylko w pierwszym przypadku jest to tłuszcz, w drugim mięśnie.

            Polecam film Fat Head jeśli ktoś chce zobaczyć troszkę inne spojrzenie na temat ogólnie pojętej “wojny z otyłością”.

            *człowiek uprawiający parkour

          • Henio

            Liczy się trend.

            http://cornetis.pl/pliki/GP/2010/1/GP_2010_1_47.pdf

            Ludzi o nadmiernej masie ciala przybywa od lat 90. niezaleznie od tego czy badasz to sondazem, czy badaniem lekarskim i niezaleznie od tego jak to mierzysz. I nie przekonasz mnie, ze to wynik tego, ze kolejne setki tysiecy chodzą na silownię albo uprawiają wyczynowo sport i ten przyrost to miesnie.

          • Coppertop

            Zaraz pogryzę biurko. Ja piszę, że BMI jest gówno warty, bo nie ma żadnego przełożenia na faktyczny stosunek tłuszczu do pozostałych elementów Twojego ciała, a Ty mi wklejasz tekst oparty o BMI…

            Ten wskaźnik jest kompletnym nieporozumieniem, podobnie jak bardzo wiele statystyk, raportów i innych rzeczy dot. otyłości.

            Wiesz jak w USA, kraju, który spopularyzował m.in. BMI, liczono wskaźnik zgonów spowodowanych otyłością? W bardzo zabawny sposób — wrzucano do tego wora niemal każdy zgon osoby otyłej. Inaczej mówiąc, jeśli byłeś gruby, przechodziłeś przez jezdnię i pizdnął cię autobus, to w statystykach, które trafiały do raportów dot. otyłości figurowałeś jako zmarły w skutek otyłości. Fajnie, nie?

            Oczywiście ktoś może powiedzieć, że gdybyś nie był gruby, to może byś uskoczył… ale chyba nie o to chodzi.

            Podobnie jest np. z cholesterolem, który ma się niby odkładać w tętnicach i powodować zawały. Okazuje się, że większość zawałowców poziom cholesterolu ma w normie, albo wręcz za niski. Co więcej, jeśli dobrze pamiętam, to nawet nie cholesterol się odkłada…

          • Henio

            Ale zrozum, ze liczy sie trend! Przez ostatnie 2 dekady zwiekszyla sie masa w relacji do wzrostu u setek tysiecy ludzi, jak myslisz dlaczego? Wszyscy na silke chodza? Albo parkour uprawiaja?

          • Coppertop

            Nie liczy się trend jeśli ten trend jest wyznaczony wskaźnikiem, który tak naprawdę nic nie mówi.

            Równie dobrze mógłbyś powiedzieć na podstawie przytoczonego przeze mnie wyżej przykładu, że wzrosła ilość ludzi umierających w skutek otyłości. No chyba znając metodologię nie powiesz, że to by miało sens, nie?

            Nie przeczę, że nasze ciała nie są przystosowane do naszego obecnego stylu życia — bez wątpienia, bo fizycznie cały czas jesteśmy tzw. jaskiniowcami i powinniśmy żyć jak plemię Mek… Choć w rzeczywistości zdrowsi byśmy od tego wcale nie byli, ale nie zbaczajmy z tematu.

            Nie zmienia to jednak faktu, że wykorzystywanie w badaniach niewłaściwych narzędzi zaburza i demonizuje obraz i czyni więcej złego niż dobrego.

          • CarnAge

            Heniu, ale faktem też jest, że obecna młodzież jest większa od swoich rówieśników sprzed np. 3 dekad. I nie chodzi tu wcale o to, że są grubsi. Są po prostu… więksi/wyżsi etc.

          • Henio

            No wlasnie jesli rozumiesz jak jest BMI wyliczany to wiesz co taki trend oznacza.

            Zreszta wszystko jedno, moim celem nie jest obrona BMI, to tylko narzedzie, ktore ma pokazac, ze ludzie tyja, zarowno dlatego, ze tak pokazuja statystyki, jak i dlatego, ze widze to na ulicach. I dzieci i dorosli. Mysle, ze siedzacy tryb zycia, malo ruchu to wlasnie jeden z winowajcow.

          • Coppertop

            BMI, to tylko narzedzie, ktore ma pokazac, ze ludzie tyja

            Zgadzam się w całej rozciągłości, choć zdaję sobie sprawę, że nie taki sens tego zdania miałeś na myśli.

          • polo_tuc

            No sorry, copper ale:

            1. argument “nie widać”… jest brezwartościowy, lub - jak wolisz - gówno warty

            2. dyskusja jest o nadwadze i otyłości dzieci i młodzieży a ty włączasz do niej Harcorowego koksa? nie wiem co ci odpowiedzieć, naprawdę…

            3. Jaką inaczej chcesz badać duże grupy? Pomiar procentu tłuszczu w masie ciała jest lepszy, ok, zacznijmy dziś badać kohortę 10 latków to gdzieś za 5 lat skończymy, jak będą pieniądze.

            4. co sądzisz o zalinkowanym przez Henia artykule?
                http://cornetis.pl/pliki/GP/2010/1/GP_2010_1_47.pdf

          • Coppertop

            1) Argument jest jak najbardziej wartościowy, bo 20% to już nie jest statystycznie pomijalna ilość, na którą ślepym trafem można zwyczajnie nie natrafiać. To jest masa, pun intended, która powinna być wyraźnie widoczna. Nie jest.

            2) Nie wiem czy naprawdę nie przeczytałeś ze zrozumieniem, czy po prostu nie miałeś się do czego przyczepić… Hardcorowy koksu pojawił się w celu przedstawienia jak BMI zakłamuje rzeczywistość. Zgadzam się, że do dzieci to się ma nijak, ale do wartości całego wskaźnika jako narzędzia badawczego już tak. Zauważ, że Ty też wspominałeś również o dorosłych więc I plead not guilty.

            3) Uwielbiam kiedy za niekompetencję ludzi, w których gestii leży wykonywanie badań dobrze, a nie tylko ich wykonywanie, odpowiadać ma każdy, tylko nie oni. Mnie nie płacą za podsuwanie im rozwiązań na litość statystyki. To oni pracują w instytucji powołanej do konkretnego działania, która powinna to działanie wykonywać dobrze, a jeśli tego nie robi powinna być krytykowana.

            Argument “to zrób lepiej” jest nawet nie warty szerszego komentowania, bo jego używanie jest już naprawdę chwytaniem się brzytwy… Powtarzam, naprawianie NIKu nie leży w zakresie moich obowiązków.

            W zakresie obowiązków NIKu, natomiast, leży myślenie i jeśli nie istnieje lepsze narzędzie do pomiaru badanych wartości to powinni zrobić to, co nakazuje metoda naukowa — najpierw stworzyć narzędzie, potem brać się do badań, a nie korzystać z czego popadnie (albo z czegokolwiek, co przyjdzie z USA) byle tylko odbębnić i mieć o czym trąbić.

            Ale, firmy sprzedające suplementy “zamień kluseczki na figurę laseczki” na pewno są wdzięczne NIKowi i pozostałym instytucjom “badającym” temat za ich niekompetencję. Przynosi kosmiczne zyski.

            A mój cholesterol was raised.

            4) Napisałem w komentarzu powyżej.

          • polo_tuc

            ten ‘like’ do twojego komentarza to nie przypadek, doceniam wolę walki na komentarze

            1. ja też mam swoje obserwacje, z wrocławskich ulic, ale nie będe ich tu przywoływał. Nie chce łaczyć w jednym zdaniu “u mnie na dzielnicy” i ” statystycznie pomujalny/znaczacy”. Musiałbym zjeść, wysrać i wdepnąć w swój dyplom.

            2. skoro ogoniliśmy temat Burnejki, to weźmy się za nas, dorosłych facetów. I weźmy nasze własne jednostkowe obserwacje, a co. Widzisz zmany swojej wagi/kondycji fizycznej/psychicznej w zależności od ilości godzin spędzonych przy kompie?Czy zawsze jesteś – fuck yeah! – jak nowy? Bo ja po dwóch nocach przy cywilizacji, przespawszy od niedzieli łacznie 7h czuję się troche inaczej niż zwykle. Mało tego, w pracy przełożyłem na potem parę cięższych umysłowo tematów, bo mi za wolno idzie.

            3. To nie był argument “zrób to lepiej”, ale być może nieprecyzyjnie się wyraziłem. To był argument “wskaźnik BMI wykazuje dostateczną korelację z chorobami klinicznie połączonymi z otyłością, żeby używać go jako wskaźnika narażenia grupy na
            określone problemy zdrowotne, którym w  znaczącym stopniu można zapobiec ograniczając dostęp do chipsów w podstawówkach i mówiąc dzieciom że jest coś takiego jak nieprawidłowa masa ciała” Hej.
            A jeżeli chcesz otwierać dyskusję o postkolonialnej mentalności polskich naukowców i BigPharmie, to ok., ale poczekaj tydzień, będę miał urlop.
             

          • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

            Chwila, bo mam wrażenie, że zbaczamy z tematu. W tej kampanii najważniejszą rzeczą nie jest problem otyłości, ale alienacji i nieprzystosowania społecznego (zakładając oczywiście, że jest on problemem).

          • polo_tuc

            Zaraz zbaczamy… tak czesto mam flejm na Grasto?
            To trzeba podsycąć i pielęgnować :)

            No ale ok, zgadzamy się (chyba), że ten filmik mija sie z celem, a jego cel jest zrozumiały chyba tylko dla twórców.

          • CarnAge

            D_C tak na upartego po obejrzeniu tego filmiku to stwierdzam, że tu chodzi o narkolepsję i fakt, że jakaś gra (0:58) obudziła naszego dzielnego bohatera i już nie będzie ryjem w talerz się ciskał!

            Swoją drogą co to za gierka ;) co takiego kopa ma…

            A samo wideo jest wzięte ze starej kampanii clicksafe.de sprzed kilku lat…

      • Kaplus

        Prawda. Dzieci nadal się bawią, nadal są głośne. W moim przypadku zmieniło się tylko to, że czasami się zastanawiam ile lat mógłbym dostać za postrzelenie zbyt głośnego z wiatrówki.

        @polo_tuc:disqus nawet gdyby zaakceptować metody obliczania to nie oznacza, że mniej dzieci się bawi. Licealiści i gimnazjaliści to jeszcze inny świat.

  • kornick

    Ten młody gościu z filmiku to jakiś niezły paralityk. Żenada znowu gry winne!

    Siedzę na koniu (i gram w grę!)

  • Jolo

    Dołączę się do dyskusji i po części zgodzę się z Heniem. Sensowność takich kampanii jest, choć nie wiem czy w takiej postaci. Właśnie dlatego, żeby zwrócić uwagę na problem. Tak tak, może większość to oleje, ale jakaś część faktycznie zwróci uwagę na to co jego dziecko robi w domu po przyjściu ze szkoły. Z doświadczenia z pracy wiem, że dużo rodziców o swoim dziecku nie wie nic, ba, często i ich dziecku ja wiem więcej niż oni. Rodzice dziś nie mają czasu na i dla dzieci – robią kasę, są zmęczeni, albo mało odpowiedzialni. I faktycznie przez to nie uświadamiają sobie pewnych podstawowych faktów – że jak dzieciak spędza 6h na fejsie zamiast się pouczyć, to może być coś nie halo.

    Copper, niestety nie jesteś dobrym przykładem :P Bo moim zdaniem jesteś w absolutnym ułamku procenta dzieciaków, które bardzo wcześnie miały świadomość co chcą robić, po co i JAK. Dlatego Ty wracałeś do domu i się uczyłeś – siedząc przy komputerze. Nie geografii czy historii, ale się uczyłeś tego co wiedziałeś że się przyda. I robiłeś to z pasją. Zresztą do dziś jesteś człowiekiem, który chłonie wiedzę jak gąbka. I w tym kontekście siedzenie przed komputerem nie jest złe.

    W ogóle myślę, że trzeba sobie uświadomić że na potrzeby takiej kampanii dokonuje się pewnych uogólnień. Bo co to znaczy “siedzieć przed komputerem”?! Jak widać można różnie – jak copper (czego ganić nie należy, a wręcz chwalić) lub przez FB i pudelkiem co prowadzi do skrajnego zidiocenia delikwenta jeśli nie robi nic więcej w życiu. W minutowym spocie nie ma miejsca i czasu, żeby pokazać wszystkie odcienie szarości. On ma zwrócić uwagę na problem i sprowokować dyskusję (taką jak nasza). I to osiągnął. Choć jak mówię, nie podoba mi się, posługuje się wyświechtaną kliszą – “gry i internet to zło dla młodzieży”. Ale działa. To jak z komiksami – hasło komiks wielu kojarzy się i kojarzyło z głupawymi historyjkami o superheorsach. Ale dziś większość już wie, że komiks to nie tylko superman i że jest w tym coś wartościowego. Problemem jest to jak pokazać, że internet i gry to nie tylko zło.

    Dzieciaki wciąż aktywnie spędzają czas na dworze, ale do pewnego wieku. Od wieku gimnazjalnego (tak mi się wydaje, może już wcześniej) ta aktywność spada, przesuwa się właśnie w kierunku FB, GG i innych tego typu rzeczy. Faktycznie spora część zamyka się w domu. I o ile robi to dla rozwijania innej pasji to ok, ale jeśli robi to izolując się od społeczeństwa i nie rozwija się to już gorzej, bo niestety potem przekłada się to na problemy rozwoju takiej jednostki, problemy z zachowaniami społecznymi, które niestety chcąc nie chcąc są konieczne do funkcjonowania w życiu. Coraz więcej dzieciaków w szkołach ma tzw. “fobię szkolną” – nie potrafią funkcjonować w grupie rówieśniczej, mają lęki, depresje, nie wytrzymują rywalizacji z rówieśnikami, albo tworzą sobie w głowach tak chorą tą rywalizację, że… też nie wytrzymują, bo same się nakręcają. Psychicznie są zresztą niezwykle słabi. Wystarczy lekko przycisnąć i pękają. Problem jest. Co do otyłości – też niestety jest. Wystarczy przyjść do szkoły i pooglądać dzieciaki. Coraz więcej otyłych, a przede wszystkim nieruchawych. Większość zwalnia się z WFu (bo tak wygodniej) i jeśli nie ma jakichś zajęć rekreacyjnych po szkole (na szczęście teraz dużo dzieciaków tańczy) to kicha. A potem ja zabieram grupę 16-17 latków w góry i mając lat 33 wyprzedzam ich o 10 długości jeśli chodzi o wytrzymałość w marszu, prędkość i ogólnie wydajność fizyczną, choć przecież do cholery też pół dnia spędzam przy kompie. W czerwcu w Tatrach z 30 osobowej grupy ze mną ponad dwudziestokilometrową marszrutę zrobiło 5 osób!  Reszta padła kondycyjnie, nabawiła się kontuzji, nie chciała, nie dała rady. I to jest niestety efekt tego, że dzieciak spędza ZBYT dużo czasu pasywnie. Czy ta kampania to zmieni – nie. Ale może kilku rodziców otworzy oczy. Może. Generalnie takie kampanie informacyjne nie są złe. Jak pisałem wyżej – forma mi sie nie podoba. Ale to inna sprawa. Zasadność. Owszem. Choć wkurza to, że znów gdzieś w tle przewija się zdarta płyta “gry są winne złu tego świata”. Ale to już standard, nie ma się czym podniecać :)

  • CarnAge

    Sama akcja ok nie potępiam jej w czambuł, ale jej wykonanie już niestety tak… Znowu stereotypy, uproszczenia i tak dalej.
     
    Ja nigdy nie rozumiałem kwestii hmm… uzależnienia. Nie wiem może to kwestia psychiki, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że jestem od czegoś uzależniony totalnie. Owszem, o czym pisałem chyba nie raz czuję się ŹLE kiedy np. nie działa Internet ;) ale nie jest tak, że gryzę ściany, kiedy go zabraknie. Ponoć są osoby, które tak mają…
     
    Co do dzieci biegających na dworze – u mnie biega dużo dzieciarni. Wrzeszczą, biją się, i bawią… w… no w końcu napiszę ten felieton co to mialem w kwietniu go napisać a co mnie zszokowało właśnie na dworze
     
     
     
    Digital_Cormac i reszta którym to opisywałem świadkiem, że dzisiejsze zabawy dzieciarni są… szokujące.

    Co do otyłości to rozmawiacie z praktykiem, który schudł kilkadziesiąt kilo. Tak kilkadziesąt, nie kilkanaście, albo kilka…

    • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

      Napisz w końcu tego felka leniu ;p

      • CarnAge

        No muszę w końcu przecież nawet wideo nakręciłem bo trudno uwierzyć na słowo… w to jak się dzieciarnia bawi…

  • Henio

    To byl dobry flejm, ale ja juz tutaj dosc naspamowalem, wiec koncze.

  • Kaplus

    Panowie, trochę mi wstyd za Was. Reklama tak bardzo godząca w nas, graczy, a wy o otyłości gadacie :P Tak trochę bardziej na serio – nie popadajmy też w skrajności. Piszecie jakby otyłość była wynikiem tylko i wyłącznie złego wpływu gier i internetu na ludzi. A co z całą masą innych czynników? Są jeszcze nawyki żywieniowe, tryb pracy, choroby, metabolizm, a pewnie nawet znajdzie się miejsce na wpływy kulturowe itp. itd. Ze wzrostem otyłości też nie ma co demonizować. Zmieniły się czasy, zmieniły się warunki w jakich żyjemy – tyle. Jeszcze czepiając się słynnego BMI, tak jak pisał Coppertop – jest gówno warty. Może się sprawdzić jedynie jako narzędzie, które może nas ostrzegać o ewentualnej nadwadze/otyłości. Nic więcej. Uwzględnia tylko i wyłącznie stosunek masy do wzrostu, a ważna jest też ilość tłuszczu, białka, wody i masy innych składników, z których się składamy. Niestety nie jest to wskaźnik rzetelny na tyle, aby używać go do jakichkolwiek ważniejszych badań.

    Wracając do głównego tematu – co to do cholery ma być? Nie mają na co wydawać pieniędzy tylko na takie bzdurne akcje? Otrzymaliśmy dostęp do tak potężnego medium jakim jest internet, więc należy z niego korzystać. Do tego dochodzi jeszcze znacznie ułatwiona komunikacja. Gry z kolei są niczym innym jak hobby. Takim samym jak granie w piłkę czy czytanie książek. Teraz przyczepili się do internetu i komputera, dawniej mówiono o złym wpływie telewizji, jeszcze dawniej o złym wpływie czarownic. To jest właśnie bezsensowne polowanie na czarownice. Niech zaczną lepiej uświadamiać rodziców, że dziećmi trzeba się zajmować, że bezstresowe wychowanie jest złe, że nadmierne spożywanie alkoholu i palenie jest złe oraz wiele wiele innych. To byłoby o wiele lepsze niż czepianie się czegoś co w ogólnym rozrachunku można uznać za neutralne.