web analytics

«

»

Dziś skończyła się generacja

gtaVNo i stało się. Dobiegła końca cholernie długa, bo niemal ośmioletnia generacja konsol. Grand Theft Auto V, jej ostatnia wielka produkcja i zarazem spektakularne pożegnanie, trafiło do sprzedaży.

Lubię narzekać na sequele. Lubię narzekać na to, że gry wideo nieudolnie próbują naśladować filmy. Ale na GTA narzekać nie mogę. Bo z tą serią Rockstar po prostu nie zawodzi. Jeszcze koło 2010 roku, kiedy wszystko to co dzieje się w światku wirtualnej rozrywki sprawiło, że moje zainteresowanie tym segmentem popkultury znacznie osłabło, GTA IV miało najlepszy scenariusz, jaki kiedykolwiek napisano dla gry wideo – nie chodzi tu nawet o fabułę, ale o konstrukcję i poziom samego tekstu. Wątpię, by później coś się w tej materii zmieniło, ale pozostawiam sobie margines błędu bo po prostu nie jestem na czasie. Pod względem rozgrywki to też była zupełnie nowa jakość. To był 2008 rok, ale pamiętam jak dziś – kiedy uświadomiłem sobie, ile mrówczej pracy trzeba było włożyć w to, by zaistniał tak szczegółowo opracowany świat, funkcjonujący w takiej skali… byłem na łopatkach. A teraz, po pięciu latach, król wrócił na swoje miejsce. I recenzje, które wylały się szerokim strumieniem na zachodnich serwisach w sekundzie, w której zdjęto z nich embargo, zgodnie to potwierdzają. Grand Theft Auto V to spektakularny pokaz fajerwerków – dzięki niemu siódma generacja odchodzi na emeryturę z prawdziwą pompą. Tylko nocne premiery pozostawiają trochę do życzenia, o czym więcej opowiedział doktor Carnage.

Czy z perspektywy czasu ta część GTA będzie rozpatrywana nie tylko, jako kurtyna która zapadła wraz z przeminięciem ery Xboksa 360 i PlayStation 3 (to chichot losu, że dziś o Wii właściwie nikt nie pamięta, a jeszcze w połowie trwania generacji, to właśnie konsola Nintendo dzieliła i rządziła na rynku), ale też jako gra, która ją definiowała? Zakładam, że tak. Myślę, że nawet bez podziału na części – po prostu za kilka albo kilkanaście lat będziemy wspominać serię Grand Theft Auto jako coś, co gdy się pojawiało, momentalnie podnosiło poprzeczkę dla całej branży. I to pod wieloma względami: interakcji ze światem, skali rozgrywki, scenariusza i fabuły.

GTA V postacie

Osobiście myślę… a może raczej mam nadzieję, że za jakiś czas wspomnimy właśnie GTA, a poza tym Mirror’s Edge i Left 4 Dead jako te tytuły, które wyznaczyły kierunek dalszego rozwoju elektronicznej rozrywki. Sam z tej generacji zachowam też mnóstwo innych fajnych wspomnień. Trylogia Mass Effect i finał – a przynajmniej tak się zdawało w 2008 roku – sagi Metal Gear Solid to była fantastyczna przejażdżka przez wciągające historie, choć wciąż mam nadzieję, że tworzonych w tym stylu gier będzie coraz mniej. Battlefield: Bad Company to była zupełnie nowa jakość strzelania online na konsolach. Rewelacyjny był też powrót do łask trybu kooperacji. Wspomniane Left 4 Dead jest tu szczytowym osiągnięciem, ale Gears of War w co-opie też dało mi mnóstwo, ale to mnóstwo frajdy – pierwsze dwie części serii przeszedłem z różnymi osobami w sumie pewnie z sześć-siedem razy. Przy Army of Two, Resident Evil 5 czy Dead Island też bawiłem się przednio dzięki wirtualnemu towarzystwu, w singlu nie spędzając ani chwili. Mam nadzieję, że produkcji stawiających na co-opa będzie coraz więcej, bo po prostu cholernie je lubię. Oczywiście wiele rzeczy mi się nie podobało. Ba, patrząc wstecz stwierdzam, że pewnie było ich nie mniej niż takich, które oceniam na plus. Ale poświęciłem im już parę wpisów na GRAstro, więc nie ma co powtarzać tego po raz kolejny. Przynajmniej nie teraz. Premiera Grand Theft Auto V wyznacza koniec pewnego okresu, a takie sytuacje zawsze skłaniają mnie do spojrzenia w przeszłości i wspominania tego co było w tymże okresie najfajniejsze. Do rozważań o dalszym losie świata elektronicznej rozrywki czeka nas jeszcze nie jedna okazja. Nie będę się więc pastwił nad tym, co w minionych latach mnie do gier wideo mocno zniechęciło. Zamiast tego po prostu oddam głos Wam.

Jakie gry siódmej generacji najlepiej wspominacie i jak myślicie, które z nich odcisną na rozwoju branży najmocniejsze piętno? No i przede wszystkim – gracie już w GTA V?

  • CarnAge

    Dopiero odpaliłem GTA V więc się o grze wypowiem za kilka godzin… Dla mnie pożegnaniem z tą generacją jest w sumie The Last of Us choć może faktycznie bardziej “reprezentatywna” będzie GTA 5, ale… co jeśli się pojawi na next-genach. Ja generalnie powtórzę to co pisałęm wcześniej. BARDZO źle, że GTA 5 wychodzi teraz… na current-geny zamiast być prawdziwie next-genową produkcją… Ale rozumiem… baza userów… kasa… kasa :D

  • kornick

    Kiedyś mój Xbox360 odpalałem niemal codziennie a teraz ostatnio z tydzień temu i to na chwilę. Częściej teraz ram na PC.

  • Dawid Miarka

    Chwila, generacja to się skońćzyła dla X360. PS3 ma jeszcze miesiac do Beyond, a potem jeszcze Ratchet, GT6 i pewnie jeszcze coś ;).

    • CarnAge

      Popieram :D Pleyak żyje dzięki temu, że ma naprawdę świetne exy :)

    • Siergiej

      A dupa tam :P Gdzie tym tytułom do GTA pod względem medialności i, nazwijmy to, medialnej siły uderzeniowej? ;)

      • CarnAge

        Pod tym względem to wiesz GTA nic nie podskoczy :P

        • Siergiej

          Otóż to :D

      • wujo444

        Możnaby wysnuć wtedy taki wniosek, że generacja zaczęła się od GTA IV, a skończyła na GTA V :) PS3 jeszcze trochę pożyje, a Xbox już od chyba 2 lat jest podpięty do respiratora…

        • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

          Jak to? Cały czas wychodzą fantastyczne gry na Kinkieta :)

  • bari

    Na Xboxie w nic już nie grałem od prawie roku bo i nie ma w co.

  • Kaplus

    Jeśli mam być szczery (a zawsze jestem, aż do bólu) to ludzie obrzydzili mi GTA V jeszcze przed premierą. W każdym zakątku Internetu ogólna podnieta i fapowanie. Aż boję się otworzyć przysłowiową lodówkę. Pomyśleć, że kiedyś śmialiśmy się z marketingu Wieśka. Osobiście poczekam na premierę pecetowej wersji. Może do tego czasu zdążę się otrząsnąć.