web analytics

«

»

Do źródła (energii)! – Recenzja Primordii

prim-titlebar

Trzeba nie lada oka żeby, wzorem Dave’a Gilberta, wyłapywać raz za razem takie perełki. Raptem pół roku po premierze Resonance, nowojorski helpcenter dla nieukończonych, na wpół amatorskich przygodówek wydał Primordię, kolejną rozpikselowaną produkcję zabierającą gracza na koniec świata. A raczej do tego, co po nim zostało.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…

Gdzieś na środku pustyni świeci się pojedyncze punkcik. To UNNIIC – wrak statku powietrznego, obecnie odnawiany przez dwójkę robotów – humanoidalnego Horatio Nullbuilta wersja 5 i jego latającego pomocnika Crispina Horatiobuilta. Ich mozolną pracę przerywa pojawienie się innego automatu, który kradnie źródło energii UNNIIC, nokautuje Horatia, a potem zwiewa w siną dal. Nie ma rady, trzeba uruchomić zapasowy generator, naładować baterie i ruszyć w pościg za złodziejem.

Primordia.03W podróży, która rozpocznie się na złomowisku, przemierzymy niezwykły świat Primordii. Na bezkresnych pustkowiach nie uświadczymy ani jednej rośliny, ani jednego zwierzęcia. Kurz i sterty złomu to jedyne pozostałości dawnego świata ludzi, nieznanego obecnym automatom. Dla robotów bowiem Człowiek jest mityczna postacią, Maszyną Doskonałą, która w złotym wieku rozwoju (tzw. Primordium, termin embriologiczny oznaczający najwcześniejszy okres rozwoju tkanki lub organu) zaprojektowała i stworzyła pierwsze maszyny. Człowiek jednak odszedł, pozostawiając im za zadanie opiekę nad planetą. Kolejne generacje produkowane w automatycznych fabrykach były coraz mniej doskonałe, przez co obecnie świat jest w stanie rozkładu. Cywilizacja maszyn znajduje się w ostatniej fazie upadku – powszechnie brakuje energii i części zapasowych, a automaty zdolne je produkować są albo niesprawne, albo wyłączone. Odzyskanie źródła jest więc dla naszych protagonistów sprawą życia i śmierci.

Amnezja, bo łatwo tak…

Pokierujemy krokami Horatia, zaś lewitujący obok Crispin wspomoże nas radą i dowcipem. Ten pierwszy nie pamięta swoich 4 poprzednich wersji i za życiową misję uznawał dotąd naprawę UNNIIC zgodnie z Ewangelią Człowieka. Jest raczej małomówny i skupiony na swoim zadaniu. Niestraszne mu (a zatem i graczowi) wszelkie mechaniczne usterki, które będzie musiał wyeliminować na drodze do odzyskania źródła energii. Zbudowany przez niego Crispin jest przeciwieństwem swego konstruktora. Unosząc się na magnetycznej poduszce, celnie komentuje poczytania Horatia, a także nieustannie dopomina się o brakujące kończyny górne (ich brak wynika z niemożliwości pozyskania odpowiednich odpadków [części zamiennych!]). Niejednokrotnie rozkładał mnie na łopatki  swoim, dość specyficznym, humorem, który osiągnięto po części dzięki językowi dostosowanemu do “robociego” świata. Jak one pięknie przeklinają… świetne teksty ma też dołączająca do ekipy później Clarity. Ta była urzędnik jest twarda jak tytan i sypie linijkami godnymi Stallone’a czy Willisa.

Dbałość o szczegóły widać nie tylko w języku dialogów. Autorzy przygotowali logiczny i bogaty świat. Postacie drugoplanowe zapadają w pamięć, a głównemu “złemu” pozwolono pokazać pełnię motywacji. W mediach pojawiają się okazyjne porównania do Machinarium. Owszem, o ile istnieją pewne ogólne podobieństwa (w obu pomagamy robotom uzyskać cel m.in. naprawiając pewne mechanizmy ich antycznego miasta),  o tyle różnice w klimacie i wydźwięku są diametralne. Machinarium to humorystyczna bajka w mechaniczno-organicznej scenerii; Primordia bywa śmiertelnie poważna i stawia na realizm z zacięciem w stronę manieryzmu. Nie boi się stawiać nieco filozoficznych pytań. Jeśli więc wymieniać inspiracje, to bardziej Falloutem, Alienem, Diuną Lyncha, Hardware (wizualnie), oraz Blade Runnerem (tematycznie).

Primordia.06Klik, klik, klik

Muszę pochwalić mechanikę gry. Postarano się, aby dobrze bawił się zarówno doświadczony miłośnik gatunku jak i niecierpliwy amator. Większość napotkanych problemów rozwiążemy, używając ekwipunku, ale znajdą się też zagadki logiczne, a przebrnięcie przez nie wcale nie będzie takie proste. Podobnie jak w Resonance, dzięki częściowej nieliniowości można ominąć niemal wszystkie najtrudniejsze zagadki, uciekając się do mniejszego lub większego oszustwa. Część z nich wpłynie na zakończenie, jednak to wybierzemy właściwie w ostatniej rozmowie spośród kilku opcji (o ile potrafimy je zauważyć). Są też mniejsze usprawnienia – ostatni użyty przedmiot ląduje w quickslocie aż do wybrania następnego; Crispin, poza byciem użytecznym tam, gdzie Horatio nie sięgnie, udzieli nam rady, jaki cel powinniśmy obecnie starać się osiągnąć; najważniejsze dane zostają automatycznie zapisane w przenośnym komputerze informacyjnym, gdzie znajdziemy też wygodną mapę. Poza tym możemy włączyć komentarz autorów ujawniający szczegóły powstawania produkcji, inspiracje, cele jakie sobie stawiali w poszczególnych momentach oraz wpadki z sesji nagraniowych. To bardzo ciekawy i wnoszący wiele do odbioru gry materiał, mimo to polecam skorzystać z niego przy drugim podejściu, bo mogą pojawić się spoilery. Na minus Mark, scenarzysta czytający z kartki oraz Victor (grafik) i Nate (dźwiękowiec) nagrywający wypowiedzi lodówką. Nie obrażając inteligentnych automatów, chłodzących artykuły spożywcze…

Cams & Mics

Grafikę trudno jednoznacznie ocenić. Świadome wykorzystanie pixel-artu spotyka się z mieszanym odbiorem. Osobiście bardzo podobają mi się niektóre lokacje, np. szczątki Goliatha czy budynek sądu, jak również ogólny design świata. Rozumiem jednak obiekcje niektórych osób. Dołączone do gry grafiki koncepcyjne wcale nie ustępują klimatem lokacjom w gotowym produkcie. Problemem prawdopodobnie po raz kolejny były pieniądze. Statyczne obrazki są bardzo dopracowane, czego nie można powiedzieć o animacjach. Brakuje im klatek, są uproszczone i ograniczone. Nie ma też prerenderowanych filmików, zamiast nich dostajemy narrację do delikatnie animowanych obrazów – owszem, trzymają klimat, ale mogło być lepiej. Wymieniałem już inspiracje, m.in. dziełami Gigera czy Hardware. W trakcie gry nie miałem poczucia, że  skopiowano pewne motywy, raczej uznałem to za podświadome podążanie za pewnymi genialnymi konceptami i przeplatanie ich, tworzące nową jakość. W sumie daje to oryginalną i spójną wizję świata przyszłości.

Elektroniczny podkład muzyczny na moje ucho przypominał OST do Tron: Dziedzictwo, przy czym nie czuję się znawcą tego gatunku muzyki. Ważne, że dobrze podkreśla atmosferę produkcji: na wydmach dało odczuć się osamotnienie, zaś w mieście zagubienie i natłok bodźców. Bywały momenty, kiedy brakowało odpowiednich odgłosów ruchu bohatera, być może trafił się jakiś bug. Z oprawy dźwiękowej należy szczególnie docenić dubbing. Znakomity jak zwykle Logan Cunningham podkładał głos Horatia, zaś Abe Goldsmith fenomenalnie zagrał Crispina. Doskonale dobrano też postacie drugoplanowe i obrobiono je celem nadania metalicznego brzmienia. Chapeau bas!

Primordia.02

Poza tym uważam, że…

Primordia zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie. Przyznaję, nie wierzyłem, że tak szybko po Resonance wydawnictwo Wadjet Eye zaprezentuje równie dobry tytuł. Piękna grafika, świetny dubbing oraz klasowa historia z wieloma smaczkami i znakomitym humorem opinają szkielet klasycznej przygodówki, zawierający jednocześnie szereg małych, ale ważnych usprawnień. Dlatego ukończenie jej po raptem 6 godzinach było pewnym rozczarowaniem. Z chęcią poznałbym większy fragment świata Primordii, zwłaszcza z Crispinem i jego komentarzami. Nie znaczy to, że zakończenie jest niesatysfakcjonujące – myślę, że każdy znajdzie sobie przynajmniej jedno, które go zadowoli. Po prostu chciałbym więcej równie dobrej zabawy. Dla miłośników gier przygodowych to pozycja obowiązkowa, a i osoby mniej zainteresowane gatunkiem powinny docenić jej zalety.

Plusy:

  • historia
  • grafika
  • postacie
  • humor
  • pewna nieliniowość
  • dubbing
  • poziom trudności

Minusy:

  • krótka
  • szwankująca animacja
  • polo_tuc

    Wujo, prawie sprzedałeś mi ta grę. Przymierzam sie juz rok do Gemini Rue a tu kolejna niespodzianka. Podoba mi sie takie indie-sf.
    Odcinasz sie od porównań z Machinarium, ale sam – trafnie – wskazujesz na główną różnicę: Machinarium było metaforyczną powiastką (vel. bajką) przekazywaną przez gesty i muzykę, Primordia opowieść zrobiona głównie z tekstu. Co mnie niepokoi, bo przeczytaną historię porównuję z innymi przeczytanymi, czyli z ksiażkami i tu zawsze DOTYCHCZAS ”growe” opowieści okazywały sie miałkie, pretensjonalne i słabo napisane, no sory.
    Ale cały czas czekam na cud, dlatego ściągne sobie demo.

    p.s. fajnie napisana recenzja, czytelnie, bez silenia się, ciekawie, szacunek

    • wujo444

      Dzięki :)
      Co do porównań… nie kojarzę czegoś podobnego (roboty jako cywilizacja postludzka, Cyberiada jednak jest trochę inna), a przynajmniej nie miałem styczności z czymś zbliżonym. Jak znasz, to podrzuć ;) Co do miałkości – bierz poprawkę że roboty są nieco naiwne i naciągają pewne rzeczy do swojej wizji świata – jak ludzie :)

      • polo_tuc

        Nie porównuję Primordii do literatury do sf wogóle czy postapo wszczególe. Porównuję do wszystkiego co czytam, gdzie sf stanowi jakies 5-10%. Może to niezbyt sprawiedliwe, ale trzeba równac w górę, nie?

        Podoba mi sie twoje wyrozumiałe podejście do robotów :) Czyżbyś wierzył, że roboty zostały stworzone przez Ludziów?

        • wujo444

          Nie mogę odpowiedzieć, bo bym spoilerował ;)

          No spoko, porównuj sobie do czego chcesz, ale nie umiem sobie wyobrazić podobnych problemów w nie-scifi.

    • Jolo

       polo – nie przymierzaj sie do Gemini Rue – tylko graj – bardzo dobry kawałek gry. Fajna historia no i ten oldschool :)

  • ash_22

    Można omijać zagadki? Wat!!!  http://i.imgur.com/tEkvx.png 

    W Resonance była jedna opcjonalna zagadka która przyprawiła mnie o dreszcze, ale później wiedziałem gdzie tkwił mój błąd. Nie wiem czemu ale czułem się gorzej idąc łatwiejszą drogą. Na szczęście był to wyjątek od reguły. Bardzo przyjemnie się czytało, na jednym wdechu, rzekłbym :D . I jeszcze to porównanie wizualne do Hardware… na pewno kupię, to znaczy przejdę.

  • http://www.alchemyarts.pl/ digital_cormac

    Bardzo ciekawie się to zapowiada. Uwielbiam przygodówki z ręcznie rysowanymi planszami, a te w dodatku są straszliwie klimatyczne. Na bank zagram.

  • kornick

    Fajny art wuju :) chętnie bym pograł w tą przygodówkę w ogóle bym pograł w jakieś fajne adwenczury

  • hall41

    Trafiłem na nią przez przypadek, ot tak była na steamie i zobaczyłem parę zdjęć. Były nawet w porządku, pewnie z tego powodu, że były tak małe. Było też dużo dobrych opinii i pewnie i tak bym się nie zainteresował, gdyby nie bohaterowie – roboty są mi, np. z powodu studiów, bliskie. 

    Na początku powiem, że generalnie nie gram w tego typu gry – gdy próbowałem, to irytowały mnie nielogiczności i zbyt duże przymrużenie oczu. W tym przypadku – podobno, bo na tym etapie nie było nic pewnego – gra miała być logiczna, opowieść głęboka i niegłupia. I tak też było – grę przeszedłem gdzieś po 8 godzinach i była naprawdę dobra, a patrzyłem przecież z perspektywy osoby, której się tego typu pozycje nie podobają.

    W znajdującym się na górze tekście nawet dobrze oddano to, co się znajduje w grze, co ona sobą prezentuje. Tutaj naprawdę trudno znaleźć wady, ewentualnie poza jedną – jest krótka, tym bardziej przy tak dobrze opracowanym uniwersum. Bohaterowie są interesujący, nie potrafiłbym znaleźć nawet jednego, który zszedłby poniżej pewnego poziomu – poetycki Primer, Alfa i Beta, narzekający na brak kończyn górnych Crispin i inni byli genialni. Do tego trzeba dodać bardzo dobry dubbing. Dotyczy to zarówno głównego bohatera, jak i pobocznych, np. poirytowanego robota-mechanika bądź małego robota powtarzającego “Strange robot, go away!”, 

    Opowieść też jest naprawdę dobra – poważna, nietypowa, powiedziałbym nawet, że nadawałaby się do “dużej” gry. Finał też jest w porządku, zakończeń jest dużo, bodajże z 10 i zrobione są inteligentnie. Gracz otrzymuje bezpośrednio (np. w postaci opcji pojawiającej się w trakcie rozmowy) tylko niektóre z nich; żeby dotrzeć do pozostałych trzeba pogłówkować.

    Osoby, które dotąd nie grały, zagrać zwyczajnie powinny. I to nawet gdy nie interesują się tego typu pozycjami, ponieważ jest to gra, która zapada w pamięć. 

  • Lopus

    Gra jest naprawdę genialna. Przywraca wiarę w dobre giereczki

  • ash_22

    Po skończeniu gry w sumie mogę się podpisać pod tą recenzją. Znakomita pozycja, pełno pixel-artowej grafiki, dobrze rozpisanych dialogów (docinki Crispina doprowadzały mnie często do śmiechu), muzyka wpasowująca się do otoczki wizualnej. Sama idea Gospel of The Man była ciekawie napomknięta poprzez całą rozgrywkę, dowód na to że można przemycać ciekawe i interesujące pomysły. Które dodatkowo skłaniają człowieka (sic!) do przemyśleń. VA również mi się podobał, także śmiało polecam do spróbowania samemu.

    “Bro” ;)