web analytics

«

»

Co w bundlu piszczy? (Humble Card Game Bundle)

Gry karciane – a zwłaszcza ich elektroniczne wydania – przeżywają w ostatnich czasach renesans. Nie sposób na tym polu odmówić zasług cyfrowej karciance ze stajni Blizzarda, która, wykorzystując siłę marki World of Warcraft, bardzo spopularyzowała gatunek wśród osób, które dotychczas po tego typu rozrywkę nie sięgały. W moim prywatnym odczuciu Hearstone do najlepszych gier tego typu nie należy, ale nie sposób odmówić im, że wiele rzeczy zrobili jak należy. Tymczasem, jak mniemam, grono graczy złapawszy karcianego bakcyla może zechcieć poszerzyć swoje horyzonty i spróbować sił w innych tego typu produkcjach. W ostatnich dniach z pomocą przyszło nieocenione Humble Bundle, prezentując pakiet gier karcianych i premii dla tych opartych na modelu Free2Play. Postanowiliśmy rzucić okiem na kilka z nich i podzielić się wrażeniami na gorąco. A nuż ktoś w tym zestawie znajdzie coś dla siebie?

Scrolls

Scrolls – “…ruszają na podboje armie kute w zbroje..

“Scrolls” - od znanego skądinąd studia Mojang – jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów zestawu. Gra łączy w sobie klasyczne cechy gry karcianej z elementami taktycznej turówki, które pod względem mechaniki i strony wizualnej przywodzą na myśl “pole bitwy” z serii Heroes of Might & Magic. Elementy karciane w Scrolls to zasadniczo standard jeśli chodzi o tego typu gry. Mechanice jednak bliżej do tej znanej z WoW TCG. Potrzebne do zagrania kart surowce dzielą się na cztery rodzaje, które zdobywamy poświęcając karty z ręki, natomiast wachlarz kart – tutaj zwanych “scrollami” – oprócz obowiązkowych stworzeń, uroków i czarów, został poszerzony o karty budowli, broniących dostępu do naszych idoli, tudzież wywierających określone efekty na nasze i wrogie jednostki. Pewnym novum jest rozdzielenie energii życiowej na wspomniane wcześniej idole zamykające każdy z 5 rzędów pola bitwy, zaś utrata 3 z nich wiąże się z przegraniem partii. Minusem tego rozwiązania jest długość rozgrywki, która potrafi zająć dobre 40 minut.

Grę warto rozpocząć od tutoriala, który w jasny i rzeczowy sposób wprowadza w podstawowe arkana rozgrywki. Później warto spróbować swoich sił w trybie “skirmish”, czyli rozgrywki z CPU na jednym z trzech dostępnych poziomów trudności (poziom “medium”, który wybrałem, okazał się dostatecznie wymagający, by komputer pogonił mi kota). Dla samotnych wilków istnieje także zestaw wyzwań również podzielonych na trzy poziomy trudności, oraz codziennie zmieniający się zestaw 3 specjalnych prób. W trybie multiplayer możemy skorzystać z opcji “quick match” oraz gry rankingowej. W obu przypadkach nie miałem problemu z szybkim znalezieniem oponenta, a sama rozgrywka toczyła się płynnie i bez przestojów (licznik czasu sukcesywnie ukraca wszelkiej maści próby trollowania).

Graficznie Scrolls prezentuje poziom zbliżony do trzeciej części serii Heroes of Might & Magic skrzyżowane z dwuwymiarowymi grafikami z Torchlighta, więc jest co najmniej dobrze. Od strony technicznej nie mam najmniejszych zarzutów. Zarówno rozgrywkę, jak i wszelkiej maści menu, edytory decków itp. obsługuje się w Scrolls intuicyjnie i bez kłopotów. Jedyne do czego mógłbym się od biedy przyczepić, to brak możliwości powiększenia karty za pomocą kółka myszy, co powinno być standardem w każdej grze karcianej i co zawsze robię odruchowo odpalając po raz pierwszy pozycję tego typu. Szkoda również, że gry nie da się uruchomić na smartfonie, a jej wersja obsługująca system Android przeznaczona jest wyłącznie na tablety.

Scrolls jest dostępny w wersji demo, która pozwala na rozgrywkę w trybie dla pojedynczego gracza oraz w multiplayerze, ale uniemożliwia dostęp do bardziej zaawansowanych opcji – choćby takich jak Black Market, gdzie gracze mogą wymieniać się i sprzedawać karty za walutę dostępną w grze. Odblokowanie pełnej wersji to koszt ~ 15 złotych polskich, ale w bundlu znajduje się w najniższym progu. Ponadto gra oferuje dodatkową zawartość sprzedawaną w systemie mikropłatności.

Dominion i Star Realms to dwie pozycje będące cyfrowymi odpowiednikami fizycznych karcianek i obie opierają się na podobnej mechanice. Gracz komponuje swoją talię w trakcie rozgrywki, bazując na jednakowej puli kart dostępnych dla wszystkich graczy oraz kartach zasobów, umożliwiających dokupowanie kolejnych kart. Dominion ma kilka istotnych elementów, które dają tej grze przewagę nad podobnym Star Realms. Przede wszystkim liczba możliwych do odblokowania (wraz z wykupowaniem dodatków) kart robi naprawdę imponujące wrażenie, dając graczom spore pole do manewru i dużą liczbę kombinacji, a co za tym idzie nie odczuwa się – jak w przypadku kolejnych partii w Star Realms – powtarzalności. Dużo przyjemniejszym wydał mi się również zróżnicowany tryb kampanii, ciekawie wprowadzający w różne warianty rozgrywki, stanowiący dobrą rozgrzewkę przed meczami z żywym przeciwnikiem.

Dominion

Dominion – “…money… money… money…”

Dominion oferuje tryb wieloosobowy, w którym możemy rozegrać partię z więcej niż jednym oponentem i dodać należy, że multiplayer działa tutaj co najmniej dobrze. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość dowolnego zdefiniowania dostępnych w trakcie rozgrywki kart “akcji”, “skarbów” i “klątw” – zakładający grę określa zasady, jednak wszyscy gracze mają równą szansę wykorzystania potencjalnej przewagi. O wygranej stanowi zgromadzenie jak największej liczby punktów, które uzyskać możemy nabywając karty zwycięstwa. Rozszerzenia oferują dodatkowe ich rodzaje i alternatywne sposoby naliczania punktów. Przyznam szczerze, że pierwsze wrażenie, jakie zrobił na mnie Dominion nie było imponujące, gdyż oprawa graficzna wersji komputerowej to głębokie lata 90 i to zrobione w Paincie. Z każdym kolejnym etapem samouczka odkrywałem jednak spory potencjał drzemiący w tej grze. Rozgrywka wymaga naprawdę solidnego główkowania, odpowiedniego dysponowania zasobami i podejmowania trudnych wyborów. Jest to jedna z najbardziej oryginalnych i genialnych w swej prostocie gier karcianych w jakie mi przyszło grać. Szkoda, że gra nie doczekała się jeszcze wersji na urządzenia przenośne, bo świetnie by się do takich rozgrywek nadawała, a dystrybutor wersji papierowej w Polsce zaprzestał jej wydawania. Tryb wieloosobowy działa bez żadnego zarzutu. Dominion oparty jest na modelu F2P – nabyć można dodatkowe przygody do trybu kampanii, wzbogacające bibliotekę kart i ułatwienia do kampanii.

StarRealms

Star Realms – “…i patrzę na dramat w kosmosie…”

Jak wspomniałem wcześniej Star Realms bazuje na podobnych do Dominion podstawowych założeniach, jakkolwiek rozgrywka wydaje się oferować mniejsze spektrum akcji, prowadzących do skompilowania ciekawego “decka”. Powtarzalność wychodzi już po kilku pojedynkach, jednak sama rozgrywka jest interesująca i gra znakomicie sprawdza się do szybkich, kilkuminutowych partii, dodatkowo oferując asynchroniczny model gry, oraz rozgrywanie kilku partii symultanicznie z buforem czasowym nawet do 48 godzin. W jednym z ostatnich uaktualnień wprowadzono również ograniczenie czasowe do 3 minut na turę dla osób pragnących rozegrać w całości szybki mecz w krótszym czasie. W związku z niezbiegającym się w czasie sposobem prowadzenia rozgrywki, nie mogło się obyć bez umożliwienia graczom wykonania swojej tury na dowolnym urządzeniu, do którego aktualnie mają dostęp – multi-platformowe konto to w tym przypadku podstawa. “Star Realms” może nie powala, zarówno pod kątem grafiki (choć same karty są ładne i bogate w szczegóły), jak i względem samej mechaniki, ale jest grą przyjemną, przemyślaną i pod wieloma względami unikającą powielania schematów znanych z większości karcianek. Dodatkowym atutem może być sztafaż science-fiction, dla tych, którym nie odpowiada przerysowane, wszechobecne w grach karcianych fantasy. Gra dostępna jest za darmo tylko w wersji demo. Po nabyciu wersji pełnej – w cenie około 15 złotych – odblokowuje się wszystkie misje w trybie kampanii, oraz niedostępny wcześniej tryb dla wielu graczy.

SolForge

SolForge – “…ride the lightning…”

SolForge, gra dostępna na Steamie w early accessie, jest dość prostą pod względem mechaniki karcianką, bazującą na banalnej zasadzie, w myśl której karta bije kartę położoną naprzeciw, lub – w przypadku braku karty po którejś ze stron – atakowany jest awatar gracza. Reguły stare, jak gra w karty i proste w założeniu. Tym, co czyni SolForge w pewnym stopniu grą wyjątkową jest fakt, że używanie kart wiąże się z ich ‘levelowaniem’ i po pewnym czasie te kreatury i czary, których uprzednio użyliśmy odpowiednią liczbę razy pojawiają się naszej ręce w swej mocniejszej iteracji. Jest to ciekawy pomysł, wprowadzający pewne urozmaicenie w trakcie rozgrywki. Praktycznym rozwiązaniem jest również możliwość prowadzenia symultanicznie partii z kilkoma graczami w trybie online – podobnie, jak w przypadku Star Realms możliwe jest rozciągnięcie rozgrywki nawet do kilkunastu godzin. Niestety, od grzebania w decku odrzucił mnie bardzo nieporęczny i daleki od przejrzystości interfejs – wolę bardziej obrazowe przedstawienie tego, co mam w swojej talii i co mogę do niej dodać.

Bloodrealm: Battlegrounds - "...let the hammer fall..."

Bloodrealm: Battlegrounds – “…let the hammer fall…”

Dostępna również na Steamie, i również w fazie wczesnego dostępu, jest kolejna z prezentowanych karcianek, czyli BloodRealm: Battlegrounds. Niewiele interesującego da się powiedzieć o mechanice gry – jest ona w wielu aspektach zbliżona do tej z SolForge (czyli, karta bije kartę “z naprzeciwka” lub herosa, któremu zabrawszy wszystkie punkty życia, wygrywamy partię), z jedną zasadniczą różnicą: bohaterowie rozwijają się z każdym kolejnym wygranym meczem, zyskując nowe umiejętności specjalne, które można wykorzystać w grze. Całkiem interesującym zabiegiem jest natomiast oparcie warstwy fabularnej o historię wojny pomiędzy wszystkimi wymyślonymi przez ludzkość bóstwami, od przedstawicieli panteonu bogów antycznej Grecji po bóstwa starożytnego Egiptu. Gra w obecnej postaci sprawia kilka kłopotów związanych z niepoprawnym działaniem interfejsu, i – o wiele bardziej irytującym – niemal kompletnie niedziałającym multiplayerem. Czytelny i intuicyjny edytor decka oraz całkiem przyjemna rozgrywka w trybie dla pojedynczego gracza w niewielkim stopniu rekompensują problemy z działaniem gry.

Zarówno BloodRealm, jak i SolForge dorobiły się swoich odpowiedników na urządzenia mobilne, ale są to porty dość leniwe – oba są niemalże przeniesieniem w skali 1:1 z wersji steamowych, co niesie za sobą sporo problemów związanych z niekompletnym dostosowaniem ich interfejsów do ekranów dotykowych (zwłaszcza w przypadku BloodRealms). Za dyskwalifikujące uznaję niepowiązanie kont z wersji pecetowych z kontami aplikacji mobilnych, zarówno postęp, jak i zakupione w mikrotransakcjach waluty z obu gier nie synchronizują się pomiędzy wszystkimi platformami. Obie gry dostępne są jako free-to-play.

Card Hunter

Card Hunter – “…podziemna scena z lotu ptaka…”

Card Hunter jest grą bardzo ciekawą choćby z powodu stylizowanej na papierową sesję RPG oprawy graficznej. Wycięte z kartonu figurki na papierowej planszy, mistrz gry komentujący każde nasze posunięcie i stylizowane na żywcem wyjęte z podręcznika do gry rysunki, to elementy wprowadzające nas w klimat niby-sesji RPG. Mechanika opiera się na schemacie taktycznej gry turowej, w której głównym twistem jest to, że nasi bohaterowie (których możemy mieć do 3 w drużynie), zamiast standardowego ekwipunku wyposażeni są w zestawy kart odpowiadających za ruch, atak, czy rzucanie czarów. Po, przyznam, nieco nazbyt drobiazgowym i przydługim tutorialu możemy stworzyć drużynę śmiałków, na którą składać będą się wojownik, mag i kleryk w jednej z 3 dostępnych ras, a potem wraz z rozwojem gry rozwijać ich, zdobywać kolejne karty / wyposażenie i w końcu spróbować rozgrywki w trybie wieloosobowym. Niestety, z przykrością stwierdzam, że nie dane mi było zasmakować gry multiplayer i to z nieznanych przyczyn. Przy próbie połączenia ze znajomym wyrzucało bliżej nieokreślony błąd a lista dostępnych gier, do których można dołączyć, zawsze wynosi zero. Niemniej jednak gra daje sporo frajdy w kampanii dla jednego gracza. Zróżnicowani wrogowie i bossowie, którym trzeba stawić czoła, masa plansz i tony lootu oraz przemyślana mechanika rozgrywki w jakimś stopniu rekompensują niemożność spróbowania swoich sił w walce z żywym przeciwnikiem. Jest to kolejna przeglądarkowa gra oparta o system mikropłatności, oferująca ponadto opcję ‘premium’, który daje kilka profitów, chociażby w postaci dodatkowego (lepszego) lootu.

War of Omens

War of Omens – “…wróci wiosna, baronowo…”

Sporym i przyjemnym zaskoczeniem okazała się przeglądarkowa gra karciana War of Omens. Osadzona w sztafażu fantastycznego świata, nawiązującego częścią frakcji do epoki Renesansu, z przyjemną i łatwą do przyswojenia mechaniką, dynamiczną rozgrywką i – co jest rzadkością i bywa traktowane, jako zło konieczne przez twórców tego typu gier – ciekawą fabułą w trybie kampanii jednoosobowej. War of Omens plasuje się w mojej ocenie w ścisłej trójce najlepszych gier tego zestawienia. Jeśli chodzi o mechanikę, to trudno mi nazwać ją nowatorską – po prostu gra wykorzystuje kilka sprawdzonych rozwiązań, dodając dość ciekawy sposób na wykorzystanie w trakcie rozgrywki zdobywanych w grze surowców. Oprócz przypisanych kartom własności, skupiających się głównie na generowaniu konkretnych surowców, punktów many lub ataku, zyskują one dodatkowe efekty w zależności od tego czy i czym je ‘nakarmimy’ w trakcie trwania tury. Jak wspomniałem, rozgrywka jest niezwykle dynamiczna i partia w trybie single player trwa 3 – 5 minut. Od strony technicznej, gra zaskakuje sprawnością działania interfejsu (jak na aplikację działającą w przeglądarce) i jednym z najbardziej przejrzystych edytorów talii z jakim miałem do czynienia. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to tylko do tego, że odblokowanie opcji gry w trybie wieloosobowym wymaga ukończenia 20 gier w trybie kampanii. War of Omens, po Scrolls, oraz Dominion (swoim duchowym przodku zresztą) pochłonęło mnie najdłużej ze wszystkich opisywanych tu karcianek – zdecydowanie polecam!

Card City Nights

Card City Nights – “…łączmy się w pary, kochajmy się…”

W przypadku Card City Nights nie można oprzeć się skojarzeniom ze starą jak świat grą w kółko i krzyżyk. Plansza do gry podzielona jest bowiem na 9 pól a zadaniem gracza jest układanie kart w taki sposób, by łączyć wirtualne kartoniki w kombosy. Bardzo szybko okazuje się, że pozory prostoty mylą. Efekt danej karty okazuje się zdecydowanie mniej istotny od tego, w jaki sposób można ją połączyć z innymi. Płaszczyzna gry jest bardzo ograniczona, dlatego trzeba się solidnie zastanowić na którym polu ułożyć kartę – znajomość talii i zmysł obserwacji jest w tym przypadku bardzo istotny. Wygrać można na dwa sposoby – pozbawiając oponenta punktów życia, albo doprowadzając do tego, aby zapełnił swoją planszę i nie mógł wykonać kolejnego ruchu. Wśród opisywanych tu gier ta – zdawałoby się – prosta karcianka ma jedną z ciekawszych mechanik, która po kilku partiach sprawiła, że poczułem się mały. Grafika jest całkiem przyjemną dla oka kreskówką, natomiast tym, co zrobiło na mnie niemałe wrażenie okazał się znakomity soundtrackTrybu multiplayer nie stwierdzono. Grę można nabyć za pośrednictwem Steama w cenie około 10 złotych.

Magic 2015

Magic 2015 – “…a kind of magic…”

O grze, która teoretycznie powinna być perłą w koronie tego zestawu już pisaliśmy na Grastroskopii i byliśmy w swojej opinii dalecy od zachwytu. To naprawdę zaskakujące, że studio Stainless Games dysponując licencją na wydawanie elektronicznej iteracji jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najstarszej kolekcjonerskiej karcianki, o niepodważalnie perfekcyjnej mechanice i przebogatej palecie kart, wydało w 2014 aplikację tak kiepską, jak Magic 2015 – Duels of the Plainswalkers. W poprzednią edycję zagrywaliśmy się długimi godzinami (mój licznik na Steamie podpowiada, że było to dokładnie godzin 167!), natomiast wersja z roku 2014 odrzuciła nas po kilku potyczkach. Na początku kulało dosłownie wszystko, ale o tym już pisaliśmy, więc odsyłamy do poprzedniego artykułu. Tutaj jedynie dodam, że aplikacja mobilna nadal tkwi korzeniami gdzieś w okolicach roku 2000 i nie pozwala grać w trybie wieloosobowym w sposób inny niż ‘ad-hoc’ (czyli jedynie wtedy, kiedy kompan do rozgrywki znajduje się w tym samym pomieszczeniu). Jedyną pozytywną zmianą, jaką dane mi było zauważyć, okazało się poprawione działanie trybu multiplayer w wersji steamowiej – w tym bardzo irytujące wyrzucanie do menu głównego po skończeniu rozgrywki ze znajomym (by zagrać ponownie należało się uprzednio przekopać po raz kolejny przez masę okienek, założyć nową grę i pomodlić się o to, by połączyło nas w parę po zaproszeniu do gry). Zakupienie dodatku (dołączonego w zestawie) pozwala już odblokować płatne dotąd karty, niemniej niesmak pozostaje.

Talisman

Talisman – “…mam tu amulet, który chroni mnie…”

Dane nam było również wspomnieć wcześniej o grze, której nazwanie grą karcianą jest sporym naciąganiem i w ogóle w niniejszym zestawie wydaje się spełniać rolę piątego koła u wozu. Mowa o Talismanie, którą starsi gracze mogą z rozrzewnieniem wspominać, jako Magia i Miecz. Jest to gra planszowa, której ważnym elementem są karty, ale w przeciwieństwie do większości karcianek w tradycyjnym tego gatunku rozumieniu, losowość nie jest tu w żaden sposób równoważona przez synergię kart w talii, na którą zwykle mamy wpływ. Nie będę się tu zanadto rozpisywał na temat samej gry – odsyłam więc do wcześniejszego wpisu i filmu z naszej przygody z ‘Talismanem’ w wersji uncut i uncensored (dop. – wujo).

Bundle kończy się już we wtorek, więc radzę nie odkładać decyzji o zakupie. O ile większość to dodatki i wersje premium dla gier F2P, to warto choćby dla pełnej wersji Scrolls. Wyższe progi można będzie wykupić przecież jak zwykle, w miarę potrzeb, do 3 miesięcy po zakończeniu akcji.

  • wujo444

    Się trochę rozpiszę, bo w dużej mierze testowałem z Jasinskim powyższe tytuły. Poza Duels of the Planeswalkers 2015, o której nie mam nic więcej do powiedzenia. o samym Magic: The Gathering może być ciut więcej, bo to gra w której papierową wersję wkręciłem się dość mocno i najczęściej będzie punktem wyjścia do oceny innych tytułów.

    Scrolls jest bodaj najbardziej dopracowaną produkcją (i chyba jedyną płatną stricte CCG w zestawie). Dużym atutem jest pole walki umożliwiające drobny ruch postaci a co za tym idzie – całkiem sporo zależy od ustawienia jednostek. Minusem jest mechanika umożliwiająca płacenie za karty w decka 2 kolorowych. Tutaj chciałbym odnieść się do Magica: tam większość kart tylko część kosztu ma twardy, wymagający opłacenia maną konkretnego koloru, zaś część – dowolnego. W Scrollsach trzeba płacić w całość w jednym kolorze, w dodatku większość (jeśli nie całość) kart po przemienieniu na zasoby (raz w turze) pozwala generować tylko jeden typ. Nie ma też kart dostępnych dla każdej frakcji, czy wymagających dwóch kolorów. To ogranicza w znaczący sposób możliwość budowania talii łączących dwie lub więcej frakcji. Za to plus za wyzwania, multi, możliwość wymiany kart i przerabiania ich. Bardzo dobra i ciekawa produkcja.

    Dominiom mnie mocno wkręciło. Wygląda paskudnie, ale nadrabia ciekawą mechaniką tworzenia własnej talii na bieżąco i stopniowym przekształcaniem jej w pasjansa tworzącą chore ilości punktów akcji (koniecznych do zagrywania kolejnych kart), zakupów (do.. zakupów oczywiście) i monet (do płacenia) a wreszcie – zwycięstwa. Dużo kart, sporo kombinowania, fajne interakcje. Na minus komputer oszukujący w singlu, niekiedy nie da się praktycznie wygrać z nim bez oszukiwania (gra umożliwia podbicie kart zasobów na początku rozdania, co wywołuje efekt kuli śnieżnej). Niektórych może irytować mechanizm “bogatszy bogaci się szybciej” i trudność jaką sprawia dogonienie gracza z przewagą (właściwie niemożliwa) także przez niewielkie pole do interakcji z przeciwnikami.

    War of Omens nieco korzysta z Dominionowego rozwiązania tworzenia talii w locie, ale zamiast wspólnej puli zakupów dla obu graczy, każdy ma własną talię którą można zmieniać i ulepszać pomiędzy grami. Gra podrzuca 4 karty z tej puli i co turę dokłada nową (usuwając najstarszą jeśli byłoby >4), a gracz może je wykupować. Nie ma jednak punktów akcji, za to są kreatury pozwalające atakować przeciwnika, obracać zasobami (głównie żarciem w inne typy) i generować je co turę. Są też enchanty zmieniające pewne zasady i cała frakcja, której zupełnie nie ogarniam. To kolejna zaleta WoO – różne frakcje grają zupełnie inaczej. Zieloni głównie się rozwijają, niebiescy oszukują i mataczą, czerwoni poświęcają kreatury dla szybkiego zysku a różowe “wróżki i dżiny”… nie mam pojęcia, ich karty wyglądają jak z innej gry. Tutaj minus za trudne do rozróżnienia typy kart. Największy jednak za absurdalny sposób wprowadzenia do gry – otóż najpierw zostałem zmuszony do rozegrania samouczka, po czym gra ciągnęła mnie za rękę dobrą chwilę by oznajmić, że muszę pograć w single player by odblokować kolejny tutorial. ŻE CO? Żeby było jeszcze lepiej, misje są banalne, a wyższe poziomy trudności… da się odblokować dopiero rozgrywając wymaganą liczbę gier. Podobnie multi. Tak więc gra zmusiła mnie do rozegrania serii idiotycznie prostych meczów z AI, żebym dopiero po chwili mógł odpalić tutka i mi wytłumaczył co mam robić w grach… Ostatecznie ten drugi tutorial jest zbędny, bo czego się potrzebowałem nauczyć, nauczyłem się wcześniej. EEEEEEECHHH…. No i ostatni minus – multi oparte wyłącznie na matchmakingu, bez opcji zagrania z kolegą : Sama gra jest ładna, dopracowana, ma ciekawy gameplay, różnorodne frakcje, ciekawy system ulepszania kart i budowania decku, co daje jej jedną z wyższych pozycji w rankingu pozycji z bundle’a (i jest za darmo), ale potrafi wkurzyć.

    Card Hunter mnie wkurzył, kiedy odpaliłem go po paru miesiącach i… znowu musiałem przejść tutorial. Minimalne postępy jakie uczyniłem wcześniej oczywiście zniknęły. Nie przypadł mi do gustu klimat tytuły, ale najbardziej irytuje system poruszania się po planszy. Walki toczą się na dość rozmaitych, kwadratowych planszach w systemie turowym, gdzie raz na dużą “fazę” każdy członek grupy ciągnie 4 karty z puli jaką dają im posiadane przez nich przedmioty, a więc np. 2x atak, tarczę i kartę ruchu (tą ciągniemy zawsze 1). Teraz na przemian każdy gracz (lub gracz i CPU) zagrywają jedną z kart z całej puli. Więc najpierw podbiegamy, przeciwnik podbiega, ja podbiegam drugim bohaterem, on drugim stworem, może coś odpalę z dystansu… a i tak kończę fazę z kartami na ręce, bo nie mogę podejść do stwora i walnąć pałką. Czasami się robi z tego pościg po planszy. Powiecie planowanie, powiecie strategia.. Nie, to jest nudne i i tylko zabiera czas. Jest to element do poprawy, bo na razie nie działa.

    • Coppertop

      Trzeba było po prostu napisać tekst wspólnie, tak jak my z Jolem po wycieczkach na Pixel Heaven albo do Karnasia. :) Bo dwa razy czytać o tym samym to trochę lipa :P

      • wujo444

        Uhm, pisałem o innych elementach niż Randall, i razem z moimi uwagami by sie artykuł rozrósł do nieprzyzwoitych rozmiarów.

      • RandallFlagg

        Ciężko mi było wuja zapędzić do dopisania się do artykułu, choć męczyłem go o to od ponad tygodnia. Poza powyższym komentarzem – który dodaje sporo istotnych uwag do głównego tekstu – trzeba dodać, iż wujo służył mi nieodzowną pomocą w testowaniu niemal wszystkich gier karcianych, często przezwyciężając niechęć do niektórych tytułów (co, poza przypadkiem Card Huntera, wyszło jednak chyba na dobre?). :)

  • tex

    Fajny tekst

  • kolabor666

    Zachęciłeś mnie jasiu do karcianek spróbuje co polecacie na sam początek totalnej lamie?

    • RandallFlagg

      Wujo podpowiada, że dla kompletnego laika w temacie karcianek najlepszym wyborem z tego zestawienia byłoby Dominion – ma dość nieskomplikowaną mechanikę, którą w trakcie, kiedy testowaliśmy ów tytuł, Wujo niejednokrotnie porównywał z tą znaną z Pasjansa. Oczywiście, moim zdaniem, jest to aż nazbyt duże uproszenie i sam poleciłbym mimo wszystko Card City Nights ze względu na dość nieskomplikowane, acz dające spore pole do popisu zasady gry. Z gier darmowych wskazałby jednak, mimo utyskiwań Wuja ;-), na Card Hunter – powiedzmy sobie szczerze, tym co cholernie go irytowało w tej grze był nazbyt drobiazgowy tutorial, co prowadzi do dość prostego wniosku – jest to gra w sam raz dla początkujących graczy :-) Card Hunter wykorzystuje liczne elementy z gier, z którymi (prawie) każdy musiał się wcześniej zetknąć, więc próg wejścia jest w tym przypadku dość niski a krótkie, nie trwające dłużej niż 10 minut pojedyncze misje w trybie kampanii wydają się wprost idealne dla kogoś, kto chce okazjonalnie rozegrać partyjkę lub dwie. “Scrolls” też nie byłoby w tym przypadku najgorszym wyborem – gra nie jest darmowa, ale demo daje dostatecznie wiele pojęcia o tym, czym gra jest i umożliwia przetestowania swoich umiejętności również w trybie dla wielu graczy.

      • wujo444

        Źle mnie zrozumiałeś – to jest “pasjans” bo gra bywa momentami jednoosobowa, gdzie jeden z graczy układa długą serię kart pozwalających dobierać i zagrywać kolejne karty :) Dla niektórych osób małą interakcja z przeciwnikiem może być na dłuższą metę nudna.

  • jhhg

    Bundlexy to zuo